O podrabianiu przez CBA m.in. dziennikarskich legitymacji napisała piątkowa "Gazeta Wyborcza". Według jej informatora, byłego funkcjonariusza CBA, w ramach tzw. działalności legalizacyjnej Agencji, podrabiano m.in. dokumenty używane przez agentów podczas tajnych operacji, np. legitymacje dziennikarskie.

"Wiadomo, że służby dysponują pewnymi, zgodnymi z prawem instrumentami do tego, aby np. dokonywać rozmaitego rodzaju prowokacji czy posługiwać się dokumentami wytworzonymi na użytek tych służb, nawet legitymacjami dziennikarskimi. Pytanie, czy w tych konkretnych przypadkach, o których pisze Gazeta Wyborcza dochodziło do działań zgodnych z prawem, czy naruszających te uprawnienia, wykraczających poza dopuszczalne uprawnienia CBA" - zastrzegł szef resortu sprawiedliwości.

Dodał, że na to pytanie musi odpowiedzieć kierownictwo CBA i przede wszystkim prokuratura, a także ewentualnie w przyszłości sąd. Podkreślił, że obecnie jest za wcześnie, aby mówić o przestępstwie, o łamaniu prawa przez urzędników państwowych.

Przyznał też, że ocenia krytycznie wiele działań CBA przed 2007 rokiem, ale w tej konkretnej sprawie wstrzymuje się "przed formułowaniem przedwczesnych oskarżeń".

"Jeżeli w tym przypadku wszystko zostało przeprowadzone lege artis, to nie ma żadnych podstaw do tego, żeby wysuwać zarzuty wobec byłego szefa CBA, a obecnego posła Mariusza Kamińskiego. Natomiast na pewno ta sprawa musi zostać dogłębnie wyjaśniona" - powiedział Gowin, pytany przez dziennikarzy o to, czy takie działania CBA świadczą o niekompetencji funkcjonariuszy czy o tym, że Biuro chciało inwigilować środowisko dziennikarskie.

Minister sprawiedliwości gościł w piątek w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, gdzie wygłosił wykład "Sprawiedliwość dla biznesu".