statystyki

Mnożą się pytania o in vitro. Czy dziecko ma prawo znać dawcę nasienia?

autor: Klara Klinger06.03.2015, 11:00
Dlaczego tak ważne jest, by dziecko urodzić?

Dlaczego tak ważne jest, by dziecko urodzić?źródło: ShutterStock

Na problemy związane z zapłodnieniem pozaustrojowym trzeba patrzeć nie tylko z perspektywy rodziców. Warto na nie spojrzeć oczami dziecka, które chce się dowiedzieć, skąd się wzięło - tłumaczy Karolina Domagalska, autorka książki „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro”.

In vitro, zwłaszcza z wykorzystaniem materiału genetycznego dawcy, często anonimowego, to niewiadoma. „Nie spodziewasz się wielu pytań, a zwłaszcza tych, które zadadzą Twoje dzieci” – mówi jeden z bohaterów pani książki. Czy dla dziecka ważniejsza jest osoba, która jest jego społeczną matką lub ojcem, czy ta, z którą łączy je biologiczne pokrewieństwo?

To problem o wiele poważniejszy, niż można by się spodziewać. Kiedy dziecko dowiaduje się w wieku nastoletnim czy dorosłym, że jego ojciec biologiczny jest anonimowym dawcą spermy, to jest to dla niego początek tragedii. Okazuje się, że poznanie genetycznego rodzica jest bardzo istotne dla budowania tożsamości. Dlatego największe problemy przy zapłodnieniu pozaustrojowym pojawiają się przy dawstwie. Przy in vitro w rodzinach heteroseksualnych, gdzie zarodek powstaje z materiału genetycznego obojga rodziców, mówimy o problemie niepłodności. To też bardzo ciężkie przeżycie, ale sytuacja jest klarowna: do zapłodnienia doszło poza organizmem matki, lecz genetyczni rodzice są tożsami ze społecznymi. Sfera dylematów moralnych, etycznych pojawia się dopiero, kiedy dawcą komórki czy nasienia jest ktoś obcy. I najsilniej uwidacznia się, gdy patrzymy na to z perspektywy praw dziecka. Tymczasem właśnie o tym się nie rozmawia, a już na pewno nie w Polsce.

Jedna z bohaterek pani reportażu mówi bardzo mocno: nikt mnie nie pytał o zdanie, nie pytał, czy na takich zasadach chcę przyjść na świat.

Rodzice odpowiadają: ale inaczej ciebie by nie było. Te dzieciaki nazywają to egzystencjonalnym długiem. Żyją ze świadomością, że powinny być wdzięczne, iż są. Tymczasem sposób powołania ich do życia, a raczej zatajanie pochodzenia biologiczno-genetycznego, wywołuje w nich cierpienie i zaburzenie tożsamości. Szczególnie, jeżeli nie mają dostępu do pełnej wiedzy o genetycznych rodzicach.

Do anonimowości dążą nie tylko dawcy, ale też społeczni rodzice. Prawda może zaburzyć relacje w rodzinie.

Bardzo długo myślano w ten sposób. Wielu rodziców nie mówiło dzieciom prawdy, bo tak im doradzali lekarze. W rodzinach heteroseksualnych nadal dominuje przekonanie, że należy ukryć przed dzieckiem informację o jego pochodzeniu, choć to się powoli zmienia. Najczęściej o tym, skąd się wzięły, mówią swoim dzieciom samotne mamy z wyboru. Wychodzą z założenia, że skoro wybrały dla nich taki los, powinny im coś powiedzieć, kiedy te zapytają o ojca. Robią tak też rodzice w układach gejowskich czy lesbijskich. Rodziny heteroseksualne o wiele bardziej niechętnie. Nawet w Szwecji, w której już w latach 80. anonimowość dawstwa została zakazana, większość rodziców nadal nie mówi dzieciom prawdy. Sądząc, że to dla ich dobra.

Dlaczego poznanie biologicznych rodziców jest aż tak istotne? Przecież chodzi tylko dawcę materiału genetycznego.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak to ważne, bo patrzymy na problem z perspektywy ludzi, którzy tę wiedzę mają. Większość z nas posiada informacje o rodzicach. Nawet jeżeli są szczątkowe, jak w przypadku adopcji. Kiedy mamy do czynienia z dawstwem anonimowym, przeszłość jawi się jak czarna dziura. Jeżeli nawet rodzice zdradzą dziecku sekret jego pochodzenia, to przy dawcy anonimowym nie ma – legalnie – żadnych możliwości, by dowiedzieć się czego więcej. Oprócz tego, jaki jest jego numer. Starania dzieci, by zdobyć jakieś dodatkowe informacje, pokazują, że bardzo im na tym zależy. Poza tym geny ujawniają się nie tylko w wyglądzie, ale i zainteresowaniach. Na przykład nikt w danej rodzinie nie studiował, a dziecko idzie na uniwersytet. Tymczasem wiadomo, że na początku większość dawców to byli studenci medycyny, prawa.

21-letnia Sarah walczyła w Niemczech o to, by mogła poznać nazwisko ojca. Tłumaczyła, że bez tego czuje się niekompletna. Mówiła: wyobrażam sobie, że gdy dotrę do niego, będzie to jak znalezienie mojej drugiej połowy. Pani reportaż potwierdza, że to nie jest odosobniony przypadek.

Pokazuje to dramatyczna walka, którą toczy Brytyjka Rachel. Ta dziewczyna zawsze miała poczucie, że jest inna i nie pasuje do rodziny. Najbardziej doskwierało jej to, że ma słabą więź z ojcem. Jednak nie wiedziała, że jest dzieckiem z in vitro. Wyszło to na jaw przypadkiem, przy okazji wyników badań krwi. Coś ją tknęło, kiedy spostrzegła, że grupa mamy to A, a grupa ojca to 0 – co oznaczało, że nie ma szans, by była ich biologicznym dzieckiem. Sytuacja była o tyle dramatyczna, że okazało się to w momencie, kiedy jej tata zachorował na nerki. To choroba przenoszona genetycznie, więc Rachel podejrzewała, że i ona może mieć podobną wadę. Żyła w poczuciu zagrożenia, ale rodzice nawet wtedy, by ją uspokoić, nie zdradzili prawdy. Dopiero kiedy patrząc na wyniki krwi, zapytała mamę, o co chodzi, ta potwierdziła, że jej tata nie jest jej ojcem biologicznym.

Jaka była jej reakcja?


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (3)

  • zabawne(2015-03-07 17:51) Zgłoś naruszenie 00

    Tak , tak kościółkowy sfrustrowany matołku.

    Odpowiedz
  • Tak rodza sie POtwory ! Plemnik chory !(2015-03-06 11:27) Zgłoś naruszenie 01

    I tak rodza sie POtwory zasiane przez czerwonych i PObarwionych przestepcow.
    Telewizja Republika - bez cenzury,rowniez Vod,gazetapolska, - Tv_trwam , RadioWnet

    Odpowiedz
  • Maja(2019-10-31 17:32) Zgłoś naruszenie 00

    Widać iż w tekście też jest "wiedza" z gatunku ateistycznego=bezrozumnego. Dlaczego się tutaj boją zadawać trudne pytania a tylko te łatwe, - by biednym "racjonalistom" ułatwić życie? - he, he, he, he, .... Jedno z owych trudnych pytań, to np: "Jak kliniki in-vitro zabezpieczają pacjentkę przed zajściem w ciążę typu kazirodczego? Mianowicie, by zagwarantować 100% pewności, że użyty materiał męski do zabiegu nie był od bliskiego krewnego: ojca, brata, wnuką? Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie