To konsekwencja wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 28 października 2020 r. (sprawa C-321/19) wydanego na kanwie sporu polskiego przewoźnika z niemiecką administracją. Przedsiębiorca zaskarżył wysokość stawek niemieckiego myta obowiązującego w latach 2010-2013. Tylko od początku 2010 r. do 18 lipca 2011 r. w sumie w tym okresie zapłacił 12,4 tys. euro.
TSUE, odpowiadając w zeszłym roku na pytanie prejudycjalne Wyższego Sądu Administracyjnego Nadrenii-Westfalii, uznał, że stawki opłat za przejazd niemieckimi autostradami były nadmierne. Zdaniem luksemburskich sędziów zostały skalkulowane niezgodnie z art. 7 ust. 9 dyrektywy 1999/62 w sprawie pobierania opłat za użytkowanie niektórych typów infrastruktury przez pojazdy ciężarowe.
3,86 proc. do zwrotu
Wszystko dlatego, że nasz zachodni sąsiad, ustalając wysokość tamtejszego e-myta w kosztach eksploatacji dróg, uwzględnił wydatki na policję drogową. TSUE stwierdził, że w myśl dyrektywy można do nich wliczyć koszty budowy, utrzymania i rozwoju danej sieci infrastruktury, ale już odpowiedzialność za działania policji spoczywa na państwie, które występuje w ramach wykonywania prerogatyw władzy publicznej, a nie w charakterze operatora infrastruktury drogowej. Kosztów związanych z policją drogową nie można zatem uważać za „koszty eksploatacji”.
Teraz sprawa trafiła ponownie do sądu w Münster, który we wtorkowym wyroku określił udział wydatków na policję w stawce opłaty drogowej na 3,86 proc.
Jednak kwestia kosztów utrzymania policji nie wyczerpywała całego sporu. Przewoźnik zaskarżył również kalkulację opłaty, która była oparta na ustalonej w 2002 r. wartości gruntów wykorzystanych pod budowę autostrad - niezależnie od tego, czy dana droga jest nowa, zbudowana w latach 60. XX w., czy też pochodzi z czasów np. III Rzeszy. To zagadnienie nie było nawet przedmiotem pytania prejudycjalnego, bo niezgodność z prawem była dla sądu oczywista. Pozostawało ustalenie, w jakim procencie taki sposób wyceny gruntów pod drogami płatnymi zawyżał stawki e-myta. Początkowo sąd skłaniał się ku określeniu tego na 1,8 proc., jednak pełnomocnik przedsiębiorcy argumentował, że powinno to być 4,91 proc. Po zmianie składu orzekającego sąd podzielił to zdanie.
Co więcej, orzekł też, że wszystkie opłaty pobrane w nadmiernej wysokości (w sumie o 8,59 proc.) muszą być powiększone o 5-proc. odsetki za każdy rok.
W przypadku tego konkretnego polskiego przewoźnika oznacza to zwrot 8,59 proc. z 12,4 tys. euro pobranych za korzystanie z autostrad od początku 2010 r. do 18 lipca 2011 r. z odsetkami za 10 lat.
Trzeba się spieszyć z roszczeniami
Przy czym, jak zaznacza mec. Martin Pfnür, prawnik reprezentujący polską firmę transportową, na zwrot 4,91 proc. opłaty związanej z nieprawidłową kalkulacją cen gruntu pod sieć autostrad mogą liczyć tylko przewoźnicy, którzy wcześniej wystąpili z roszczeniami. Wadliwie pod tym względem skalkulowana opłata obowiązywała w latach 2010 -2013, więc nowe roszczenia są niedopuszczalne z uwagi na przedawnienie.
Natomiast zwrotu opłat pobieranych w nadmiernej wysokości z powodu doliczania kosztów utrzymania policji autostradowej można wciąż dochodzić. I od nich również, zgodnie z najnowszym wyrokiem, naliczane będą 5-proc. odsetki.
Już po wyroku TSUE dotyczącym „kosztów policyjnych” uchwalono ustawę, na podstawie której niejako z automatu zwracane są nadmiernie pobrane opłaty, ale tylko za okres od 28 października 2020 r. (kiedy to zapadło orzeczenia TSUE) do 30 września 2021 r. (nastąpiła wówczas zmiana stawki). Sporna natomiast pozostawała możliwość zwrotu „kosztów policyjnych” za wcześniejsze okresy. Przewoźnicy zgłosili do Federalnego Urzędu ds. Transportu Towarowego (BAG) 36 tys. wniosków w tej sprawie.
- Wyrok oznacza, że strategia na przeczekanie, jaką przyjęła niemiecka administracja w stosunku do roszczeń sprzed wyroku TSUE, może się okazać bardzo droga z uwagi na groźbę zwrotu nadmiernych opłat wraz z pięcioprocentowymi odsetkami - zaznacza mec. Martin Pfnür. - Trzeba pamiętać, że pod koniec roku przedawnią się roszczenia z tytułu opłat pobranych w 2018 r. Od przyszłego roku będzie można już dochodzić tylko zwrotu nadmiernie pobranego myta za lata 2019-2021 - dodaje.
Biorąc pod uwagę, że rocznie z tytułu opłat za przejazd płatnymi drogami pobierane jest 4-5 mld zł, przewoźnicy z całej Europy mogą odzyskać dziesiątki milionów euro.
TSUE się przydaje
- Dla polskich firm transportowych wykonujących przewozy międzynarodowe myto za przejazd niemieckimi drogami stanowi główny element kosztów opłat drogowych. Po pierwsze, już same Niemcy są naszym głównym partnerem handlowym, więc większość przewozów stanowią operacje bilateralne pomiędzy Polską a tym państwem. Również przewozy dalej na zachód Europy są głównie wykonywane przez terytorium Niemiec. A oprócz tego polskie firmy wykonują w tym kraju dużo przewozów typu cross-trade oraz kabotażu - tłumaczy Maciej Wroński, prezes organizacji pracodawców Transport i Logistyka Polska. - Cieszę się, że nieprawidłowe działania poszczególnych państw członkowskich są korygowane przez Trybunał Sprawiedliwości UE. To pokazuje, jak bardzo jest to potrzebna instytucja - wskazuje.
Jak dodaje, najświeższy wyrok określający wysokość nadmiernie pobranych opłat na pewno ucieszy tych wszystkich przewoźników, którzy już zdążyli złożyć stosowne dokumenty procesowe, jak i tym bardziej przekona tych, którzy jeszcze tego nie zrobili. Bo - wyjaśnia Wroński - w dzisiejszych ciężkich czasach, przy szalejącej inflacji i rosnących jak na drożdżach cenach oleju napędowego, każdy zastrzyk gotówki jest na wagę złota.
- Tylko pogratulować dobrej roboty prawnikom, którzy zajęli się tą sprawą i konsekwentnie przez tyle zmian zmierzali do szczęśliwego finału. Jak widać, korzystanie z drogi prawnej w celu dochodzenia własnych słusznych roszczeń jest właściwym sposobem. I nawet jeśli to długo trwa, ostatecznie daje efekt - pointuje prezes Transportu i Logistyki Polskiej.
Aktualne stawki opłat za korzystanie z dróg federalnych (BFStrMG) w Niemczech / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe