statystyki

Lewestam: Cnota nie zawsze jest cnotą, czyli wbrew pozorom o brexicie

autor: karolina lewestam09.03.2018, 07:08; Aktualizacja: 09.03.2018, 08:52
Karolina Lewestam

Karolina Lewestamźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: materialy prasowe

Cnota – to filozoficzny slang określający jakąś dobrą cechę charakteru – fundamentalnie różni się od koloru. Co jest czerwone w Związku Radzieckim, jest bowiem równie czerwone na bezludnej wyspie – a przynajmniej ci, którzy tak twierdzą, wyglądają w większości na sensownych ludzi. Cnota natomiast jest denerwująco i uporczywie zależna od społeczności, w której się ją ogląda, co jest poniekąd dobre i naturalne, ale powoduje też wielką liczbę trudnych problemów.

Jak to, cnota nie zawsze jest cnotą? Ano tak. Mściwi Dźgacze na przykład za nic mają uprzejmość czy roztropność; o wiele większą zaletą jest u nich brawura i efektywność w machaniu toporem. Dlatego ich wódz to wielki siłacz, który nosi naszyjnik zrobiony z zębów wrogów, a hełm sobie sprawił z czaszki poprzednika. Rządzi autorytarnie, a to wzbudza respekt. Wyobraźmy sobie teraz, że pięć szczytów górskich (to chyba bezpieczna odległość) od wioski Dźgaczy jest inna wioska – mieszka w niej pokojowo nastawiony lud Kozarian, który para się rolnictwem i pasaniem kóz. Tam wymachiwanie toporem to znak barbarzyństwa. Gospodarność i przemyślność są cnotami, odwaga jest w cenie tylko w postaci, która pozwala pasterzowi złapać za rogi wyjątkowo bojowego kozła. Zarządza tą społecznością merytokratycznie wyłaniana rada starszych, tych, którzy najlepiej wiedzą, jak hodować marchew i czym karmić kozę, żeby mleko nie waniało.

Gdzie chciałbyś mieszkać? To nie ma znaczenia, bo z reguły (tak przynajmniej zwykle było) rodzisz się albo Dźgaczem, albo Kozarianinem i wrastasz w moralny ustrój swojej społeczności. U Dźgaczy już jako dziecko dostajesz mały topór, z którym ganiasz za psami; gdy uda ci się utłuc kurę, rodzice pękają z dumy i chwalą się znajomym – a nuż, myślą głośno, z takimi predyspozycjami spodobasz się wodzowi i ten zabierze cię na jakieś mniejsze plądrowanie? U Kozarian zaś zatłuc kurę bez pomysłu na rosół to tyle, co popełnić śmiertelny grzech. Uczysz się być dobrym dla zwierząt, żeby się ciebie nie bały; wszelkie bójki są karane poprzez długie rozmowy z radą starszych; kiedy uda ci się wyhodować tyle pietruszki, że można było obdzielić całą wioskę, rodzice płaczą ze szczęścia. Faktem jest, że niektórym z urodzenia łatwiej przychodzi topór, a innym pietruszka, ale nie ma takiego, którego nie urobisz – a jeśli jest, to Dźgacze go zaszlachtują, a Kozarianie grzecznie, acz stanowczo poproszą o opuszczenie wsi.


Pozostało 72% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie