Miałoby to wyglądać tak: pacjent wybierałby na platformie przedsiębiorcy pożądane produkty – leki z przepisu lekarza albo bez recepty (OTC), wyroby medyczne, suplementy diety albo środki spożywcze specjalnego przeznaczenia. Opłacałby wirtualny koszyk zakupów i wybierałby asystenta. Właściciel platformy udostępniałby asystentowi bon uprawniający do dokonania zakupów we wskazanej aptece lub punkcie aptecznym. Następnie asystent dostarczałby produkty pacjentowi wraz z paragonem.
Wnioskodawca wskazywał, że jego spółka nie dokonywałaby zakupu leków celem późniejszej odsprzedaży do nieokreślonej liczby pacjentów. Mówiąc kolokwialnie: byłaby sąsiadem, który (za niewielką opłatą) kupuje schorowanej osobie leki w aptece i przynosi do jej domu. Nie byłaby więc apteką wymagającą zezwolenia.