Jak powiedział w niedzielę PAP oficer prasowy chorzowskiej policji asp. Sebastian Imiołczyk, zatrzymani usłyszeli zarzuty dotyczące zakłócenia imprezy masowej, tj. naruszenia art. 60 ustawy. Chodzi przede wszystkim o osoby, które wtargnęły na murawę boiska po meczu Ruchu Chorzów z Górnikiem Łęczna. Policjanci ustalają nazwiska kolejnych kibiców, którzy wbiegli na boisko, a także tych, którzy rzucali zapalone race.

W niedzielę sześć osób zatrzymanych po piątkowym meczu stanęło przed sądem w ramach tzw. postępowania przyspieszonego. Jedna osoba została uniewinniona, wobec pozostałych orzeczono m.in. zakaz stadionowy, uniemożliwiający wstęp na imprezy masowe. Wkrótce przed sądem staną także dwie zatrzymane później osoby.

W trakcie piątkowej interwencji na chorzowskim stadionie część funkcjonariuszy miała na sobie kamizelki, jakie noszą fotoreporterzy i dziennikarze, co w sobotę wywołało protest kilku śląskich redakcji oraz stowarzyszenia Press Club Polska. "Ukrywanie policjantów bądź funkcjonariuszy jakichkolwiek służb pod szyldem mediów nie ma żadnego usprawiedliwienia. Jest to przejaw kompletnego braku wyobraźni osób kierujących działaniami policji” – napisali redaktorzy naczelni Dziennika Zachodniego, katowickich stron Gazety Wyborczej i portalu Silesion.pl

Do stadionowej awantury doszło podczas zakończonego remisem 2:2 meczu piłkarskiego między Ruchem Chorzów a Górnikiem Łęczna. W drugiej połowie mecz został przerwany na 23 minuty, ponieważ chuligani wrzucili na boisko dużą ilość zapalonych rac. Podczas tej przerwy agresywna grupa około 50 stadionowych chuliganów wydostała się z sektorów, kierując się do budynku zarządu klubu i pomieszczeń socjalnych. Natomiast po meczu grupa osób wbiegła na murawę. Właśnie wówczas interweniowali funkcjonariusze w kamizelkach, jakie podczas meczu noszą fotoreporterzy i dziennikarze.

Jak tłumaczyła w sobotę rzeczniczka śląskiej policji podinsp. Aleksandra Nowara, były to kamizelki udostępnione policjantom przez klub, przeznaczone dla osób przebywających w strefie murawy boiska, zgodnie z przepisami Ekstraklasy. Zaznaczyła, że do zadań policjantów z tzw. zespołów monitorujących należy również filmowanie i fotografowanie – na tej podstawie są później ustalani uczestnicy zajść. Policja tłumaczyła, że jej interwencja nastąpiła na prośbę organizatorów meczu i służyła zapewnieniu bezpieczeństwa.

Stanowisko w tej sprawie opublikowała również Komenda Główna Policji. "W trakcie meczu policjanci tzw. zespołu monitorującego na prośbę organizatora przebywali na stadionie w strefie przeznaczonej dla osób filmujących i robiących zdjęcia. Funkcjonariusze ubrani byli w klubowe kamizelki obsługi - umożliwiające przebywanie w tej strefie - i mieli za zadanie obserwację i rejestrację materiałów foto/video. To jest ich podstawowe zadanie, związane z monitorowaniem i rejestracją wydarzeń. Podczas meczu to właśnie ci funkcjonariusze zauważyli przygotowania stadionowych chuliganów do wtargnięcia na murawę" - czytamy w stanowisku.

"W pewnym momencie służba porządkowa organizatora nie była w stanie zapanować nad sytuacją, a o podjęcie działań mających na celu przywrócenie porządku została poproszona policja. Ze względu na dynamicznie rozwijające się zagrożenie i konieczność szybkiej reakcji to właśnie policjanci z zespołu monitorującego, znajdujący się we wskazanym miejscu, zapobiegli bezpośrednim atakom na piłkarzy. Uniemożliwili oni przedostanie się na murawę większej grupie chuliganów, zatrzymując także tych, którzy już weszli na płytę" - podała KGP.

"Można zadać pytanie, co wydarzyłoby się, gdyby nie było tam policjantów monitorujących mecz? Realne było zagrożenie zdrowia i życia zawodników, pracowników klubu i przypadkowych osób oraz uczestników tego spotkania, oraz uszkodzenia mienia. Reakcja policjantów, na prośbę ochrony organizatora, która nie potrafiła swoimi siłami przywrócić porządku, zapobiegła groźnym skutkom działań agresywnych chuliganów. Głównym zadaniem funkcjonariuszy monitorujących mecz jest obserwacja, lecz jest także ich obowiązkiem podjęcie skutecznej interwencji w sytuacji zagrożenia" - wskazali policjanci w swoim stanowisku.