Ograniczenia będą obowiązywać we wszystkich dystryktach hrabstwa metropolitalnego Tyne and Wear, czyli w Newcastle, Gateshead, Sunderland, North Tyneside i South Tyneside oraz w hrabstwach Northumberland i Durham. Od piątku mieszkańcy tych terenów nie będą mogli się spotykać w domach z osobami spoza swoich gospodarstw domowych i swoją "bańką wsparcia" (które mogą tworzyć osoby mieszkające samotnie). Ponadto wszystkie lokale gastronomiczne mogą obsługiwać klientów tylko przy stolikach, zaś wszystkie lokale gastronomiczne i miejsca rozrywki muszą pozostawać zamknięte w godz. 22-5.

"Po tym, jak liczba przypadków na Północnym Wschodzie osiągnęła niepokojący poziom, władze lokalne zwróciły się o wsparcie w celu zaostrzenia ograniczeń i podjęliśmy szybkie działania, aby wprowadzić w życie te zalecenia. Nie podejmujemy tych decyzji lekko, ale wiem, że ludzie z Północnego Wschodu będą współpracować w celu przerwania transmisji wirusa" - oświadczył Hancock w Izbie Gmin.

Jak poinformował, w Sunderland wskaźnik nowych zakażeń w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców wyniósł w ciągu ostatnich siedmiu dni 103, zaś w South Tyneside, Gateshead i Newcastle przekroczył 70.

Restrykcje dla kolejnych obszarów oznaczają, że łączna liczba osób, które są nimi objęte, zbliża się już do 10 milionów, choć na różnych terenach wprowadzono różne rodzaje ograniczeń. Obowiązują już one na terenie Manchesteru i w kilkunastu innych miastach i miejscowościach północno-zachodniej Anglii, w Birmingham oraz pobliskich miastach Solihull i Sandwell, w Leicester w środkowej Anglii, w całej środkowo-zachodniej Szkocji, w tym w Glasgow, a także w dwóch hrabstwach w Walii i w miejscowości Ballymena w Irlandii Północnej.

Jak podała stacja Sky News, w związku z rosnącą liczbą zakażeń władze hrabstwa North Yorkshire postawiły wszystkie służby w stan alarmowy.

Tymczasem w czwartek rano wiceminister zdrowia Edward Argar zdementował spekulacje prasowe, że w związku z ponownie szybko rosnącą liczbą zakażeń rząd może się zdecydować na dwutygodniową całkowitą blokadę kraju, podobną do tej, jaką wprowadzono pod koniec marca.

"Wiem, że dziś w prasie są spekulacje. Ale to nie jest coś, co jest (omawiane) w ministerstwie. Premier (Boris Johnson) wyraził się bardzo jasno, nie chce kolejnej ogólnokrajowej blokady. Chce, by ludzie przestrzegali przepisów i doprowadzili do tego, by lokalne blokady zadziałały i by spadł w ten sposób poziom infekcji" - powiedział w stacji Sky News.

W środę podano, że w ciągu ostatniej doby na terenie całego kraju wykryto 3991 nowych zakażeń koronawirusem, co jest największą dobową liczbą od 8 maja.