Przed rokiem na plac Niepodległości w Kijowie wyszła grupa kilkuset osób niezadowolonych z decyzji prezydenta Wiktora Janukowycza o odłożeniu podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Po brutalnych atakach milicji, protesty nabrały antyrządowego charakteru i przerodziły się w rewolucję. Zakończyły się strzelaniem do demonstrantów przez siły porządkowe, śmiercią ponad stu manifestujących i ucieczką Wiktora Janukowycza do Rosji. Ukraińcy wybrali później nowego prezydenta, został nim Petro Poroszenko, i nowy parlament, w którym większość deputowanych ma prozachodnie poglądy.

Obecnie 38% Ukraińców określa rozpoczętą rok temu rewolucję godności, jako walkę obywateli o własne prawa, a jeszcze 17% nazywa protesty spontanicznymi. Dla 31 procent był to jednak przewrót państwowy, za którym stała albo ukraińska opozycja albo Zachód. W demonstracjach brał udział, bądź im pomagał, przekazując na przykład pieniądze, jedzenie, ubranie co piąty Ukrainiec, głównie mieszkaniec zachodniej i centralnej części kraju, raczej z wyższym bądź średnim wykształceniem.

Do 2011 roku 22 listopada na Ukrainie obchodzono Dzień Wolności na cześć pomarańczowej rewolucji. 3 lata temu Wiktor Janukowycz odwołał to święto. Tydzień temu Petro Poroszenko ogłosił, że 21 listopada będzie obchodzony Dzień Godności i Wolności.