W przypadku naszego sąsiada to nie wygląda tylko na długofalowy program inwestycyjny, ale na przygotowanie do działań wojskowych – tu i teraz. Może to blef. Może to nadmuchana statystyka. Może to negocjacje z pozycji siły. Może. Wierzę, że tak jest. Ale na pomyłkę nas nie stać. Historia parę razy nam to udowodniła. Z wydatkami na wojsko nie ma co czekać.

W 1939 r. w ostatniej chwili kupowaliśmy samoloty we Francji i w Wielkiej Brytanii – na czas nie dotarły, czekały w porcie w Rumunii. W 1792 r. wierzyliśmy w sojusz z Prusami i nie rozdmuchiwaliśmy wydatków wojskowych. Pomoc z Zachodu jednak wtedy do nas nie dotarła.

Kiedy zapowiadałem w redakcji ten komentarz, jeden z moich kolegów przytomnie spytał mnie: a skąd weźmiesz te dodatkowe miliardy, ten dodatkowy procent PKB? Dobre pytanie – ale ja je odwrócę: czy stać nas na to, żeby tych pieniędzy nie wydać na wojsko? Pisanie każdego budżetu powinniśmy zaczynać właśnie od strony militarnej.

Tak, to prawda – takie wydatki to biznes wielu firm, które nakręcają spiralę strachu. Ale tym razem może warto się bać. Bo pomylić możemy się tylko raz.