Nie tylko Jarosław Kaczyński regularnie dostaje pogróżki. "Rzeczpospolita" sprawdziła kto najczęściej w korespondencji znajduje groźby. Strasznie tak samo politycy pełniący najważniejsze funkcje jak i szeregowi posłowie. Część z nich zgłasza sprawę na policję, reszta - ignoruje.

Często groźby pojawiają się po sporach ideowych. Tak było w przypadku Krystyny Pawłowicz z PiS.  „Znajdę tylko okazję to cię, k..., zabiję, homofobie" – takiego maila posłanka otrzymała pod koniec maja, po wygłoszeniu nieprzychylnych opinii na temat "Marszu szmat".

Zależność między aktywnością w mediach a groźbami zauważył także Stefan Niesiołowski. "Rzeczywiście pogróżek jest więcej, gdy powiem w telewizji kilka słów prawdy o Kaczyńskim i Macierewiczu – przyznaje w rozmowie z "Rzeczpospolitą i dodaje: "Często zdarzają się określenia ty Żydzie". Niesiołowski pamięta, że kilka razy otrzymał rysunki z szubienicą lub wyrokami śmierci.

Pogróżki są tak powszechne, że wielu polityków już z nich żartuje. Robert Biedroń publikuje ich treść w Internecie z żartobliwymi komentarzami. "Miłość bliźniego nie zna granic – napisał kilka dni temu, zamieszczając zdjęcie pocztówki, na której ktoś napisał: Prawa nie mogą stanowić pedały-zboczeńcy. Dla nich miejsce to śmietnik lub unicestwienie" - przypomina "Rzeczpospolita".