statystyki

Amerykańska lewica cieszy się ze śmierci arcykapitalisty. Czemu nienawidzą braci Koch?

autor: Sebastian Stodolak30.08.2019, 10:23; Aktualizacja: 30.08.2019, 10:23
Dla skrajnej prawicy personifikacją zła jest George Soros, który rzekomo sprowadził na Europę falę uchodźców i terroryzm. Dla lewicy jest nią zmarły właśnie David Koch, który wraz z bratem ma odpowiadać za porażki polityki klimatycznej, pożary w Amazonii, a w perspektywie kilku pokoleń – za koniec świata.

Dla skrajnej prawicy personifikacją zła jest George Soros, który rzekomo sprowadził na Europę falę uchodźców i terroryzm. Dla lewicy jest nią zmarły właśnie David Koch, który wraz z bratem ma odpowiadać za porażki polityki klimatycznej, pożary w Amazonii, a w perspektywie kilku pokoleń – za koniec świata.źródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: JUSTIN LANE

Dla skrajnej prawicy personifikacją zła jest George Soros, który rzekomo sprowadził na Europę falę uchodźców i terroryzm. Dla lewicy jest nią zmarły właśnie David Koch, który wraz z bratem ma odpowiadać za porażki polityki klimatycznej, pożary w Amazonii, a w perspektywie kilku pokoleń – za koniec świata.

Z marł na raka prostaty i dlatego będę chyba musiał zmienić swoją niepochlebną dotąd opinię na temat raka prostaty. (...) Cieszę się, że nie żyje”. Skąd ten cytat? Z anonimowego komentarza wystawionego przez hejtera pod nekrologiem? Nie. To opinia Billa Mahera, amerykańskiego komika i komentatora politycznego, wygłoszona na antenie HBO. Maher w ciągu 30-letniej kariery telewizyjnej zjednał sobie setki tysięcy zwolenników na lewicy. Demokraci kochają go m.in. za to, że mówi na głos to, przed wypowiedzeniem czego ich samych powstrzymują resztki przyzwoitości. Maher nie znosi tabu i obca jest mu kurtuazja. A zatem radość z czyjejś śmierci? Czemu nie? Zwłaszcza że tym razem chodzi o śmierć osoby, którą amerykańska lewica uznała za wcielonego diabła – Davida Kocha, współwłaściciela imperium Koch Industries i jednego z najbogatszych ludzi świata. Zmarł 23 sierpnia w wieku 79 lat.

Biznesowa dynastia

Jeśli istnieją ludzie stworzeni po to, by budzić zawiść, David Koch był jednym z nich. Po pierwsze – dobrze urodzony. Nie w sensie arystokratycznych korzeni – o bogactwie jego domu rodzinnego zadecydowała ropa. Ojciec Davida Fred C. Koch w połowie lat 20. XX w. opracował nową, bardziej wydajną metodę wytwarzania paliwa, która pozwoliła jego rafinerii konkurować z największymi graczami na rynku. To on stworzył imperium, które potem przejęli jego synowie (David ma jeszcze trzech braci: Charlesa, Williama i Fredericka).

Po drugie – hojnie potraktowany przez matkę naturę. Przystojny, sprawny fizyczne i wysoki (1,96 m) oraz niezwykle inteligentny. Studiował inżynierię chemiczną na prestiżowym Massachusetts Institute of Technology, a jednocześnie – poza nauką – notował sukcesy sportowe. Grał w koszykówkę w drużynie uniwersyteckiej, zdobywając średnio 21 punkty na mecz. Jego rekord, 41 punktów, został pobity dopiero w… 2009 r.

Magazyn DGP 30.08.

Magazyn DGP 30.08.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Po trzecie, niezwykle ambitny. Teoretycznie mógł odsprzedać braciom swoje udziały w Koch Industries za kilka miliardów dolarów i delektować się życiem w luksusie, w otoczeniu pięknych kobiet (miał opinię playboya), ale nawet tego nie rozważał. To znów kwestia wychowania. Koch senior nieustannie stymulował wzajemną rywalizację między synami. Nie mogli osiąść na laurach, żeby nie stracić twarzy. Ta rywalizacja odbiła się im czkawką w latach 90., gdy Koch Industries stało się już jednym z największych przedsiębiorstw USA. William i Frederick zaczęli podważać metody, jakimi Charles i David zarządzali firmą. Chcieli przejąć ster. Rodzina się podzieliła i weszła na drogę sądową. Buntownicy zostali wyrzuceni za burtę w 1998 r. i choć na pocieszenie dostali 1,1 mld dol., to jeszcze trzy lata zajęło im pogodzenie się ze zwycięzcami. Gdy dziś w amerykańskiej debacie publicznej ktoś odnosi się do „braci Koch”, ma więc na myśli tylko dwóch z nich – Charlesa i Davida – oraz kierowany przez nich Koch Industries, petrochemiczny konglomerat notujący 110 mld dol. przychodów rocznie i zatrudniający 120 tys. ludzi w 60 krajach świata.

Chociaż już samo posiadanie olbrzymiego bogactwa w oczach lewicy jest grzechem kwalifikującym do dziewiątego kręgu piekła, to bracia Koch musieli zawinić szczególnie, skoro śmierć jednego z nich stała się powodem do publicznego świętowania. Jaki grzech popełnili?

Linia oskarżenia brzmi tak: bracia Koch używali swoich wpływów i pieniędzy, by kupować amerykańskich polityków i forsować rozwiązania korzystne dla ich firmy, a szkodliwe dla zwykłych Amerykanów, no i oczywiście dla przyrody. – David Koch może żył „tylko” 79 lat, ale dożył przynajmniej pożarów w Amazonii. On i jego brat finansowali kampanie i naukowców udowadniających, że nie ma globalnego ocieplenia. Pie...ć go! – oburzał się Maher.

Czy Kochowie naprawdę mieli aż tyle do powiedzenia w polityce, jak twierdzą krytycy? Możliwe. Daniel Schulman, biograf naftowej rodziny, nazywa ją „najbardziej wpływową i najpotężniejszą dynastią”, która „przeobraziła cały amerykański krajobraz polityczny”.


Pozostało jeszcze 70% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • Dante(2019-08-30 12:44) Zgłoś naruszenie 01

    Cytat: ... posiadanie olbrzymiego bogactwa w oczach lewicy jest grzechem kwalifikującym do dziewiątego kręgu piekła ... Pudło ! Lewica to ateiści więc nie wierzą w istnienie Boga i szatana, Nieba i piekła. No chyba że w przenośni za piekło uznamy to co socjaliści wszelakich odmian - anarchiści, internacjonaliści i nacjonaliści - wyczyniają na świecie od ponad wieku.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie