statystyki

Ameryka traci oddech. Nikt nie ma prostej recepty, jak naprawić relacje rasowe w USA

autor: Eliza Sarnacka-Mahoney05.06.2020, 07:33; Aktualizacja: 05.06.2020, 08:17
Reakcje wielu lokalnych funkcjonariuszy i polityków rażąco kontrastują z postawą prezydenta. Po fali zamieszek w ubiegły weekend Trump ukrył się w bunkrze pod Białym Domem, co nie utrudniało mu jednak wysyłania obraźliwych dla Afroamerykanów tweetów.

Reakcje wielu lokalnych funkcjonariuszy i polityków rażąco kontrastują z postawą prezydenta. Po fali zamieszek w ubiegły weekend Trump ukrył się w bunkrze pod Białym Domem, co nie utrudniało mu jednak wysyłania obraźliwych dla Afroamerykanów tweetów.źródło: PAP
autor zdjęcia: SHAWN THEW

Od czasu zamordowania Martina Luthera Kinga w 1968 r. w Ameryce nie było tak gwałtownej fali protestów i zamieszek na tle rasowym, jak po śmierci George’a Floyda

N a kampusie uniwersytetu stanoweg o w moim 200-tysięcznym mieście na północy Kolorado we wtorek od rana gromadzą się setki ludzi, aby wziąć udział w marszu przeciwko przemocy i okazać poparcie dla ruchu Black Lives Matter (BLM). Choć wśród demonstrantów przeważa młodzież, to łatwo dostrzec też seniorów i rodziny z dziećmi, którzy próbują trzymać dystans od reszty manifestantów ze względu na trwającą pandemię. Formalnie wciąż obowiązują nas ograniczenia w ruchu i zakaz zgromadzeń większych niż 50 osób. Policjanci rozlokowani dyskretnie na obrzeżach parku nie wyrywają się jednak do interwencji. Tłum też wydaje się nastawiony pokojowo, napisy na transparentach to głównie hasła równości i solidarności z BLM. Tuż przed rozpoczęciem marszu wszyscy uczestnicy przyklękają i wyciągają przed siebie zaciśniętą pięść. Ten gest, będący symbolem wsparcia dla BLM, pojawił się w kulturze masowej w 2016 r. za sprawą gwiazdora futbolu Colina Kaepernicka, który na znak protestu przeciwko przemocy policji wobec Afroamerykanów zaczął przyklękać na jedno kolano w czasie odśpiewywania hymnu narodowego przed meczem.

Gdy ruszamy wyłączonymi z ruchu i obstawionymi patrolami ulicami, wyciągam legitymację prasową. Dziennikarz naszej lokalnej gazety „The Coloradoan”, który podobnie jak ja podąża za demonstrantami z aparatem fotograficznym na ramieniu, pokazuje mi uniesiony kciuk. Jak udowodniły wydarzenia ostatnich dni, praca reporterska stała się w Ameryce ryzykownym zajęciem. Przekonali się o tym podczas protestów na Brooklynie dziennikarze Fox News, na których spadły kamienie i koktajle Mołotowa. Można nawet zostać zatrzymanym – i to na wizji – jak przydarzyło się reporterom CNN w Minneapolis. A także doznać poważnego uszczerbku na zdrowiu, co spotkało dziennikarkę Lindę Tirado z Louisville w stanie Kentucky, którą gumowy pocisk z policyjnej strzelby trafił w lewe oko.


Pozostało 86% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie