statystyki

COVID-19 w domu, czyli witaj w świecie chaosu [OPINIA]

autor: Bożena Ławnicka16.10.2020, 07:54; Aktualizacja: 16.10.2020, 07:55
Gdy dzieci znajdą się już na kwarantannie, rodzice i nauczyciele jeszcze przez kilka dni nie dostają informacji, czy mogą opuszczać dom.

Gdy dzieci znajdą się już na kwarantannie, rodzice i nauczyciele jeszcze przez kilka dni nie dostają informacji, czy mogą opuszczać dom.źródło: ShutterStock

Informacja o COVID-19 w klasie wywraca do góry nogami życie wielu osób. Dyrektor szkoły wisi na telefonie do sanepidu przez kilka godzin, zanim się dowie, co robić. Gdy dzieci znajdą się już na kwarantannie, rodzice i nauczyciele jeszcze przez kilka dni nie dostają informacji, czy mogą opuszczać dom. Więc z niego wychodzą. Kiedy zaś wynik testu okaże się pozytywny – dopiero wtedy widać, że nikt nad niczym nie panuje.

Nauczyciel za blisko

Po kolei. Wirusa sprowadził do domu mój nastoletni syn. Siedzi w szkole w pierwszej ławce. Co z tego, że w pojedynczej, skoro ustawionej blisko innych? W czasie przerw raczej nie zakładał maseczki, podobnie jak inne dzieci i nauczyciele. Wiem, że w wielu szkołach takie obostrzenia są ściśle przestrzegane, ale nie muszą być, bo zgodnie z wytycznymi MEN decyduje o tym dyrektor placówki. Może wprowadzać dodatkowe środki ostrożności, jak obowiązek zasłaniania ust i nosa, gdy np. na świetlicy czy w szatni nie można zachować dystansu. Widocznie w szkole mojego syna uznano, że nie ma takiej potrzeby, bo uczniów jest niezbyt wielu. Ale dystansu między dziećmi nie było, zwłaszcza na przerwach. Nie było też częstego mycia rąk czy regularnej dezynfekcji przedmiotów wykorzystywanych podczas zajęć (syn przyznał później, że używał przy tablicy tego samego markera co zakażona nauczycielka – bez odkażania).

Spodziewałam się, że wirus wkrótce dotrze do szkoły, bo choć MEN i premier podają, że 98 proc. placówek oświatowych pracuje normalnie, na naszym osiedlu od początku września co rusz jakaś szkoła czy przedszkole przechodzi w tryb hybrydowy. Dlatego telefon od dyrekcji kilka dni po tym, jak na zwolnienie poszła jedna z nauczycielek, mnie nie zdziwił. Poproszono mnie o zachowanie spokoju i przygotowanie się do tego, że syn przez pewien czas będzie się uczył zdalnie. Dowiedziałam się też, że kolejne informacje otrzymam po decyzji sanepidu. W tym czasie, gdy ja czekałam, dyrektor szkoły mojego syna wydzwaniała do inspekcji, co zajęło jej kilka godzin. Zgodnie z wytycznymi Głównego Inspektoratu Sanitarnego w przypadku potwierdzonego zakażenia SARS-CoV-2 na terenie szkoły należy stosować się do zaleceń państwowego powiatowego inspektora sanitarnego. Bez kontaktu z sanepidem dyrektor nie może podjąć żadnych decyzji. Nie może sam albo w porozumieniu z organem prowadzącym zmienić systemu nauczania w placówce. GIS rekomenduje też ustalenie listy osób, które przebywały z zakażoną osobą.


Pozostało 78% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (1)

  • sanepid(2020-10-16 15:09) Zgłoś naruszenie 30

    Naukowcy którzy są polskimi genetykami, prof. Kornelia Polok i prof. Roman Zieliński od wielu lat wykorzystują technologię PCR w swojej pracy badawczej wyjaśniają dlaczego testy PCR nie nadają się do diagnostyki wirusa SARS-CoV-2. Test jest oparty na reakcji PCR, zwanej łańcuchową reakcją polimerazy. Jest to reakcja, która pozwala na namnożenie materiału genetycznego, a konkretnie DNA. Reakcja PCR namnaża tylko i wyłącznie DNA, a więc nie może namnożyć RNA wirusa – wyjaśnia prof. Polok. PCR jest świetną metodą badawczą służącą do analizy genomu roślin i zwierząt, ale nie jest to metoda diagnostyczna. Testem PCR, przede wszystkim wykrywa się RNA wbudowane w genom człowieka. – W genomie ludzkim występuje wiele sekwencji podobnych do sekwencji wirusowych – mówi prof. Polok. Wyjaśnia też, że wyniki testu będą różne w zależności od sprzętu wykorzystywanego w danym laboratorium. Oznacza to, że ta sama próbka może być zdiagnozowana jako pozytywna w jednym laboratorium i jako negatywna w innym. Testami wykrywa się wszystko co się da – mówi prof. Polok, a prof. Zieliński podkreśla, że najtrudniej jest wykryć właśnie koronawirusa. Reakcja PCR daje dobre rezultaty, jeśli pracuje się na wyizolowanym i dobrze oczyszczonym materiale genetycznym. Spójrzmy na materiał biologiczny, który pobieramy na okoliczność badania obecności tego koronawirusa. Jest to jakiś wymaz i jest tam wszystko, głównie tkanki ludzkie i wiele różnych mikroorganizmów, bakterii i wirusów. Różnych szczepów może być ponad tysiąc. I w tym może być ten koronawirus. Znalezienie go jest prawie niemożliwe, a to, co się wykrywa, to z największym prawdopodobieństwem wszystko inne, a nie ten koronawirus, ponieważ nie jest spełniona podstawowa zasada, dzięki której uzyskuje się wiarygodny wynik z testu PCR: nie dysponujemy wyizolowanym wirusem. Nie ma czystego materiału genetycznego i PCR nie może dobrze działać – mówi prof. Zieliński. Wnioski? Testy, na które wydaje się gigantyczne pieniądze i buduje tzw. obraz pandemii oraz wysyła do aresztu domowego zdrowych ludzi, to oszustwo. „Wymazywanie” nie ma najmniejszego sensu. U samej podstawy tzw. pandemii leży niewłaściwa metoda diagnostyczna. Trzeba natychmiast zakończyć ten obłęd!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie