Spośród ponad 960 tysięcy mieszkańców Rosji, którzy ulegli zakażeniu SARS-CoV-2 od początku pandemii, wyleczonych zostało dotąd 773 095.

W Moskwie wykryto od niedzieli 625 nowych infekcji. Od początku sierpnia dobowy przyrost zakażeń w stolicy waha się pomiędzy 600 a 700.

Tymczasem niezależna "Nowaja Gazieta" uważa, że statystyki te nie są wiarygodne. Argumentuje, że prawdziwy wskaźnik zachorowań nie może być aż tak stabilny i że dane z dnia na dzień powinny bardziej od siebie odbiegać. Cyfry powinny się wahać, bo na liczbę codziennie wykrywanych zakażeń wpływają różne czynniki, jak ilość przeprowadzanych testów czy np. pojawienie się ogniska infekcji w jakimś szpitalu.

"Nawet, jeśli widać trwały wzrost albo spadek liczby chorych, to liczba nowych zakażeń będzie, w zależności od dnia, na przemian spadać albo rosnąć. Jesteśmy w stanie ocenić, że mamy trwały wzrost lub spadek dopiero po tym, jak upłynie kilka dni" - powiedział gazecie biolog z moskiewskiej Wyższej Szkoły Gospodarki (WSzE) Aleksiej Kuprijanow. Jego zdaniem w wielu regionach Rosji dane budzą podejrzenia, iż liczby wychodzące poza pewien wskaźnik są pomijane.

Jednocześnie "Nowaja Gazieta" zauważa, że nie ma jakichś wyraźnych powodów, by nie podawać prawdziwych danych o zachorowaniach w Moskwie, bo epidemia w stolicy słabnie. W kwietniu połowa zachorowań w całej Rosji przypadała na Moskwę. Obecnie jest to tylko 15 procent.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)