Według CBA Marian Banaś ma pieniądze, których pochodzenia nie potrafi przekonująco wyjaśnić. Jego oświadczenia majątkowe są zaś pełne luk. Wyniki kontroli służby, która zajmowała się majątkiem prezesa NIK, wciąż są niejawne. Wiadomo jedynie, że do prokuratury trafiło zawiadomienie, bo CBA podejrzewa, iż składał on „nieprawdziwe oświadczenia majątkowe, zatajał faktyczny stan majątku oraz miał nieudokumentowane źródła dochodu”.

DGP udało się ustalić, co wzbudziło największe zastrzeżenia kontrolerów z CBA. Jeden z wątków dotyczy posiadanej przez niego w domu gotówki w wysokości przeszło 200 tys. zł. – Banaś nie potrafił się przekonująco wytłumaczyć z tych pieniędzy, a zeznania podatkowe i rachunki bankowe nie dały odpowiedzi – mówi nasze źródło, które zna wyniki kontroli. Potwierdziliśmy te informacje u drugiego, niezależnego informatora. Z otoczenia prezesa NIK płyną sygnały, że pieniądze mają pochodzić z jego pracy w USA na przełomie lat 80. i 90.

Kolejne zastrzeżenia dotyczą tego, że Marian Banaś nie wpisał do oświadczenia darowizny dla syna w wysokości niemal 2 mln zł, której dokonał po sprzedaży kamienicy w Krakowie. Nieruchomość zbył w połowie sierpnia tego roku, tuż przed wyborem na prezesa NIK. Syn zaś miał przeznaczyć pieniądze na spłatę kredytu, który był zabezpieczony hipoteką na nieruchomości należącej do ojca.

Inna sprawa, która zainteresowała CBA, to inwestycja Mariana Banasia. Ulokował on ponad 60 tys. zł w rzeźbie i zarobił na tym ok. 10 tys. zł. Zazwyczaj odbywa się to poprzez zakup certyfikatów, a nie fizyczne nabycie dzieła sztuki. Ciekawe jest w tym wątku, kto oferował alternatywną inwestycję. Chodzi o piramidę finansową opartą o rynek dzieł sztuki i rozkręconą przez Polkę ze szwedzkim paszportem. Sprawą od ponad dwóch lat zajmuje się prokuratura, a ludzie mieli łącznie stracić ok. 300 mln zł.

– To, co ustaliło CBA, to nie są „zbrodnie”, ale nieprawidłowości są ewidentne i najdelikatniej mówiąc, świadczą o niefrasobliwym podejściu Mariana Banasia do własnego majątku. Pytanie, co na to prokuratura – mówi nasz informator. Nie udało nam się uzyskać komentarza CBA ani prezesa NIK. Marian Banaś stwierdził na początku grudnia, że jest gotów odpowiedzieć na pytania śledczych i zrzec się immunitetu. Przyznał także, że nigdy nie mówił o sobie, że jest „człowiekiem wolnym od błędów”.

– Złożenie dymisji przez prezesa NIK Mariana Banasia byłoby najprostszym wyjściem z sytuacji. Nasze możliwości oddziaływania perswazyjnego na niego się wyczerpały, ale ciągle liczymy, że zdrowy rozsądek prezesa NIK zwycięży – mówił w sobotnim wywiadzie dla PAP prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Dla PiS prezes NIK jest wciąż problemem wizerunkowym. Rządzący mieli okazję go rozwiązać, bo Marian Banaś 29 listopada złożył marszałek Sejmu Elżbiecie Witek rezygnację, co opisaliśmy w DGP. Ta nie została jednak przyjęta i wróciła do nadawcy z propozycją inaczej sformułowanej dymisji, w której miało się znaleźć wskazanie, że ma go zastępować wiceprezes NIK i były poseł PiS Tadeusz Dziuba. Ostatecznie Banaś porzucił pomysł ustąpienia ze stanowiska. – Wiedział, że jak odejdzie, to PiS może użyć jego sprawy, by pokazać, jak wysokie ma standardy moralne w swoim obozie. Nie mógł wykluczyć, że prokuratura weźmie się za niego – mówi nam osoba z otoczenia szefa NIK.

Śledczy z Białegostoku zaledwie po dwóch dniach od otrzymania z CBA zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Banasia zdecydowali o wszczęciu śledztwa.

Wciąż oficjalnie nie wiadomo, jakie są ustalenia Centralnego Biura Antykorupcyjnego w sprawie oświadczeń majątkowych Banasia. Ich kontrola zaczęła się w połowie kwietnia 2019 r. i trwała pół roku. Wcześniej, bo w listopadzie ubiegłego roku, Biuro zaczęło analizę przedkontrolną.

– Już po analizie było wiadomo, że nie wszystko w oświadczeniach majątkowych się zgadza, że są w nich luki – mówi nasz informator. Zwraca uwagę, że kontrola CBA trwała długo i już to powinno dać do myślenia politykom PiS, że coś jest nie tak. Zatem PiS, powołując na początku czerwca Banasia na stanowisko ministra finansów i trzy miesiące później na fotel szefa NIK, musiał mieć świadomość, że w oświadczeniach są nieprawidłowości.

Z otoczenia Mariana Banasia słyszymy, że żaden polityk ekipy rządzącej nigdy nie podejmował w rozmowach z nim kwestii majątku i nie kwestionował przejrzystości jego finansów.

– Sprawdzanie trwało długo, bo kontrola – co wiemy z publicznych komunikatów – dotyczyła oświadczeń majątkowych za lata 2015–2019. Gdy Banaś zostawał ministrem finansów, to składał oświadczenie, które trzeba było też poddać kontroli, kolejne – jako prezesa NIK – także – mówi nasz informator.

W tym ostatnim zauważono dopiero, że krakowska kamienica została sprzedana w połowie sierpnia, a część środków – niespełna 2 mln zł – w formie darowizny Marian Banaś przekazał swojemu synowi. Nie uwzględnił tego w oświadczeniu.

Od reportażu „Superwizjera” TVN z końca września kwestia oświadczeń majątkowych nabrała medialnego rozgłosu. Okazało się bowiem, że w nieruchomości wynajmowanej przez Banasia prowadzony jest hotel, w którym oferuje się pokoje na godziny. Formalnie umowę najmu podpisał Dawid O., ale hotelem zarządzał de facto jego ojczym Janusz K. W 2005 r. był karany za udział w bitwie o „wpływy na krakowskim rynku agencji towarzyskich”. Banaś w wywiadzie dla TVP Info bronił się, że kamienicę dostał od znajomego z AK, nie miał czasu interesować się, co się w niej działo, i od kilku lat chciał się jej pozbyć. Udało się w sierpniu 2019 r. Uwagę w oświadczeniach majątkowych zwracała niska cena, za jaką O. wynajmował nieruchomość – 4–5 tys. zł miesięcznie. Banaś tłumaczył to podpisaną wstępną umową sprzedaży budynku i zapewniał, że sprawa czynszu miała być uregulowana w momencie finalizacji transakcji.

– K. był karany wiele lat temu, przez ostatnie lata nie występował w żadnych rejestrach policyjnych. Także biznes hotelowy był prowadzony zgodnie z regułami sztuki. Najemcy płacili normalnie podatek dochodowy – mówi nasz informator.

Wiadomo też, że Banaś przy okazji wynajmu kamienicy i podpisania w grudniu 2015 r. wstępnej umowy sprzedaży dostał od najemcy zaliczkę i zadatek – w sumie ok. 390 tys. Gdy transakcja nie doszła do skutku, bo Dawid O. nie uzyskał kredytu, obecny prezes NIK w marcu 2018 r. rozwiązał umowę i zwrócił 190 tys. zaliczki.

– Kwestia posiadania gotówki, której pochodzenia Marian Banaś nie potrafił wiarygodnie dla CBA wytłumaczyć, niewpisywanie do oświadczeń majątkowych rzeczy, które powinny się tam znaleźć, jak darowizna dla syna, to sprawy, które kompromitują go jako wysokiego urzędnika państwowego. Tyle że nie dowodzą, że Banaś jest przestępcą, raczej świadczą, że nie przywiązywał wagi do tego, co się dzieje z jego majątkiem. Na jego stanowisku to jednak niedopuszczalne – mówi nasz informator i zwraca uwagę, że jego zasługi dla obecnej ekipy są duże. – Stworzył Krajową Administrację Skarbową, nowa struktura działa, a jej udział w uszczelnieniu systemu podatkowego jest ewidentny. Jednak kontrola CBA nie wypadła dla niego pomyślnie – dodaje.

Dzisiaj wiadomo, że szef Biura odrzucił wszystkie zastrzeżenia prezesa NIK od ustaleń kontrolerów.