Nowelizacja ustawy przewidywała radykalne zmiany w dostępie do poświadczeń bezpieczeństwa. Jako pierwsi opisaliśmy na łamach DGP jej założenia, m.in. to, że dostępu do informacji niejawnych nie będą otrzymywać osoby zatrudnione w SB, komunistycznym wywiadzie czy kontrwywiadzie wojskowym. Miało dotyczyć to także tych, którzy z tymi instytucjami współpracowali. Radykalnie rozbudowana miała zostać również ankieta bezpieczeństwa, na podstawie której takie poświadczenie jest wydawane. Sekretarz stanu w KPRM Maciej Wąsik koordynował projekt. Dotyczyłby on nie tylko służb mundurowych czy urzędów, ale także biznesu prywatnego. Brak dostępu do informacji niejawnych mógł oznaczać również koniec pracy dla niektórych osób zatrudnionych w państwowych spółkach, m.in. w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.

Jak informowaliśmy, 26 kwietnia Mariusz Kamiński, minister koordynator ds. służb specjalnych, skierował pismo do sekretarza Stałego Komitetu Rady Ministrów, w którym przekazał do rozpatrzenia projekt ustawy „z pominięciem pozostałych etapów procesu legislacyjnego określonych Regulaminem Pracy Rady Ministrów”. Powodem miało być „pilne dostosowanie obecnych rozwiązań do obserwowanych w ostatnim okresie zmian i występowania nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa, w tym dla informacji niejawnych”. Założenie było takie, że sam projekt wejdzie w życie 1 października.

Tymczasem do tej pory projekt nie stanął na Radzie Ministrów i nic nie wskazuje na to, by miało się to wydarzyć w najbliższej przyszłości. Biorąc pod uwagę to, że jest sierpień, szanse na jego wejście w życie jeszcze w tej kadencji, jak planowano, są niewielkie.

– Tej sprawy nie komentujemy – mówi Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora. Jeden z naszych informatorów twierdzi, że mocno krytyczne uwagi zostały zgłoszone na etapie konsultacji międzyresortowych. Jednym z argumentów przeciw było rozbudowanie wspominanej ankiety bezpieczeństwa, głównie o kwestie finansowe. Kwestionowana była zasadność takiego rozwiązania. – Być może politycy zrozumieli, że przekazywaliby służbom informacje, które w łatwy sposób mogły się obrócić przeciwko nim i, mówiąc wprost, mogłyby posłużyć do zbierania haków – mówi nasz rozmówca związany ze służbami.

Obawy urzędników budziły także planowane regulacje w zakresie bezpieczeństwa teleinformatycznego, ze względu na trudność wdrożenia. Wreszcie problematyczne miała być nowa organizacja obiegu informacji niejawnych w poszczególnych instytucjach. W tym wypadku uwagi zgłaszało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, którego liczne placówki w innych krajach mogłyby mieć w przypadku wejścia w życie ustawy problemy z obiegiem dokumentów. Jak to ujmuje nasz rozmówca, „nie byłoby aż takiej elastyczności”.

– Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego miała wyrażać zgodę na to, kto pełni funkcję pełnomocnika do spraw ochrony danych niejawnych w prywatnych firmach – stwierdza Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo. – Takie osoby powinny być sprawdzane. Ale w tym wypadku mogło to grozić tym, że pełnomocnicy będą się dzielili tajemnicami przedsiębiorstwa ze służbami, a te będą miały dostęp do danych klientów – przestrzega prawnik.

Inną przyczyną, dla której prace nad nowym prawem wstrzymano, może być wewnętrzna wojna w obozie rządzącym i chęć tzw. starego zakonu PC, by zablokować Mariusza Kamińskiego.

– Ten projekt budził dużo emocji, radykalnie wkraczał w sferę osobistą i prawa obywatelskie wielu ludzi, i to niekoniecznie ze względu na bezpieczeństwo państwa – stwierdza z kolei Marek Biernacki, członek sejmowej komisji służb specjalnych, z Koalicji Polskiej – PSL. – Dobrze, że to nie będzie procedowane w kampanii wyborczej. Nad tym projektem potrzebna jest uczciwa debata, którą łatwiej przeprowadzić po wyborach. To zbyt ważne prawo, by je dopychać kolanem. Ta ustawa była nowelizowana m.in. przed naszym wejściem do NATO w 1999 r. i była to tak naprawdę ustawą lustracyjną w polskim państwie – podsumowuje. 

Internet rzeczy - zagrożenia i wyzwanie dla bezpieczeństwa