statystyki

Borys-Damięcka: W TVP nie ma nikogo, kogo można nazwać osobowością telewizyjną [WYWIAD]

autor: Magdalena Rigamonti25.10.2019, 07:17; Aktualizacja: 25.10.2019, 07:18
Barbara Borys-Damięcka Fot. Maksymilian Rigamonti

Barbara Borys-Damięcka Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Maksymilian Rigamonti

- Komunistyczni reżimowcy serwowali widzom kulturę wysokich lotów, żeby ludzie o innych poglądach też mieli satysfakcję, oglądając TVP. Teraz takiej luki nie ma – mówi Barbara Borys-Damięcka.

Pani marszałek…

Słyszę, że będziemy rozmawiać o polityce.

O polityce też. I o telewizji.

Zauważyła pani, że przez te cztery lata rządów PiS nie objawiła się w mediach publicznych żadna osobowość telewizyjna?

Jest Danuta Holecka.

Nie, teraz nie ma tam nikogo, kogo można nazwać osobowością telewizyjną. Znam wartość dziennikarstwa Danuty Holeckiej, bo wiem, jak zaczynała i kiedy.

Na początku lat 90. Danuta Holecka dla oglądających „Wiadomości” jest osobowością. Poza tym to szefowa programu, który ma świetną oglądalność.

Proszę powiedzieć, dlaczego ma taką świetną oglądalność. Od razu odpowiem: bo jest taki, jak cała obecna TVP, czyli miałki, byle jaki i nie trzeba się intelektualnie wysilić, żeby coś zrozumieć, i obiecuje, tak jak władza. Przerzuca przez ekran te rządowe, partyjne obietnice. Jest ciągiem dalszym premiera Morawieckiego, prezesa Kaczyńskiego, jest przedłużeniem słusznej linii partii. Z ekranu płyną do widzów potwierdzenia, że partia daje, a póki partia daje, trzeba brać, bo nie wiadomo, co będzie później. A prezes Kurski twarzom „dobrej zmiany” płaci dużo szmalu, płaci tym, którzy wypełniają polecenia jego i jedynie słusznej partii. Płaci przeciętniakom. Ci, którzy się wybijali, odeszli albo kazano im odejść. I wprowadzono reżim.

Pani przepracowała w TVP za reżimu komunistycznego 31 lat.

Z przerwą na stan wojenny.

Zaczynała pani w 1958 r.

I rządy PRL-owskie miały wpływ na „Dziennik Telewizyjny”, na publicystykę, ale wszystko to, co było kulturą i tym, co kulturopochodne, było kompletnie wolne od propagandy. Proszę nie myśleć, że się odcinam. Nie, pracowałam w tej instytucji, a to, że się zajmowałam kulturą, znaczy tylko tyle, że uprawiałam swój zawód. I w tamtym okresie nigdy nikt mnie nie namawiał, żebym wstąpiła do PZPR, nikt nie żądał, żebym robiła coś na rzecz partii. Cieszyłam się szacunkiem, ponieważ byłam absolwentką prestiżowej Szkoły Filmowej w Łodzi i robiłam ciekawe i dobre programy artystyczne. Kabarety, teatry telewizji, a to było serce telewizji publicznej. Teraz...

Magazyn DGP 25.10.19.

Magazyn DGP 25.10.19.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Teraz Teatr Telewizji też jest na dość wysokim poziomie.

Nie wydaje mi się. Rekordu oglądalności „Szklanej menażerii” Williamsa, którą zrobiłam z Anią Seniuk i Zbyszkiem Zamachowskim, nic z ostatnich realizacji nie pobiło. 18 albo 20 proc. oglądalności. A liczyło się tak, że jeden procent to 300 tys. widzów. W Teatrze Telewizji była klasyka polska, światowa, komedia, do tego Teatr Sensacji. Dla ludzi mniej wyrobionych przygotowane były wprowadzenia. A teraz, jak słyszę, że repertuar TT jest oparty na kulcie żołnierzy wyklętych, to mnie krew zalewa. Teraz TT nie jest samodzielną jednostką repertuarową, tylko czymś zależnym od woli partii. Choć może o to chodzi, żeby był na w miarę wysokim poziomie, wtedy można robić propagandę zamiast informacji. Może na tym też polega manipulacja. Komunistyczni reżimowcy serwowali widzom kulturę wysokich lotów. Mówiło się wtedy, że została stworzona luka, żeby ludzie o innych poglądach też mieli satysfakcję, oglądając TVP. Teraz takiej luki nie ma. Są sylwestry, disco polo. Nie mam nic przeciwko temu, pod warunkiem że będzie jakaś intelektualna równowaga. Orientuje się pani, czy telewizja publiczna transmitowała spotkanie noblistki Olgi Tokarczuk z wrocławianami?

Nie, nie transmitowała.

Właśnie. Czyli równowagi nie ma. A przecież TVP ma swoje obowiązki, to jest misja, to jest edukacja w czystej, kryształowej formie.

Kiedy Lech Wałęsa dostawał Nobla, TVP też nie przeprowadziła transmisji.

Zaczynam widzieć coraz większe analogie. Za PRL-u wykonywało się pewne rzeczy na rozkaz. Teraz też. To całe szkalowanie, które jest przygotowane w stosunku do wielu osób, pomówienia, zafałszowywania to są najlepsze wzorce z PRL-u. Wówczas, żeby odwrócić od tego uwagę, organizowano turnieje miast, teraz robi się disco polo na Stadionie Narodowym. Wtedy segregowano ludzi, teraz też się ich dzieli na lepszy i gorszy sort. Wtedy wielu ludzi wyjechało.. .

Mówi pani o 1968 r.?

Tak. Bardzo wielu znajomych, dziennikarzy, redaktorów albo wyjechało z Polski, albo dostało wypowiedzenia z pracy w TVP. Bardzo ciężko to przeżyłam. Kiedy kilka lat temu, już jako senator, byłam w Izraelu, w Knesecie, poprosiłam, żebyśmy zwiedzili telewizję. Spotkałam tam cztery osoby, które w 1968 r. musiały opuścić Polskę – dwóch realizatorów dźwięku, dziennikarkę i redaktorkę. Pamiętam, jak odprowadzałam ich na Dworzec Gdański. Wtedy wszyscy zrozumieliśmy, że Polska to nie jest państwo sprawiedliwe, opiekuńcze, otwarte na społeczeństwo. To segregowanie ludzi było straszne. Teraz jeszcze tylko nikogo nie wyrzucają z biletem w jedną stronę. Potem przyszedł 1981 r. Zaczęło się od tego, że w zespole technicznym nagle przybyło bardzo wielu nowych pracowników. Słyszeliśmy, że to absolwenci technikum elektronicznego na praktykach. A to oczywiście byli esbecy. W nocy z 12 na 13 grudnia montowałam „Otella”, Teatr Telewizji z Danielem Olbrychskim i Piotrem Fronczewskim. Wyszłam z telewizji i zobaczyłam czołg z lufą skierowaną w stronę wejścia. Do montażysty powiedziałam, że chyba do filmu wynajęty. Podszedł do nas wojskowy, kazał szybko opuścić teren. Za chwilę już był ogłoszony stan wojenny. Dwa dni później dostałam informację, że zaległą pensję mam odebrać w pobliskiej szkole. Na stałe do TVP wróciłam dopiero w 1987 r. Mam kłopot z telewizją publiczną, serce mnie boli. Nie mogę nawet oglądać programów dla dzieci. Kiedyś robiłam „Ziarno”, pierwszy katolicki program telewizyjny dla dzieci. Z księdzem Wojtkiem Drozdowiczem. Przychodziło wiele świetnych dzieci. Nasze „Ziarno” było inne. Ksiądz Wojtek po prostu wzbudzał w dzieciach ciekawość. Zresztą bardzo nas za to pochwalił Jan Paweł II, który odwiedził nas na planie.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (5)

  • Polak(2019-10-25 11:22) Zgłoś naruszenie 123

    Następne ruskie dziadostwo

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • obserwator(2019-10-26 09:18) Zgłoś naruszenie 93

    następna osobowość totalnej opozycji dała głos, ciekawe co ta strsza pani podpierająca się laseczką zorbi coś "dobrego" dla Polaków, czy doczekamy czasów, gdy wybrańcy narodu nie będą się kłócić, lecz wspólnie będa myśleć jak działać, aby ludziom żyło się lepiej

    Odpowiedz
  • Dane IPN(2019-10-25 22:31) Zgłoś naruszenie 22

    Akta paszportowe (EAGM 058982; EAPP 012437). Akt nie odnaleziono.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie