To, co budzi zawsze niepokój ochrony papieża, która musi być przygotowana na każdą jego inicjatywę i wyjście do ludzi, podbija serca wiernych.

Franciszek, podkreślają watykaniści, konsekwentnie odstępuje od sztywnych zasad protokołu, podobnie jak czynił to przez lata, zwłaszcza na początku pontyfikatu, Jan Paweł II.

Papież z Argentyny w kilku wywiadach wyznał, że jego intencją jest to, by w dalszym ciągu starać się żyć możliwie w najnormalniejszy sposób. Podkreśla, że rozumie nieuchronne ograniczenia, wynikające z jego posługi, ale chciałby mieć minimum swobody. Jego wielkim niespełnionym od chwili zamieszkania w Watykanie marzeniem, jak powiedział dziennikarzom, jest to, by iść na dobrą pizzę. Kiedy powtórzył to w czasie spotkania z przedstawicielami gazety dla bezdomnych z Holandii, ci zaproponowali od razu Franciszkowi, by wyjść z Watykanu do pizzerii. „Nie mogę” - przyznał, nie kryjąc smutku.

„Musimy zachowywać się normalnie” – powiedział na konferencji prasowej w samolocie w drodze z Rio de Janeiro do Rzymu w lipcu 2013 r., a słowa te uznano nawet za klucz do interpretacji stylu jego pontyfikatu.

To dążenie do normalności objawia się w rozmaity sposób, często ku zdumieniu współpracowników i części hierarchii. On sam mówi, że nie lubi atmosfery "dworu" i nazywa go "trądem papiestwa".

Nigdy nie wsiadł do przeznaczonej dla niego limuzyny; zawsze jeździ po Rzymie i okolicach skromnym średniolitrażowym samochodem i tego samego oczekuje od organizatorów jego zagranicznych podroży.

W każdym kraju, jaki odwiedza, gdy nie porusza się papamobile, korzysta z małego auta. Jak powiedział jeden z jego współpracowników, papież nie wsiądzie do eleganckiego samochodu, bo to nie w jego stylu.

Gdy jedzie wraz z kardynałami i biskupami z Kurii Rzymskiej na doroczne rekolekcje wielkopostne do miasteczka koło włoskliej stolicy, siada z nimi do autokaru.

Watykaniści podkreślają, że choć brzmi to paradoksalnie, Franciszek chciałby się nie wyróżniać. Czasem podkreśla to prostymi gestami. Gdy przyszedł do bazyliki watykańskiej na mszę przy grobie świętego Piusa X, usiadł w ławce wśród wiernych. Potem w trakcie komunii stanął z nimi w kolejce.

Ten spontaniczny styl sprawia, że podobnie zachowują się jego rozmówcy. Kiedy dzieci pytały go, czy ma komputer i z niego korzysta, przyznał, że nie potrafi się nim posługiwać. „Wstyd, prawda?" – dodał Franciszek.

Wyjaśnia zarazem wprost, że dla własnej „higieny psychicznej” postanowił zamieszkać w watykańskiej rezydencji - hotelu dla duchowieństwa i gości Stolicy Apostolskiej, a nie w papieskim apartamencie. Podkreśla, że chce przebywać wśród ludzi, a nie być skazany na samotność w Pałacu Apostolskim.

W Domu świętej Marty, gdzie Franciszek zajmuje mały, skromnie urządzony apartament, je z innymi gośćmi posiłki w stołówce, podchodzi z tacą do lady, siada z innymi do stołu. Zdarza się, że gdy w trakcie popołudniowej pracy ma ochotę na kawę, sam po nią idzie. Sam również wczesnym rankiem parzy sobie swój ulubiony napój Yerba mate.

Jest bardzo samodzielny. Gdy wyrusza w podróż, dźwiga swoją ciężką teczkę po schodkach do samolotu. Nie pozwala się wyręczać niemal w żadnej czynności. Sam dzwoni do watykańskich urzędów, gdy ma pilną sprawę. Ich pracownicy mówią, że już zdążyli się przyzwyczaić do głosu papieża w telefonie, choć początkowo myśleli, że to żart.

Często myślą też tak ci, do których Franciszek dzwoni w reakcji na list, jaki do niego przysłano. Piszą do niego ludzie chorzy, biedni, potrzebujący duchowego wsparcia.

Gdy zatelefonował do chorego Włocha ze słowami pocieszenia, ten myślał, że ktoś żartuje i dwa razy odkładał telefon. Franciszek nie zniechęcił się i dzwonił dalej. Mężczyzna nie rozłączył się dopiero za trzecim razem.

Gdy zakonnice w Hiszpanii nie odbierały telefonu w swym klasztorze, nagrał im wiadomość na automatycznej sekretarce.

Na początku pontyfikatu zadzwonił także do zmarłego niedawno sędziwego lidera włoskich radykałów Marco Pannelli, prosząc go, by przerwał wyniszczającą jego organizm głodówkę, którą ten prowadził, protestując przeciwko przepełnieniu w więzieniach i domagając się amnestii.

Zupełne zaskoczenie papież wywołał na początku września zeszłego roku, gdy nieoczekiwanie pojawił się u optyka niedaleko Placu Hiszpańskiego w Rzymie. Pojechał tam samochodem, wywołując zdumienie spacerujących w letni wieczór turystów i rzymian. Nagle zobaczyli oni papieża w salonie optycznym. Udał się tam osobiście, by poprosić o zmianę szkieł w okularach. Optykowi mówił: „Nie chcę nowych oprawek, trzeba tylko zmienić szkła, nie chcę wydawać pieniędzy”.

Najbardziej sugestywne są spontaniczne gesty podczas spotkań z ludźmi. Papież zapoczątkował zwyczaj robienia selfie i to w wyjątkowym miejscu, bo w bazylice Świętego Piotra. Po raz pierwszy pozował tam do takiego zdjęcia z grupą włoskiej młodzieży. Potem w jednym z wywiadów w samolocie wyznał, że nie bardzo rozumie ten nowy zwyczaj, ale zgadza się stanąć do takiej fotografii.

„Franciszek, łamiąc wszelkie schematy, lubi pozować do tych zdjęć, a w tym zaskakującym zachowaniu kryje się jego stosunek do ludzi i potrzeba bliskości” - tak o tej swoistej papieskiej "filozofii selfie" powiedział jeden z jego współpracowników, ksiądz Antonio Spadaro.

Gdy jeden z jego gości, protestant poprosił go o nagranie krótkiego przesłania i pozdrowień, pozwolił nagrać się na smarfonie.

Podczas zagranicznych podróży niekiedy odkłada przygotowany wcześniej i rozdany dziennikarzom tekst wystąpienia i improwizuje. Odwiedza miejsca, których nie było wcześniej w programie wizyty i spotyka się z biednymi i dziećmi ulicy, jak to było na Filipinach. W Albanii, gdzie wysłuchał świadectw księży prześladowanych i torturowanych w latach komunistycznego reżimu, nie był w stanie odczytać przemówienia i wygłosił poruszającą improwizowaną mowę.

Media podały, że w czasie zapowiedzianej na czerwiec wizyty w Armenii papież chciał udać się na granicę z Turcją w geście mającym symbolizować pragnienie jej otwarcia. Okazało się to jednak niemożliwe.

"Po tym papieżu można jednak spodziewać się wszystkiego" - powiedział ojciec Krikor Badichah z Ormiańskiego Kolegium w Rzymie.

Za najbardziej sugestywne gesty papieża uważa się jego podróże na wyspy Lampedusa i Lesbos, będące symbolami kryzysu migracyjnego, a także wizytę w Wielki Czwartek w ośrodku dla uchodźców pod Rzymem, gdzie umył nogi migrantom.

Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)