statystyki

Wojciechowski: Państwo zawsze przodem

autor: Konrad Wojciechowski24.02.2017, 07:18; Aktualizacja: 24.02.2017, 08:25
Eksperci od monitoringu zawzięcie deliberują, czy sprawca wypadku rządowej limuzyny miał prawo wykonać manewr, czy jednak powinien przepuścić źle oznakowany samochód.

Eksperci od monitoringu zawzięcie deliberują, czy sprawca wypadku rządowej limuzyny miał prawo wykonać manewr, czy jednak powinien przepuścić źle oznakowany samochód.źródło: PAP
autor zdjęcia: Jacek Bednarczyk

Wypadek drogowy Beaty Szydło to istotny powód do niepokoju nie tylko z powodu troski o stan zdrowia pani premier, ale też o kondycję naszego społeczeństwa. Pędząca na sygnale kolumna samochodów z szefową rządu zatrzymywała sąsiednie auta, korzystając z przywileju pierwszeństwa, jaki przysługuje pojazdom wiozącym najważniejsze osoby w państwie, co nie spotkało się z powszechnym zrozumieniem.

Eksperci od monitoringu zawzięcie deliberują, czy sprawca wypadku rządowej limuzyny miał prawo wykonać manewr, czy jednak powinien przepuścić źle oznakowany samochód. To debata poważniejsza niż temat drogowego savoir-vivre’u. Bo dawno odkrytą prawdą jest, że nie tylko na drodze w starciu państwo – obywatele ci drudzy stoją na straconej pozycji. Polska demokracja tak już ma, że dobro drugiego sortu nie jest stawiane na pierwszym miejscu.

Polityk na autostradzie w ciągu kilku ostatnich miesięcy został w społecznej percepcji pasowany na pirata drogowego. Najpierw w marcu ubiegłego roku w prezydenckim samochodzie pękła opona, bo spóźnione BMW gnało na złamanie karku. Miesiąc temu ministrowi pani premier tak śpieszyło się z Torunia do Warszawy, że popędził z wyobraźnią Jamesa Bonda, a niedouczeni uczestnicy ruchu, którzy podczas kursów na kierowców zawalili test z pierwszeństwa jazdy, musieli dzwonić po lawetę. Polityków rajdowych ci u nas dostatek – to nie jest tylko tegoroczny wysyp. Kilka lat temu dzisiejszy szef Telewizji Jacek Kurski na trasie z Trójmiasta do Warszawy podczepił się pod policyjny konwój eskortujący więźniów i pognał na ważne spotkanie na sygnale. Sprytny poseł z drogi publicznej zrobił sobie prywatny buspas i tyle go widziano, a szary obywatel mógł co najwyżej powąchać chmurę spalin.


Pozostało 81% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (1)

  • Bert(2017-02-25 13:58) Zgłoś naruszenie 52

    Szkoda, springerowski cynglu, że tak późno wziąłeś się za opisywanie zdarzeń drogowych z udziałem pojazdów rządowych. Gdybyś to zrobił wcześniej, za władzy PO/PSL to może, POwski szef BOR nie zezwoliłby na resurs opon w samochodzie prezydenta dwukrotnie dłuższy niż wskazany przez producenta.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie