Prace rządu i parlamentu są zaprogramowane na potrzeby kampanii. Jutro gabinet Mateusza Morawieckiego zajmie się ustawą o świadczeniu 500 plus dla osób niepełnosprawnych. Przewiduje ona, że będą mogły na nie liczyć osoby o dochodzie nie wyższym niż 1100 zł miesięcznie. (Chodzi o dochód niepełnosprawnego, np. rentę socjalną, a nie dochód na osobę w jego rodzinie). Ustawa w pierwszym rzucie ma objąć ponad 200 tys. osób z wydanym przez ZUS i KRUS orzeczeniem o niezdolności do samodzielnej egzystencji. W przypadku niepełnosprawnych z orzeczeniem wydanym przez powiatowe zespoły orzecznicze, by otrzymać takie świadczenie, będą musiały potwierdzić je w ZUS. Rząd chce, by ustawa weszła w życie od 1 października. Koszt regulacji to 3 mld zł rocznie.

Drugie rozwiązanie, które lada chwila ma być przyjęte, to obniżka pierwszej stawki PIT z 18 do 17 proc. oraz podwyżka kosztów uzyskania przychodu. Koszty mają być zwiększone ponad dwukrotnie. Dla osoby pracującej na jednym etacie w miejscu zamieszkania z obecnych 1335 zł do ok. 2880 zł. Ustawa podatkowa ma wejść w życie od 1 października, czyli będzie obowiązywała w IV kw. Rocznie rozwiązania podatkowe będą kosztować 9,5 mld zł.

Pierwsza z ustaw została już przyjęta przez Stały Komitet i jutro będzie rozpatrywana przez Radę Ministrów. Druga ma trafić pod obrady najpóźniej w przyszły wtorek. Obie mają być błyskawicznie przyjęte przez Sejm na przyszłotygodniowym posiedzeniu. Rozwiązania są kluczowymi punktami oferty PiS na jesienne wybory. Mają wejść w życie przed nimi.

Jednocześnie PiS szykuje nową odsłonę programu politycznego. Ostatecznie ma być on gotowy w sierpniu, choć jego elementy będą zdradzane w najbliższych tygodniach.

Od piątku w Katowicach trwał kongres PiS. Mateusz Morawiecki zapowiedział na nim pięć głównych punktów, na których ma się opierać nowy program. Potwierdzają one to, co zapowiadał w rozmowie z DGP wicepremier Jacek Sasin. PiS nie myśli już o dużych transferach społecznych, lecz o polepszeniu jakości usług społecznych oraz o programach inwestycyjnych. Choć w sprzeczności z tym mogą stać wczorajsze słowa szefa sztabu Joachima Brudzińskiego, który podczas konferencji prasowej kończącej kongres pytany, czy będą kolejne transfery, opowiedział: „Muszą być”. Nie sprecyzował jednak, co ma na myśli. Dopytywany przez DGP o szczegóły nie wykluczył, że może będzie waloryzacja świadczeń rodzinnych.

Pierwszym punktem, na który w Katowicach koncentrował się PiS, było zdrowie. Debatowano o ustawie zwiększającej wydatki na ten cel do 6 proc. PKB. Minister zdrowia Łukasz Szumowski zwracał uwagę, że 21 proc. całkowitych wydatków w tym obszarze w Polsce pochodzi z budżetów domowych. Zapowiedział także zmianę modelu płacenia za świadczenia w publicznej służbie zdrowia tak, by lepiej uwzględniać jakość i efekty leczenia. Nad szczegółami programu pracują politycy PiS. Będą musieli zmierzyć się z prozaicznymi problemami, takimi jak np. brak zapisanych środków na świadczenia dla nieubezpieczonych (piszemy o tym szerzej na B10).

Kolejnym obszarem zmian jest edukacja. W wystąpieniu premier mówił o zwiększeniu wynagrodzeń nauczycieli. Nie wiadomo jednak, co z pomysłami zwiększenia pensum. Rząd zapewne nie będzie obnosił się z tym pomysłem przed wyborami.

Trzeci punkt to ochrona środowiska, choć jak zastrzegał Morawiecki – wdrażana w taki sposób, by nie zmniejszyła się liczba miejsc pracy. Nad tym biedzi się minister Henryk Kowalczyk. Zapowiedziano wprowadzenie przepisów, które wymuszą na samorządach tworzenie zielonych stref w miastach. Do tego skorygowany ma być program „Czyste powietrze”. Szykowane są także poważne zmiany w polityce dotyczącej OZE, które upowszechnią takie technologie.

Czwarty obszar to zmiana modelu polskiej energetyki. Również w kierunku energetyki jądrowej. – Potrzebujemy inwestora na 49 proc. inwestycji. Chcemy zbudować sześć lub nawet dziewięć bloków, czyli dwie lub trzy elektrownie jądrowe – mówi DGP szef resortu energii Krzysztof Tchórzewski.

Ostatni punkt to wielkie projekty infrastrukturalne, takie jak Centralny Port Komunikacyjny, przekop Mierzei Wiślanej czy kontynuowanie programu budowy dróg i autostrad, przeżywającego zadyszkę (w okresie rządów prawicy nie wybudowano ani jednego kilometra autostrady). – Jeśli PiS wygra wybory, to przeprowadzimy aktualizację Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju – zapowiada DGP minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński.

Realizacja opisanych celów oznacza duży wzrost wydatków. Część z nich – w kwestiach środowiskowych czy infrastrukturalnych – może pochodzić z UE. Na kongresie przeważał optymizm. Pojawił się jednak ton przestrogi. Były wiceminister finansów Konrad Raczkowski przestrzegał, że w przypadku głębszego od oczekiwanego spowolnienia gospodarki szeroka polityka transferów społecznych bez korekty może zwiększyć ryzyko przekroczenia 3 proc. PKB deficytu.

W Katowicach z ust prezesa PiS padły również deklaracje dotyczące bieżącego przebiegu kampanii. – Musimy przeciwstawić się wielkiej ofensywie zła, musimy tę ofensywę odrzucić – powiedział prezes PiS. Dla uczestników było oczywiste, że chodzi o spór wokół LGBT czy wychowania seksualnego. Kropkę nad i postawił zresztą Zbigniew Ziobro. – Musimy bronić polskiej rodziny w dziedzinie chrześcijańskiej tożsamości. Nie możemy pozwolić na seksualizację dzieci ramami, które chce wprowadzić Platforma Obywatelska – podkreślał lider Solidarnej Polski. Ten ton pojawił się także w wystąpieniu premiera, który mówił o braku zgody na wpuszczanie ideologii do szkoły. PiS, który zyskał na sporze światopoglądowym w kampanii europejskiej, liczy na powtórkę tego efektu w parlamentarnej. Słowa lidera partii miały wywołać ostrą reakcję opozycji i ustawić partię rządzącą w roli obrońcy tradycji.

Na kongresie było widać dużą pewność zwycięstwa w nadchodzących wyborach. Prezes PiS mówił wprawdzie w swoim sobotnim wystąpieniu, że wygrana jest prawdopodobna i tonował ten optymizm. Ale w kuluarowych rozmowach czuć było nastrój, że zwycięstwo jest raczej przesądzone. To efekt wygranej w wyborach europejskich, ale także utrzymujących się wysokich notowań PiS w sondażach. Wśród wielu polityków rządzącego ugrupowania taki stan stwarza wrażenie teflonowości partii. – Uważają, że nawet gdyby jakiś nasz poseł przebiegł nago przez środek sali posiedzeń, nam by to nie zaszkodziło – ironizował na temat tych nastrojów jeden z polityków PiS. W kuluarach ważnym tematem były również listy wyborcze, które mają już leżeć na biurku prezesa Kaczyńskiego. – Kup sobie niebieski garnitur w kratę, czarny i jeszcze jeden. W kampanię trzeba zainwestować – pouczał jednego z kandydatów polityk PiS.

Pewnym zgrzytem w Katowicach okazało się podanie przez premiera Mateusza Morawieckiego w swoim wystąpieniu konkretnej daty wyborów. Powiedział on, że rząd będzie pracował do końca kampanii, czyli do 11 października. Z czego wynika, że wybory odbędą się 13 – w pierwszym możliwym terminie. Choć z nieoficjalnych informacji wynika, że między PiS a Andrzejem Dudą sprawa jest ustalona, to jednak otoczenie głowy państwa było skonsternowane deklaracją szefa rządu. 

W kuluarach czuć było nastrój, że zwycięstwo jest raczej przesądzone

Jak podczas wakacji płacić w krajach, które nie należą do strefy euro