statystyki

Bąk: Kia, mam hasło reklamowe dla waszego auta [OPINIA]

autor: Łukasz Bąk02.10.2020, 11:35; Aktualizacja: 02.10.2020, 12:25
Łukasz Bąk

Materiały są więcej niż dobrej jakości – skóra jest skórą, a metal metalem, co w czasach gdy burgery robi się z buraka i ciecierzycy, wcale nie jest takie oczywiste.źródło: DGP

Szlachcic Radek Sikorski zadeklarował, że nie zapłaci abonamentu radiowo-telewizyjnego i powołał się przy tym na klauzulę sumienia – po prostu czuje wewnętrzny sprzeciw wobec tego, co wyprawia się w publicznej TV. Szczerze mówiąc, zaczynam poważnie rozważać to samo, choć z zupełnie innych powodów. Zresztą nie tylko przestanę płacić abonament, ale również zdejmę z dachu anteny, zerwę umowę z platformą cyfrową, a telewizor przerobię na coś bardziej przydatnego. Odwrócę go ekranem do góry i będzie pełnił rolę stołu do ping-ponga.

Doszedłem do takiego wniosku kilka dni temu, gdy wieczorem nalaliśmy sobie z żoną po wazonie wina i postanowiliśmy odprężyć się przy lekkim filmie lub programie. Najpierw przeklikałem kanały od 1 do 245, następnie poszedłem uzupełnić wazony, a potem przeklikałem kanały w odwrotnym kierunku – od 245 do 1. I nie znalazłem absolutnie niczego, co byłoby godne uwagi. To niesamowite, że 30 lat temu do dyspozycji mieliśmy dwie stacje i zawsze było co oglądać, a dzisiaj mamy ich milion, a i tak bardziej interesujące od tego, co nam serwują, wydaje się badanie zawartości własnego nosa. No, chyba że nie wiecie, gdzie leży Belgia, mówicie „weszłem” zamiast „wszedłem”, używacie dużo samoopalacza i macie wykupiony roczny karnet na siłkę z przypisanym trenerem i dealerem mefedronu. Wówczas z czystym sumieniem polecam wam program „Love Island. Wyspa Miłości”. Już sam fakt, że producent postanowił w tytule umieścić tłumaczenie angielskiej nazwy, dobitnie sugeruje, kto jest docelowym odbiorcą tego dzieła. Tylko czekam, aż któregoś dnia puszczą w telewizji „Top Gun. Szczytowy Pistolet”. Albo „Kill Bill. Zabij Rachunek”.

Wyobraźcie sobie program przyrodniczy, w którym samiec lwa przez bite 45 minut próbuje dobrać się do samicy. Ta najpierw na niego ryczy i przepędza. Potem się o niego ociera, a on udaje obrażonego. W końcu jednak przystępuje do dzieła. Następuje grande finale, po którym samica znowu ryczy na samca. W kolejnym odcinku samiec idzie więc do innej samicy z nadzieją, że ta ryczy mniej. Nic z tego. Podobna scena powtarza się sześć, może siedem razy. A że samców też jest sześciu, czy siedmiu, to mamy nawet 49 kombinacji. Znaczy odcinków. Pal licho, gdyby głos pod to wszystko podkładała Krystyna Czubówna. Ale niestety, reżyser i producent doszli do wniosku, że Kryśka jest passé, więc pozwolą samcom i samicom otwierać usta i wypowiadać słowa. Chociaż nie do końca wiem, w jakim języku, bo polskiego to nie przypomina. Jeden lew z grzywą i posturą jak Johnny Bravo, wymalowany na ciele bardziej niż wagony stojące na bocznicy Dworca Wschodniego, brzmiał jakby siedział w akwarium wypełnionym wodą. Za każdym razem, gdy się odzywał, mój telewizor robił tylko „glum blum plub plam plum”. Przysięgam. Wydaje mi się, że to jakieś odgłosy godowe. A przynajmniej taki wniosek można było wyciągnąć, obserwując reakcję samicy. Napięła się jak plandeka na żuku, a jej usta przybrały kształt i rozmiar gumowego przepychacza do udrażniania zapchanej toalety. A może to nie były usta? Sam już nie wiem.


Pozostało 76% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie