Obserwatorzy zastanawiają się teraz ponadto, jaką strategię obierze prezydent Donald Trump, aby uzyskać reelekcję w wyborach w 2020 roku i wciąż wiele miejsca poświęcają piętnowaniu jego polityki antyimigracyjnej.

W dziennikach radiowych i telewizyjnych podkreślano, że zwycięstwo Republikanów w Senacie było oczekiwane, a więc "nie jest ważne". Jako "znak czasu" z wyraźną sympatią informuje się o wejściu do Kongresu dwóch demokratycznych muzułmanek, z których jedna nosi hidżab.

Francuscy obserwatorzy przewidują, że likwidacja tzw. prawa ziemi dającego obywatelstwo amerykańskie wszystkim urodzonym w USA, o której wspominał prezydent, będzie niemożliwa do przeprowadzenia. Wyrażają jednocześnie nadzieję, że "demokratyczny Kongres uniemożliwi zaostrzenie prawodawstwa imigracyjnego".

Specjalista od prawa międzynarodowego mecenas Olivier Piton powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że sprzeciw Kongresu wobec poczynań prezydenta będzie mniejszą niż się wydaje przeszkodą dla jego polityki, gdyż większość swych reform przeprowadza on poprzez rozporządzenia wykonawcze.

Specjalny wysłannik BFMTV do Waszyngtonu Thierry Arnaud zwrócił uwagę, że zwycięstwo Republikanów w Senacie jest o wiele wyraźniejsze niż przewidywano. Zdaniem francuskiego komentatora jest to "osobisty sukces prezydenta, który bardzo zaangażował się w te wybory".

Specjalista od amerykańskiej historii, komentator radia France Info Thomas Snegaroff zauważył, że poprzednik Trumpa w Białym Domu Barack Obama przegrał wybory środka kadencji w 2010 roku, co nie przeszkodziło mu w uzyskaniu reelekcji w 2012 r.

Długoletni redaktor dziennika "Le Monde" Sylvain Cypel przewidywał z kolei, że w Kongresie możliwe będą kompromisy między prezydentem i "przynajmniej częścią Demokratów". Jego zdaniem nie jest jednak pewne, czy Trump będzie chciał uzyskania kompromisu, gdyż "swą strategię buduje na tworzeniu rozłamów".

Waszyngtoński korespondent BFMTV Jean-Bernard Cadier zapowiada "twardą i agresywną współpracę (cohabitation)" prezydenta z większością Kongresu. Przewiduje jednak, że obstrukcję projektów prezydenckich przez Demokratów wykorzysta Trump w następnej kampanii: będzie on posługiwać się przykładem tego, co zrobił do wyborów i oskarży Demokratów, że to oni zahamowali "dążenie do tego, by Ameryka znów była wielką" – mówił korespondent.

Z kolei wieloletni korespondent w Waszyngtonie, a obecnie komentator BFMTV Ulysse Gosset za najważniejszą lekcję wtorkowych wyborów uznał to, że "Republikanie stali się partią Trumpa", któremu już na pewno nie grozi impeachment, czyli procedura usunięcia z urzędu.

"Z Trumpem trzeba będzie się liczyć" – zapowiadał komentator, dodając, że szczególnie "pamiętać o tym musi Europa, wobec której prezydent Stanów Zjednoczonych bynajmniej nie jest przyjaźnie nastawiony".

Z Paryża Ludwik Lewin (PAP)