Przed Sądem Najwyższym zawisła w połowie października sprawa o czyn z pozoru błahy, który urósł do nieproporcjonalnych rozmiarów, oceniając rzecz przez pryzmat prawno-karnej reakcji organów ścigania. Otóż Jan K. został obwiniony o to, że w bliżej nieokreślonym czasie na początku 2015 r. umieścił na portalu YouTube film dotyczący hymnu narodowego zrealizowany w taki sposób, że przyjmując godną postawę, na tle zdjęcia Pałacu Prezydenckiego, z innymi osobami wykonał Mazurek Dąbrowskiego, częściowo zmieniając słowa hymnu. Podmienione słowa brzmiały: „Marsz, marsz, uchodźcy, z ziemi włoskiej do Polski, za naszym przewodem łączcie się z narodem". W pieśni padają też słowa: „migrantów przyjmiemy”. Autor kierował się chęcią zabrania głosu w sprawie przyjmowania w Polsce uchodźców, a jak tłumaczył, tekst polskiego hymnu wykorzystał w celu przypomnienia, że żołnierze polscy z czasów, kiedy powstawała pieśń Józefa Wybickiego, byli de facto uchodźcami. Takie postawienie sprawy spotkało się jednak z reakcją organów ścigania.
Umieszczając nagranie na portalu YouTube, Jan K. być może nie wiedział, że w kodeksie wykroczeń znajduje się przepis art. 49, który stanowi: