Do redakcji DGP zgłosił się czytelnik, którego numer PESEL, numer dowodu osobistego, dane teleadresowe oraz saldo rachunku bankowego zostały pokazane osobie postronnej, ta zaś opublikowała je w internecie. Incydent oceniał prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), ale nie sięgnął po żadne sankcje. Prawnicy uważają, że organ nadzorczy powinien dokładniej przeanalizować sprawę i ustalić, czy nie doszło do ujawnienia danych innych klientów.