Grzywna, co do której wypowie się dzisiaj Sąd UE, została nałożona w 2017 r. za nadużywanie pozycji monopolisty. Chodzi o promowanie w wynikach wyszukiwania własnej porównywarki cenowej: Google Shopping. Z jednej strony pozwala ona konsumentom na szybkie porównanie niektórych ofert, z drugiej jednak – preferując własną porównywarkę cenową – wyświetlała na wysokich pozycjach wyników wyszukiwania określone pozycje, a pozostałe były przesuwane na niższe. W ten sposób szanse tych ostatnich firm na dotarcie do klientów były dużo mniejsze. Zdaniem KE usługi wyszukiwania i porównywania cen powinny być od siebie całkowicie oddzielone, żeby zachować uczciwą konkurencję.
Podczas trzydniowej rozprawy przedstawiciele Google’a próbowali przekonywać Sąd UE, że w rzeczywistości ich porównywarka cenowa pomaga konsumentom dokonywać szybkich wyborów i łatwo znajdować w internecie produkty, jakich szukają. Dużo energii poświęcili na wykazywanie, że w rzeczywistości ruch na innych stronach, których nie uwzględniono w ich porównywarce, nie był wcale niższy.
Polemizowała z tym m.in. Alessandra Fratini, prawniczka BEUC – Europejskiej Organizacji Konsumenckiej.
– Postępowanie Google’a sprawia, że rywale pozostają poza zasięgiem wzroku konsumentów. Choć pretekstem jest jakoby poprawa sytuacji konsumentów, w rzeczywistości Google robi to dla własnej korzyści – mówiła na sali rozpraw.
Dzisiejszy wyrok będzie miał istotne znaczenie nie tylko dla tej sprawy, ale też szerzej dla podejścia Komisji Europejskiej do Big Techów. Kara 2,4 mld euro nie jest jedyną nałożoną na Google’a. W kolejce do rozstrzygnięcia przez Sąd UE czeka też kara 4,34 mld euro za wykorzystywanie pozycji monopolisty oraz własnego systemu Android do promowania przeglądarki Chrome i wyszukiwarki Google. Z kolei w marcu 2019 r. Komisja zdecydowała o nałożeniu grzywny w wysokości 1,49 mld euro za działania polegające na blokowaniu konkurencyjnych firm reklamowych. Jeszcze większe sankcje – 13 mld euro nałożono na innego globalnego gracza – firmę Apple. Eurobiurokraci oczekują, że środowe orzeczenie niejako potwierdzi, że kurs KE wobec Big Techów jest właściwy.
Co ciekawe, choć grzywna w wysokości 2,4 mld euro wydaje się bardzo wysoka, to jeden z sędziów rozpoznających tę sprawę zasugerował wprost, że powinna być ona dużo wyższa. Słowa te wypowiedział sędzia Colm Mac Eochaidh z Irlandii, argumentując, że grzywna w tej wysokości nie powstrzyma Google’a przed podobnymi praktykami w przyszłości.
Wyrok Sądu UE nie będzie ostateczny. Stronom będzie przysługiwać możliwość jego zaskarżenia do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. ©℗