statystyki

To nie koniec sprawy WikiLeaks. Aresztowanie Assange'a tylko wzmocni jego legendę

autor: Mariusz Janik19.04.2019, 11:28; Aktualizacja: 19.04.2019, 16:07
Julian Assange

Julian Assangeźródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: KERIM OKTEN

Epopeja Juliana Assange’a zaczyna się raz jeszcze. Aresztowany w ekwadorskiej ambasadzie w Londynie twórca WikiLeaks może zostać wydany USA.

T o nie jest bohater – przekonywał szef brytyjskiej dyplomacji. – To on ujawnił prawdę dotyczącą tego, co działo się w Afganistanie i Iraku – odpowiedział mu lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn. Australijczyk nie musi nic mówić, by wzbudzać kontrowersje, nawet po latach. Aresztowanie Juliana Assange'a tylko wzmocni jego legendę, dodając do niej wątek „noża wbitego w plecy” przez ekwadorskich przyjaciół.

Wizerunek „postrachu mocarstw” udało się mu zbudować zaledwie w cztery lata: między 2006 r., kiedy założył portal WikiLeaks, a 2010 r., kiedy szwedzcy śledczy postawili mu zarzuty napastowania seksualnego i gwałtu. W tym czasie „dorobił się” kilkunastu książek o sobie, hollywoodzkiej opowieści luźno opartej na swojej biografii i – rzecz jasna – wrogów. Zwłaszcza w Waszyngtonie. Bo WikiLeaks było przede wszystkim postrachem Stanów Zjednoczonych.

Adwersarze Assange’a są przekonani, że jego portal był narzędziem przeciwników USA na globalnej scenie – głównie Rosji, choć (zapewne) nie tylko. Najsłynniejszy i największy przeciek WikiLeaks – publikacja 250 tys. tajnych depesz amerykańskich dyplomatów – nie ujawnił zbyt wielu przypadków złamania prawa. Posłużył za to za dyplomatyczny magiel: przedstawiciele USA nie ukrywali w swoich relacjach do centrali krytycznych opinii o swoich gospodarzach. Przekazywali plotki, tajemnice alków i kont, ustalali reguły lokalnej realpolitik. Co nie znaczy, że WikiLeaks nie ujawniało – zgodnie z deklarowaną misją – przypadków łamania prawa, zbrodni wojennych, naruszeń praw człowieka czy korupcji. Ale chłopcem do bicia niemal zawsze był Waszyngton. Przy skali doniesień na temat występków Ameryki, Moskwa i Pekin wydawały się miejscami idyllicznymi.

To, co podważało wiarygodność twórcy serwisu na Zachodzie, przysparzało mu przyjaciół wśród adwersarzy Ameryki. Gdy posypały się oskarżenia pod adresem Assange’a, ten najpierw uciekł na Wyspy, a gdy zapadła decyzja o jego ekstradycji do USA, zyskał azyl w ambasadzie Ekwadoru. – Łączą nas przekonania dotyczące wolności słowa – zapewniał ówczesny prezydent tego kraju Rafael Correa.


Pozostało jeszcze 87% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • demokrata(2019-04-20 13:15) Zgłoś naruszenie 30

    A jaką karę ponieśli ci, którzy rozpętali wojnę na bliskim wschodzie? Najpierw kłamstwo administracji Busha, że w Iraku jest broń chemiczna i biologiczna. Ostatnio rzucanie oskarżeń na Asada, który nie wiadomo po co miałby wypuszczać gazy bojowe, żeby zgładzić jakąś wioskę, przysparzając sobie jednocześnie mnóstwa wrogów. Wilileaks i Assange to są obrońcy demokracji przeciwko kłamcom, którzy porządek demokratyczny naruszają.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie