Ekspert Klubu Jagiellońskiego Michał Kuź w rozmowie z PAP ocenił, że prezydentura Donalda Trumpa może oznaczać dla Polski pewne utrudnienia w politycy wschodniej, dlatego że podczas kampanii deklarował on, iż dąży do normalizowania stosunków z Rosją. Zdaniem Kuzia może się to odbić kosztem Ukrainy. "Jeśli Trump będzie faktycznie twardo stawiał na swoim, może będziemy musieli również w pewnym zakresie tę politykę wschodnią zrewidować" - podkreślił ekspert.

Jego zdaniem prezydentura Trumpa może lepiej wpłynąć na współpracę polskiego rządu i administracji amerykańskiej, niż miałoby to miejsce w przypadku Clinton. "W otoczeniu Hillary Clinton znalazło się co najmniej kilka osób o bardzo krytycznym nastawieniu do aktualnego rządu polskiego" - zauważył. Wśród tych osób wymienił m.in. męża Hillary - Billa Clintona, sponsora Partii Demokratycznej George'a Sorosa czy dziennikarkę Anne Applebaum.

"Być może będzie nam łatwiej z Trumpem rozmawiać, natomiast niekoniecznie ta łatwość rozmowy będzie oznaczała, że za każdym razem będziemy słyszeć to, co chcemy usłyszeć" - powiedział Kuź.

Według eksperta Klubu Jagiellońskiego prorosyjskie akcenty z kampanii Trumpa nie są równoznaczne z tym, że Trump zgodzi się na dominację Rosji w Europie Środkowo-Wschodniej, czy poświęcenie interesu krajów, które już są członkami NATO i UE. "W tym sensie wiadomość o zwycięstwie Trumpa, zwycięstwo Trumpa jest bardzo złą wiadomością, ale bardziej dla Ukrainy. Dla Polski jest wiadomością średnią" - zaznaczył.

Kuź przypomniał również, że Trump w trakcie kampanii wyborczej chwalił Polskę za wypełnianie zobowiązań względem NATO, co może rokować dobrą współpracę z nowym prezydentem USA.

"Jeżeli chodzi o kwestie dotyczące zakupów zbrojeniowych, to też tu poszliśmy USA na rękę i to nawet kosztem nadwyrężenia naszych stosunków z Francją i z UE. Bo wszystko wskazuje na to, że zakupimy amerykańskie śmigłowce, więc tu też raczej współpraca będzie korzystna z punktu widzenia administracji Trumpa" - zauważył

Według eksperta współpraca m.in. w obszarze bezpieczeństwa niekoniecznie musi przełożyć się np. na zniesienie wiz do USA dla Polaków. "To nie do końca leży w gestii prezydenta, tu nie wszystko może zrobić prezydent, ale oczywiście możemy rozmawiać, możemy o to zabiegać" - podkreślił Kuź.

Pytany przez PAP o pierwsze decyzje Trumpa jako prezydenta Kuź zaznaczył, że będzie musiał on wyciągnąć rękę do Republikanów. "On musi wyciągnąć rękę do tych Republikanów, którzy go nie popierali, a przecież wiadomo, że Partia Republikańska się niemal podzieliła pół na pół, jeśli chodzi o stosunek do Trumpa i on to w tej chwili robi" - powiedział.

"Jeśli mu się to uda, będzie miał naprawdę potężne narzędzia do sprawowania władzy, a wszystko wskazuje na to, że się uda" - dodał.

Zdaniem eksperta Klubu Jagiellońskiego Trump jest zdolny do tego, żeby po objęciu władzy, chcąc utrzymać poparcie, prezentować bardziej koncyliacyjne stanowisko i "prowadzić bardziej umiarkowaną politykę i stosować bardziej umiarkowaną retorykę".

"Na razie Trump chciał uspokoić nastroje i myślę, że nie będzie starał się działać pochopnie, to, że wyciąga rękę do innych Republikanów może świadczyć o tym, że dobierze sobie doświadczonych doradców z szeregów Partii Republikańskiej i to jednak dobrze roku na przyszłość i sugeruje, że +nie taki Trump straszny jak go malują+" - podkreślił.

Kuź ocenił również, że wybierając Trumpa na prezydenta USA Amerykanie kierowali się bardziej kwestiami gospodarczymi, niż światopoglądowymi, o czym świadczy dość duże poparcie dla oskarżanego o rasizm Trumpa wśród Latynosów oraz Afroamerykanów, którzy - zdaniem wielu komentatorów - mieli głosować na Clinton.

"Amerykańska klasa średnia biednieje i jest oburzona tym faktem i jest niezwykle krytyczna wobec tego globalistycznego ładu, który obwinia za swoją sytuację" - dodał.

Według Kuzia Partia Demokratyczna popełniła "historyczny błąd" wybierając w prawyborach Hillary Clinton. Jego zdaniem ówczesny kontrkandydat Clinton - Bernie Sanders w starciu z Donaldem Trumpem odniósłby zwycięstwo.

Jak podkreślił źródeł porażki Clinton należałoby upatrywać nie tylko w aferze mailowej, ale także w pysze kandydatki Demokratów. "Ona zdecydowała się nie prowadzić tak aktywnej kampanii jak Trump" - podsumował. (PAP)