Przesunięcie terminu na dostosowanie się do nowych wymagań, odstąpienie od nadmiernej papierologii i obniżenie kosztów raportowania o zaległościach. Takie poprawki do projektu ustawy antylichwiarskiej zgłoszono w trakcie II czytania.

Prace parlamentarne nad przygotowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości projektem o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania lichwie od kwietnia praktycznie zamarły. Dlatego podjęcie ich na nowo dopiero we wrześniu (cała ustawa ma wejść w życie sześć miesięcy po publikacji) spowodowało konieczność przesunięcia terminów wprowadzenia niektórych wymagań dla instytucji pożyczkowych. Takich jak choćby podniesienie minimalnego kapitału zakładowego z 200 tys. zł do 1 mln zł.
Pierwotnie projekt przewidywał, że podmioty już działające na rynku będą miały na to czas tylko do końca 2022 r. W przeciwnym razie 1 stycznia 2023 r. zostałyby wykreślone z rejestru instytucji pożyczkowych. Teraz ten termin ma być wydłużony do 1 stycznia 2024 r., przy czym do 30 listopada przyszłego roku firmy pożyczkowe mają poinformować Komisję Nadzoru Finansowego (która na mocy tej ustawy ma przejąć nad nimi nadzór) o podjętych działaniach zmierzających do spełnienia tych wymogów. Także pierwsza obowiązkowa składka do KNF na pokrycie kosztów (0,5 proc. przychodów uzyskanych z działalności w zakresie udzielania kredytu konsumenckiego za poprzedzający rok obrotowy, ale nie mniej niż równowartość 5 tys. euro) będzie wymagana od 2024 r.

Bez wydruków z Excela

Oprócz tego poprawki zmierzają do złagodzenia wymagań co do obowiązkowego badania zdolności kredytowej. Regulacje te zaproponowano w celu wyeliminowania możliwości wciągania ludzi w spiralę zadłużenia. Oferty typu „Pożyczka bez BIK online 24/7. Wypłata w 15 minut na konto” albo „Szansa dla osób ze złą historią kredytową w BIK, KRD, u komornika…” lub „Oferta dla zadłużonych. Pożyczki bez zaświadczeń” ciągle bez trudu można znaleźć tak w sieci, jak i w przestrzeni publicznej.
Nowelizacja wprowadza do ustawy o kredycie konsumenckim obowiązek badania wiarygodności finansowej pożyczkobiorcy, a przepisy będą wprost uzależniać udzielenie kredytu konsumenckiego od pozytywnej oceny zdolności kredytowej. Zaniechania w tym względzie mogą mieć ogromne skutki dla firm zbyt pochopnie udzielających chwilówek. Po pierwsze, gdy się okaże, że kredytobiorca ma inne, wcześniejsze zobowiązanie (a firma pożyczkowa tego nie sprawdziła), w którego spłacie ma zaległości przekraczające sześć miesięcy, to nie będzie można egzekwować od niego spłaty tego nowego długu, aż do momentu spłaty poprzedniego.
Co więcej, zbycie takiej wierzytelności również będzie zakazane, a zakaz dochodzenia takiej „trefnej” wierzytelności i jej zbywania nie będą wstrzymywały biegu przedawnienia.
Pierwotnie projekt ustawy przewidywał, że dane np. o innych wierzytelnościach pozyskiwanych z rejestrów czy dokumenty lub oświadczenia klienta o wysokości dochodów miały stanowić załącznik do umowy. Problem w tym, że dane stanowiące podstawę dokonania oceny zdolności kredytowej z odpowiednich rejestrów tworzone są przez ich dostawców w formacie arkuszy kalkulacyjnych najczęściej XML, a ich przetworzenie na format graficzny umożliwiający ich analizę przez osoby trzecie i dołączenie do umowy jest utrudnione bez odpowiedniego oprogramowania.
Poza tym z samego dołączenia wydruków z raportów do umowy konsument miałby niewielki pożytek. Dlatego też posłowie rządzącej większości zaproponowali, by tylko oświadczenie klienta stanowiło załącznik do umowy, a dane z rejestrów (np. biur informacji gospodarczej czy Biura Informacji Kredytowej) pożyczkodawca miał obowiązek przechowywania na wypadek ewentualnego sporu sądowego przez okres trzech lat od dnia ustania stosunku prawnego uzasadniającego ich pozyskanie.
Ale to nie wszystko. Skoro na instytucje pożyczkowe nałożono obowiązek przekazywania danych do BIK oraz BiG-ów, to zostaną one także zwolnione z opłat z tego tytułu. Jak słyszymy, takie rozwiązanie uzasadnione jest tym, że przekazywanie danych następuje nie w interesie tych instytucji, lecz w interesie społecznym, a zatem BIK czy BIG-i nie powinny czerpać dodatkowych zysków z nowych obowiązków nałożonych na instytucje pożyczkowe.

Branża chce wyższych limitów

Jednak te poprawki nie uspokajają w żaden sposób obaw firm działających na tym rynku. - Obecne brzmienie projektu jest ekstremalnie rygorystyczne. Po ewentualnym uchwaleniu przepisów prowadzenie instytucji pożyczkowej będzie najbardziej restrykcyjnie obwarowanym biznesem w Polsce. Bo żaden inny nie ma np. ograniczeń w zakresie finansowania, podczas gdy w tym przypadku, w myśl projektu, instytucje pożyczkowe będą mogły być finansowane w zasadzie tylko z kapitału własnego i właściciela - mówi Jarosław Ryba, prezes Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych. - Także proponowany poziom maksymalnych kosztów pozaodsetkowych, czyli 5 proc. dla pożyczek do 30 dni oraz 10 plus 10 dla pozostałych, jest poniżej progu rentowności dla wszystkich segmentów rynku - dodaje prezes PZIP, wskazując, że zaproponowane w projekcie limity nie zostały poparte badaniami czy analizami.
Jak przypomina, podczas prac parlamentarnych został co prawda złożony wniosek, by Komitet Stabilności Finansowej sporządził stosowną opinię. Ta jednak dotąd nie powstała, a sam limit kosztów jest w ocenie branży rezultatem raczej politycznych negocjacji niż ekonomicznych analiz.
W ogóle zdaniem biznesu nowe przepisy mają zaradzić problemowi, który należy do przeszłości. - Pożyczki na lichwiarski procent zdarzały się, ale w stanie prawnym sprzed 10 lat. Teraz po prostu Ministerstwo Sprawiedliwości bardziej to dostrzega, bo te sprawy mają swój finał w postaci orzeczeń sądów II instancji. Przecież w 2015 r. weszły w życie przepisy, obowiązujące do dzisiaj, o maksymalnych kosztach pozaodsetkowych, które rozwiązały problem nielimitowanych kosztów. Nie jest też możliwe zabezpieczenie na nieruchomości pożyczki gotówkowej, co z resztą wprowadzono na skutek propozycji samej branży pożyczkowej - przypomina Jarosław Ryba.
ikona lupy />
Polacy skarżą się na podmioty z rynku bankowo-kapitałowego / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe