Zamachowiec, który w piątkowy wieczór zamordował w monachijskim centrum handlowym Olympia dziewięć osób, a 35 ranił, miał irańskie korzenie, ale jego czyn był pozbawiony dżihadystycznej motywacji. Mimo to wspierające samozwańcze Państwo Islamskie serwisy powitały atak z radością. Urodzony w Niemczech Ali Sonboly, nienotowany wcześniej przez policję, jest opisywany jako samotnik z problemami psychicznymi. Ten najkrwawszy od 2009 r. akt terroru w Niemczech wywołał nad Renem dyskusję o zaostrzeniu prawa do posiadania broni.

Osiemnastolatek wcześniej leczył się psychiatrycznie. – Nie znaleźliśmy jakichkolwiek dowodów na jego powiązania z Państwem Islamskim. Znaleźliśmy natomiast dokumenty na temat strzelanin organizowanych przez szaleńców. Można wysnuć wniosek, że sprawca intensywnie badał ten temat – mówił szef monachijskiej policji Hubertus Andrä. W pokoju Sonboly’ego znaleziono m.in. książkę „Amok im Kopf. Warum Schüler töten” (Amok w głowie. Dlaczego uczniowie zabijają) o sprawcach szkolnych strzelanin, przede wszystkim z USA. Niedawno odwiedził też i obfotografował Winnenden, gdzie przed siedmioma laty 17-letni Tim Kretschmer zastrzelił 13 osób.

Szef MSW Thomas de Maiziere tłumaczył, że jest za wcześnie, by potwierdzić pogłoski, iż Sonboly zabijając chciał nawiązać do piątej rocznicy zbrodni dokonanej przez Andersa Breivika na norweskiej wyspie Utoya. Hubertus Andrä mówił jednak, że korelacja jest oczywista (Breivik również mordował 22 lipca). Bulwarówka „Bild” podawała, że 18-latek ustawił sobie zdjęcie Norwega jako awatar na swoim profilu w aplikacji WhatsApp. Policja bada też inne doniesienia, zgodnie z którymi Sonboly włamał się na cudze facebookowe konto, by zwabić potencjalne ofiary do baru McDonald’s nieopodal Olympii pod pozorem darmowego posiłku. To właśnie tam zaczął strzelać.

Sąsiedzi w rozmowach z mediami opisywali Sonboly’ego jako wycofanego, pozbawionego przyjaciół samotnika, który miał być nękany w szkole. Jego ofiarami z centrum handlowego stali się w większości rówieśnicy o śródziemnomorskiej i bliskowschodniej urodzie, w tym osoby pochodzenia albańskiego, greckiego i tureckiego. Poza 45-letnią kobietą wszyscy mieli od 14 do 20 lat. Podczas ataku krzyczał „Ich bin Deutscher!” (jestem Niemcem!) do kogoś, kto bezsilnie rzucał w jego stronę rasistowskie wyzwiska. W plecaku u Sonboly’ego, który ostatecznie popełnił samobójstwo, policja znalazła trzysta nabojów. Chłopak strzelał z pistoletu Glock 17, kaliber 9 mm. Na miejscu znaleziono 57 łusek.

Jednym z najważniejszych tematów politycznej debaty weekendu stało się pytanie, w jaki sposób nastolatek niezaangażowany w działalność przestępczą, za to leczący się na depresję oraz syndrom ADD, czyli ADHD bez nadpobudliwości psychoruchowej, był w stanie zdobyć broń i tyle sztuk amunicji. Niemcy należą do europejskiej czołówki, jeśli chodzi o ilość broni w prywatnych rękach. Raport Small Arms Survey z 2007 r. (ostatnie porównywalne dane) podawał, że na 100 obywateli przypada 30,3 sztuki broni. Spośród państw UE wyższe wskaźniki odnotowywały wówczas Austria, Francja, Szwecja, Cypr i Finlandia. W Polsce wynosił on zaledwie 1,3. – Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by ograniczyć i ściśle kontrolować dostęp do broni – wskazywał wicekanclerz Sigmar Gabriel, lider Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), mniejszościowego partnera rządzącej koalicji.

Przeciwnicy takiego rozwiązania wskazują, że będzie to trudne, skoro już dziś, by uzyskać pozwolenie na broń, wymagane jest spełnienie wielu ostrych kryteriów. Co więcej, Sonboly jako człowiek z medyczną kartoteką psychiatryczną i tak by takiego pozwolenia nie uzyskał, a – jak pisze „Süddeutsche Zeitung” – pochodzącą ze Słowacji broń zdobył najpewniej na czarnym rynku, poprzez darknet. Darknet to alternatywna sieć wykorzystywana przez kryminalistów, pedofilów i terrorystów do ukrycia swojej działalności przed policją i służbami specjalnymi. W związku z tym nawet radykalne zaostrzenie zasad dostępu do legalnej broni w przeszłości nie pomogłoby zapobiec piątkowemu atakowi.

Z kolei szef bawarskiego resortu spraw wewnętrznych Joachim Herrmann, dla którego strzelanina z Monachium była drugim aktem terroru w ciągu tygodnia na jego terenie (w poniedziałek 18 lipca zwolennik radykalnego islamu ranił trzy osoby w pociągu podmiejskim pod Würzburgiem, po czym został zastrzelony przez policję), zasugerował zwiększenie uprawnień sił zbrojnych, tak by w razie kolejnych sytuacji kryzysowych tego typu mogły być wykorzystane do ich szybszego rozwiązania. Po Monachium niemiecka policja była mocno krytykowana za tempo reakcji. Od pierwszego zgłoszenia do odnalezienia ciała Sonboly’ego minęły dwie i pół godziny. W obławie wzięło udział 2300 funkcjonariuszy, m.in. ze specjalnych jednostek GSG9 i austriackiej Cobry. Służby, obawiając się zamachu na większą skalę, wstrzymały ruch metra i kolei podmiejskiej, a także wezwały ludzi, by nie opuszczali domów bez potrzeby.