statystyki

Książak: Czeczeni nie afiszują się z tym, że byli torturowani. A to ich codzienność [WYWIAD]

autor: Magdalena Rigamonti29.06.2017, 19:52; Aktualizacja: 30.06.2017, 09:25
Uważam, że biorąc pod uwagę naszą politykę, trzeba coraz głośniej mówić o tych prześladowanych i torturowanych ludziach - mówi Maria Księżak, fot. Maksymilian Rigamonti

Uważam, że biorąc pod uwagę naszą politykę, trzeba coraz głośniej mówić o tych prześladowanych i torturowanych ludziach - mówi Maria Księżak, fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Czeczeni decydują się na ucieczkę z kraju, kiedy zagrożenie przechodzi z dorosłych na dzieci. Kiedy słyszą: następnym razem weźmiemy się za waszą małą córkę, to już się nie zastanawiają - wyjaśnia Maria Książak w rozmowie z Magdaleną Rigamonti. 

Co zrobić z dzieckiem, które przeszło piekło

Czeczeni decydują się na ucieczkę z kraju, kiedy zagrożenie przechodzi z dorosłych na dzieci. Kiedy słyszą: następnym razem weźmiemy się za waszą małą córkę, to już się nie zastanawiają. Bo do takich tortur dochodzi

Co to za ludzie w tym pokoju obok?

Rodzina Czeczenów. Mąż, żona, dwóch dorastających synów i ośmioletnia córeczka. Byli w ośrodku w Białej Podlaskiej. Strażnicy użyli wobec nich gazu. Ojciec i bracia trafili do aresztu pod zarzutem czynnej napaści na funkcjonariuszy. Byłam tam na wizytacji interwencyjnej. Sprawdzaliśmy, na ile oskarżenia Straży Granicznej wobec nich mają potwierdzenie na nagraniach z monitoringu.

Mają?

Nie, to funkcjonariusze SG czynnie napadli na mieszkańców ośrodka. Strajk się im nie spodobał. Strajk dzieci.

Strajkowały w imieniu rodziców?

Nie, w swoim. Miały transparenty z hasłami. Mam je tutaj, później pani pokażę. Rodzice prowadzili już kilkudniową głodówkę.

Dlaczego?

Protestowali przeciwko tak długiemu oczekiwaniu w ośrodku na decyzję. Wszyscy siedzieli tam ponad pół roku. W zasadzie te dzieci nigdzie nie wychodziły, tylko na małe podwóreczko. Bez żadnej szkoły, bez żadnego normalnego życia. Zamknięte za kratami, murem, drutem kolczastym. Z otwieraniem drzwi w środku nocy, ze świeceniem latarką w twarz, żeby je policzyć jak bydło. Za co? Za to, że są Czeczenami, że ich rodzice wyrwali je ze strasznego świata.

Z jakiego strasznego świata? Przecież w Czeczenii od lat nie ma już wojny.

Ale jest reżim, są tortury, aresztowania, obozy.

Znany w Polsce zawodnik MMA Mamed Chalidow mówi, że w Czeczenii jest spokój, ludzie żyją normalnie, nie ma przed czym uciekać, że jeździ tam regularnie.

Może mówi tak, bo mieszka w Polsce, a ma rodzinę w Czeczenii i nie chce jej zaszkodzić, nie chce jej narażać na represje reżimu Ramzana Kadyrowa. Wszyscy, którzy mają tam krewnych, boją się mówić prawdę. To jest terror, poniżenie.

Szef MSW Mariusz Błaszczak także mówi, że w Czeczenii jest spokojnie.

On z kolei może tak mówić z powodów politycznych. Ja mam inną perspektywę. Byłam w Czeczenii w czasie drugiej wojny w latach 2000–2004, pracowałam w międzynarodowych organizacjach pomocowych, zajmowałam się ratowaniem ludzi, przewożeniem rannych i ciężko chorych do szpitali w Federacji Rosyjskiej, bo w szpitalach w Groznym, choć lekarze stawali na głowie, niewiele można było zrobić z powodu braku prądu i wody. Udało nam się uratować setki ludzi.

Pani jest psychologiem.

Tak, choć na początku drugiej wojny czeczeńskiej rozkręcałam w ramach Polskiej Akcji Humanitarnej program wodny, program przygotowywania bezpiecznych obszarów dla dzieci, odbudowę stołówki w szpitalu. Potem pracowałam w Międzynarodowej Inicjatywie Humanitarnej. Dzięki temu, że byłam na miejscu, że widziałam tę straszną wojnę, te zniszczenia całej infrastruktury, to wiem, czego Czeczeni doświadczyli. Z drugiej strony dzięki temu oni bardziej mi ufają i często tu w Polsce traktują mnie jak ostatnią deskę ratunku. Kiedy się coś złego dzieje w którymś ośrodku dla uchodźców, to dzwonią do mnie.

Ale wtedy w Czeczenii była wojna.

A teraz jest chyba jeszcze gorsza sytuacja. Bo wojna otwarta zmieniła się w domową, w której Kadyrow mocno faworyzował tylko jeden klan rodzinny. Procesy, które zostały przez niego zapoczątkowane, sprawiły, że sytuacja w Czeczenii jest gorsza niż podczas otwartego konfliktu. Teraz panuje terror. Mogą tam spokojnie żyć ludzie, którzy podporządkowują się reżimowi, przyzwalają na ten terror, akceptują to, co tam się dzieje, jak jest prowadzone.

A jak jest prowadzone?

Tam nie obowiązuje żadne prawo. Tam liczy się tylko to, co powie Kadyrow. On wydaje wyroki, od decyduje, kto jest dobrym obywatelem, a kto złym. Stał się wyrocznią. Stosowana jest odpowiedzialność zbiorowa. Na przykład cała wielka rodzina została wygnana z kraju po tym, jak ich krewny – tak twierdziły władze – znalazł się w Syrii i sterował stamtąd akcją zastrzelenia policjantów w Czeczenii. Takich oskarżeń nikt nie sprawdza – wystarczy słowo i cała rodzina zostaje wygnana.

Dokąd?

Odbyło się to tak, że wszyscy członkowie klanu, kilkadziesiąt osób, musieli zebrać się na środku placu. Powiedziano im, jakie popełnili przestępstwa, grzechy, nie mając na to żadnych dowodów. Potem publicznie ogłasza się wobec nich tzw. zemstę krwi – wobec całego rodu z ledwo żywymi staruszkami i ledwo narodzonymi dziećmi. Jeśli zostaliby na miejscu, to każdy mógłby ich bezkarnie zabić. Ci ludzie nie mają żadnej szansy, by się odwoływać, by tłumaczyć, że są niewinni. Muszą uciekać z Czeczenii.

Oni też próbują wjechać do Polski?

Część tego klanu jest już w Polsce. Mówiła pani, że w Czeczenii nie ma wojny, że jest spokój, że ci ludzie nie mają przed czym uciekać. A ja uważam, że władze w Polsce źle definiują i interpretują konwencję genewską, jeśli chodzi o uchodźstwo. W tej konwencji zapisano, że każda osoba, która ma uzasadnioną obawę prześladowania, ma prawo ubiegania się o ochronę międzynarodową. Politycy, którzy dziś rządzą naszym krajem, bardzo upraszczają sprawę, mówiąc, że wszyscy, którzy nie uciekają przed wojną, to imigranci ekonomiczni.

Kiedy pani była ostatnio w Czeczenii?

W czasie wojny, wróciłam w 2004 r. Co miałabym tam teraz robić? Mówić jak Ania Politkowska: pan robi źle, panie prezydencie Putin, i zostać zamordowaną? Albo jak Natasza Estemirowa i też zginąć? Czy może mam tam pojechać i milczeć, nabrać wody w usta albo mówić, jak pięknie kraj został odbudowany?

Ale jest odbudowany.

Jest, przynajmniej fasadowo, w tych miejscach, które się pokazuje wycieczkom. Więcej pracy mam tu, na miejscu, tam mogłabym być tylko bezsilna. Ci ludzie, którymi się opiekuję, byli represjonowani, byli torturowani. Próbujemy zrobić jak najwięcej, by mogli poczuć się u nas normalnie. To jest bardzo ciepła, sympatyczna rodzina, choć oczywiście chłopcy, jak to u Czeczenów w zwyczaju, uprawiają sporty, jakieś sztuki walki. Całe szczęście, że w końcu po interwencji udało się doprowadzić do zwolnienia ich z ośrodka strzeżonego, który niezbyt różni się od więzienia. Ale w takich ośrodkach są wciąż setki osób – w dużej części umieszczanych tam niezgodnie z prawem. Miło mi, że w tym przypadku przyczyniłam się do ich zwolnienia.

Jak?

Ich mama zadzwoniła do mnie o 3.30 rano. Nie znała mnie. Dostała mój numer od innych cudzoziemców. Mówiła, że pobito jej męża i synów, że zabrali ich gdzieś, a ona i córeczka duszą się od gazu. Prosiłam, żeby podeszły do okna, do świeżego powietrza. Proszę pamiętać, że w takim ośrodku nie można otworzyć okna, można je tylko uchylić, jak w więzieniu. Drzwi też nie mogła otworzyć, bo strażnicy blokowali je. Zadzwoniłam po karetkę, by udzielili pomocy kobiecie i dziecku. Poprosiłam też, by medycy zajęli się pobitymi członkami rodziny, sama zaoferowałam swoją pomoc psychologiczną. Zgodę na to po kilku godzinach wydał kierownik Straży Granicznej w Białej Podlaskiej. Jestem ekspertką krajowego mechanizmu prewencji tortur przy RPO, szybko poinformowałam o wydarzeniach Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, które podjęto decyzję o wizytacji w tym ośrodku. Okazało się, że następnego ranka, gdy dotarliśmy już w ramach wizytacji, rodzina ta była w drodze do Przemyśla, dokąd zostali przewiezieni na podstawie decyzji sądu w Białej Podlaskiej.

Pani zdaniem niesłusznie?

Nie tylko moim. Tej nocy z ośrodka deportowano samotną 22-letnią kobietę z dwójką małych dziećmi. W nocy. Tak jakby nie można było tego zrobić w ciągu dnia, nikogo nie budząc. Mieszkańców ośrodka wybudziły krzyki kobiety, chcieli jej pomóc. Mężczyźni w tej rodzinie chcieli zadzwonić na policję, wówczas otworzono dotąd blokowane przez straż drzwi ich pokoju i do środka wpuszczono gaz, potem mężczyzn wywleczono i skuto kajdankami na korytarzu. Kopiąc, gdy leżeli – ich mała siostrzyczka i mama przerażone patrzyły, stojąc w progu drzwi, więc drzwi zamknięto, nie wietrząc pokoju, w którym potem dusiły się od gazu. Ci mężczyźni nieraz doświadczyli w Czeczenii przemocy, byli ofiarami tortur. Okazało się, że w Polsce, w UE, też się wobec nich stosuje przemoc. Od lat pracuję z ludźmi, którzy byli torturowani, i słyszę od nich, co im zrobiono, jak zostały potraktowane ich ciała, jak została im zrujnowana psychika, jak zniszczono ich rodziny, jak zakorzeniony jest w nich strach. I co takim ludziom mamy mówić? Że nie mają u nas prawa do ochrony międzynarodowej, bo w ich kraju nie ma wojny? Polskie władze doskonale wiedzą, że to nieprawda, tylko udają, że jest inaczej. Nie można lekceważyć raportów wielu organizacji międzynarodowych, w których jest napisane, że w Czeczenii nagminnie łamane są prawa człowieka. Niestety, do prawa polskiego nigdy nie przeniknęła konwencja przeciwko torturom. Jako kraj ją podpisaliśmy, ale w naszym prawie karnym coś takiego jak tortury nie występuje. Może dlatego, że jesteśmy krajem na wschodniej granicy UE, to nasi politycy są ostrożni w wypowiadaniu się na temat tego, co się dzieje na Ukrainie, w Rosji, w Czeczenii. Ludzie, którzy trafiają do Polski, są więc ofiarami również naszej polityki. Ta rodzina, o którą pani pytała, stara się o ochronę w Polsce. Ja ich w tym wspieram jak mogę.

Na czym ta ochrona ma polegać?


Pozostało jeszcze 51% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (3)

  • Pan Murzyński - Filipiński(2017-06-30 00:22) Zgłoś naruszenie 72

    Po niezbyt pochlebnych opiniach Polaków, sąsiadów ośrodka w Lininie musiał pojawić się taki tekst. O ile dobrze wiem, to w żargonie dziennikarskim nazywa się to "ocieplaniem wizerunku". Niestety drodzy państwo czegokolwiek by nie przeżyli, nie usprawiedliwia to tego, co robią w naszym kraju. Zasada jest prosta, musisz akceptować zasady jakimi kieruje się społeczeństwo w kraju do którego przyjeżdżasz. Jeżeli nie umiesz, lub uważasz, że twoje zasady są lepsze i wszyscy powinni je przyjąć, musisz wracać tam skąd przyjechałeś. Jeżeli zależałoby to ode mnie każdy przybysz podpisywał by takie zobowiązanie. Na szczęście dla przyjezdnych, jest to sposób niepoprawny politycznie, nieludzki, niehumanitarny (wiem, że to nieludzki, niehumanitarny oznacza to samo, ale dostosowuję przekaz do poziomu obrońców skrzywdzonych) ponieważ wymaga się czegoś, można nazwać go nawet faszystowskim, czyli narodowolewicowym. .

    Odpowiedz
  • nad nami postkomuchy litości nie miały(2017-06-30 05:17) Zgłoś naruszenie 43

    Rolą państwa, nie jest troska o obcych, tylko o swoich. Dlatego organizujemy się w silniejsze organizmy, żeby pomagać sobie. Pomaganie obcym to luksus, na który można sobie pozwolić, pod warunkiem, że zaspokojone zostały potrzeby naszej społeczności. Tymczasem w Polsce jest wielu ludzie potrzebujących pomocy, którzy nie mają za co żyć lub za co się leczyć, bo państwo komuchów załatwiło im zarobki za ciężką pracę na poziomie niższym niż zasiłek socjalny dla jakiegoś nieroba, w zachodniej Europie. Sprowadzanie tutaj isIamist0w lansują postkomusze partie, które zmusiły Polaków do niewolniczej pracy, za ochłapy na przeżycie, a nie wynagrodzenie.

    Odpowiedz
  • rty(2017-06-30 23:22) Zgłoś naruszenie 10

    cenzura działa poczytajcie drodzy czytelnicy w internecie jak to było w okolicach góry kalwarii z napaścią na szkołe dokonaną przez przybyszów zza kaukazu

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie