statystyki

Cień Kwaśniewskiego, czyli fałszywy prezydencki bonus [OPINIA]

autor: Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak19.06.2020, 07:40; Aktualizacja: 19.06.2020, 18:09
Duda będzie pierwszą głową państwa, którą Donald Trump podejmie w gabinecie owalnym po wybuchu pandemii.

Duda będzie pierwszą głową państwa, którą Donald Trump podejmie w gabinecie owalnym po wybuchu pandemii.źródło: PAP
autor zdjęcia: Leszek Szymański

Bez względu na to, czy ktoś głosuje na lewicę, prawicę czy centrum, gdzieś z tyłu głowy ma wdrukowane, że urzędująca głowa państwa dostaje w kampanii rodzaj prezydenckiego bonusa. Może rywalizacja nie będzie dla niej spacerkiem, ale na pewno jej przewaga od początku będzie duża.

W 2000 r. Kwaśniewski wygrał wybory w pierwszej turze, a żaden z jego poważniejszych kontrkandydatów – Andrzej Olechowski czy Marian Krzaklewski – nie przekroczył 20 proc. poparcia. Przewaga związana ze sprawowanym stanowiskiem wpływała nawet na to, jak wyborcy postrzegali wygląd i kwalifikacje prezydenta. Jeden ze sztabowców Olechowskiego opowiadał kiedyś o szoku, jaki przeżył, gdy zapoznał się z wynikami badań dotyczących wizerunku poszczególnych kandydatów. – Okazało się, że w oczach Polaków Kwaśniewski był wyższy i lepiej wykształcony niż Olechowski – wspominał. Warto przypomnieć, że i Olechowski, i Krzaklewski mieli doktoraty, a Kwaśniewski nie skończył studiów. Były prezydent ma też nieco ponad 170 cm wzrostu, podczas gdy Olechowski mierzy niemal dwa metry.

Od tamtej kampanii wielu wydawało się, że wystarczy zostać prezydentem, a druga kadencja jest w zasadzie w kieszeni. Dlatego takim wstrząsem okazał się wyścig prezydencki w 2015 r., gdy Bronisław Komorowski poniósł porażkę. Nieoczekiwanie zrealizował się scenariusz, o którym mówił Adam Michnik. Gdy wydawało się, że Komorowski ma pewną wygraną w pierwszej turze, Michnik stwierdził, że musiałby przejechać zakonnicę w ciąży na pasach, by przegrać. Ale mimo wszystko przypadek ten wydawał się odstępstwem od reguły – na to zresztą liczył PiS. Partia uważała, że trudniej będzie zdobyć samodzielną większość w wyborach parlamentarnych niż zwyciężyć w wyborach prezydenckich.

Jeśli jednak spojrzymy na chłodno na ich historię, to widać, że start z urzędu nie jest tak wielkim bonusem, jak się powszechnie sądzi. Po 1989 r. wybory prezydenckie odbyły się sześć razy. Trzy razy – w 1995 r., 2000 r. i 2015 r. – rywalizowała w nich urzędująca głowa państwa (z oczywistych przyczyn należy pominąć rok 2010) – i dwa razy przegrywała. Każdy pojedynek był inny. W 1995 r. Kwaśniewski był liderem partii sprawującej władzę i startował przeciwko prezydentowi Lechowi Wałęsie, który w zasadzie nie miał żadnego poważnego zaplecza politycznego. Z kolei gdy Kwaśniewski walczył o reelekcję, miał za sobą silne w opozycji SLD oraz media publiczne, w których karty rozdawała lewica, zaś przeciwko kandydatów ze świeżo pokłóconego obozu AWS-UW (koalicyjny rząd właśnie się rozpadł). Wreszcie w 2015 r. Komorowski cieszył się wysokim poparciem, ale za to Platforma Obywatelska słabła. Jego rywalem był zdeterminowany Andrzej Duda, za którym stał PiS prący do władzy.


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie