Przestrzegł jednak przed pomysłem nawet stopniowego likwidowania OFE. Jego zdaniem nie udałoby się uzyskać w ten sposób nawet połowy obecnych w OFE środków, a dodatkowo "zniszczyłoby rynek kapitałowy".

"Dla polityków może się to wydawać interesujące, ponieważ w akcjach Otwartych Funduszy Emerytalnych leży ok. 140 mld dolarów, akcje można by sprzedawać przez okres np. siedmiu lat, stopniowo zamykając OFE. 20 mld dolarów rocznie aż się prosi, aby wydać to np. na pomysł +500 zł na dziecko+. Jednak gdyby zdecydowano się na taki krok, wartość tych akcji natychmiast stopniałaby nawet do jednej trzeciej obecnej wartości, ponieważ inwestorzy gwałtownie uciekaliby z giełdy. Według mnie nikt o zdrowych zmysłach tego nie zrobi" - podkreślił ekonomista Xelion.

Zaznaczył, że w wyniku reformy, której konstytucyjność potwierdził TK, w sytuacji emerytów zmieniło się niewiele, ale za to na ich korzyść.

"Waloryzacja środków przeniesionych z OFE do ZUS jest moim zdaniem nie mniejsza, niż rentowność obligacji. Poza tym, system sprzed reformy był totalnie aberracyjny. Po to, żeby zasilić OFE pieniędzmi skarb państwa najpierw musiał emitować obligacje, sprzedawał je i przerzucał pieniądze z tej sprzedaży do OFE. Za te same pieniądze OFE kupowały kolejne obligacje państwa i dodatkowo dostawały jeszcze odsetki, do których dokładaliśmy co roku ok. 8 mld zł" - podkreślił Kuczyński.

"TK postawił +kropkę nad i+. Z ustnego wyjaśnienia sędziów wynika, że obywatele byli systematycznie wprowadzani w błąd i trwali w przekonaniu, że środki w OFE są to ich prywatne pieniądze. Tymczasem są one po prostu częścią finansów publicznych. Tym samym przesunięcie obligacji do ZUS i umorzenie ich było absolutnie dopuszczalne, ponieważ zostały one przeniesione zgodnie z aktualną wartością, zapisane na kontach emerytów i waloryzowane w sposób nie gorszy, niż byłyby oprocentowane jako obligacje" - powiedział ekonomista.

Kuczyński podkreślił też, że zawsze był zwolennikiem przeniesienia składek z OFE do ZUS i spodziewał się takiego wyroku Trybunału.

"Błędem na samym początku wielkiej reformy emerytalnej w końcu lat 90. było wyznaczenie prywatnych funduszy zarządzających przymusowo pobieranymi składkami, od których na początku pobierały 10 proc. opłaty. Ludzie powinni mieć możliwość inwestowania tych środków we wszystkich funduszach, a nie tylko tych wybranych" - zakończył.