Kiedy wiosną 2020 r. zapowiadano uruchomienie wsparcia dla firm w ramach rządowego programu Tarcza Finansowa PFR, wielu przedsiębiorców zareagowało na tę informację z optymizmem. Chwalono, że w końcu pojawiło się realne wsparcie, które pozwoli na walkę ze skutkami zapaści gospodarczej wywołanej przez COVID-19. Mniej cieszyli się jednak ci przedsiębiorcy, którzy w czasie, gdy ogłoszono składanie wniosków, korzystali z którejś z form restrukturyzacji sądowej.
Regulamin ustalający warunki, na jakich udzielano subwencji z PFR, nie był bowiem przychylny dla tych firm. Mianowicie otwarcie któregoś z postępowań dyskwalifikowało w możliwości ubiegania się o otrzymanie subwencji. Również ci przedsiębiorcy, którzy takie postępowanie rozważali jako ewentualne rozwiązanie na przyszłość, zwykle dość szybko ten pomysł porzucili – gdyż regulamin przewiduje, że jeśli po otrzymaniu dotacji dojdzie do otwarcia postępowania restrukturyzacyjnego, to cała kwota subwencji podlega zwrotowi. Tymczasem przedłużająca się pandemia sprawia, że wiele firm popada w tarapaty. Choć nie wprowadzono twardego lockdownu, to jednak jego miękka odmiana dotkliwie dała się we znaki przedsiębiorcom, szczególnie tym, których biznesy po raz kolejny zostały odgórnie zamknięte (np. hotelarstwo i gastronomia).