statystyki

Zamieszki w Ełku. Czy to wojna kultur?

autor: Dariusz Koźlenko13.01.2017, 07:11; Aktualizacja: 13.01.2017, 07:54
"Artur Urbański, wiceprezydent Ełku, wciąż próbuje zrozumieć, co wydarzyło się w mieście."

"Artur Urbański, wiceprezydent Ełku, wciąż próbuje zrozumieć, co wydarzyło się w mieście."źródło: Newspix
autor zdjęcia: Bogdan Hrywniak

Haci wyczuwa gęstniejącą atmosferę. Ma wrażenie, że coś się zmieniło od dnia, w którym ofiarą terroryzmu padł w Berlinie polski kierowca ciężarówki. Jakby sprawa uchodźców zaczęła nas dotyczyć bezpośrednio.

Haci Karabulut rozmawiał właśnie z dziennikarzem, kiedy do stolika podeszło starsze małżeństwo. Mężczyzna przeprosił, że przeszkadza, ale chciał powiedzieć, że chociaż ani on, ani jego żona nie jedzą kebabów, to przyszli, by go wesprzeć. – Proszę się nie martwić, jesteśmy z panem – powiedzieli, odchodząc. Po nich przyszli następni. Wszyscy mówili, że to w ramach solidarności. Haci jest właścicielem Instanbul Döner Kebab w ełckim centrum handlowym Atu. W Polsce mieszka od 25 lat, w Ełku – od 15. Wcześniej w Gliwicach. Do przyjazdu na Mazury namówiła go żona, bo to jej rodzinne strony.

W Gliwicach Haci handlował galanterią i ciuchami. Do Ełku też przyjechał z takim zamiarem, ale zmienił zdanie, kiedy zobaczył budkę z napisem Kebab. A dokładniej wtedy, kiedy wszedł do środka i zamówił porcję. To, co dostał, z pewnością kebabem nie było. Dziś z dumą mówi, że jego Instanbul Döner Kebab był pierwszym prawdziwym barem z kebabami nie tylko w Ełku, ale w całej okolicy.

Teraz jest ich więcej. Ostatni – Prince Kebab – otworzył drzwi dla gości niespełna cztery miesiące temu. Haci nie zdążył nawet poznać jego właściciela. Ale jednego jest pewny: nikt nie zabija za butelkę coli.

1 Od sylwestra minęło jedenaście dni. Artur Urbański, wiceprezydent Ełku, wciąż próbuje zrozumieć, co wydarzyło się w mieście. Nie było żadnego powodu, by stało się to właśnie tu. Miasto nie ma problemu z uchodźcami. Obcokrajowców, pomijając Ukraińców, można policzyć na palcach jednej ręki. Egipcjanin, Turek, Nigeryjczyk. Wszyscy od kilku lat w Ełku, każdy prowadzi własny biznes. Żadnych problemów.

Fakt, młodzi wyjeżdżają za granicę, ale nie dlatego, że w Ełku nie ma pracy. Bezrobocie jest tu na poziomie średniej krajowej, ostatnio nawet nieco niższe. Wyjeżdżają, najczęściej do Anglii, bo zarobki są niskie. To dlatego, kiedy w Zakładach Elektrotechniki Motoryzacyjnej potrzebnych było 300 pracowników, z Ełku zgłosiło się tylko 130 osób. Po resztę trzeba było pojechać na Ukrainę. Tak samo w zakładach mięsnych.

Ełk, przekonuje Urbański, nie jest sennym miasteczkiem pozbawionym perspektyw, jak ostatnio o nim się pisze. Jest spokojnym, bezpiecznym miastem, miastem pozytywnych emocji. Tym trudniej powiedzieć, skąd wzięły się te złe. Dlaczego właśnie w Ełku zdarzyło się to, co się zdarzyło?


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

  • Inwazja terrorystow Islamskich jest zorganizowana(2017-01-13 08:19) Zgłoś naruszenie 11

    Szef mafii "kebab" na cala Europe ma siedzibe od paru lat w Berlinie !!! ??? Stacjonujące w Abchazji, separatystycznej części Gruzji wojska rosyjskie zniszczyły pozostałości polskiego kościoła oraz cmentarz. Buldożer rozwlekał gruzy i ludzkie szczątki. Na miejscu świątyni i nekropolii powstać ma poligon. Do profanacji doszło we wsi Cebełda, gdzie w XIX stuleciu żyli Polacy. Z tego właśnie okresu pochodziły wpisane do rejestru zabytków kościół oraz miejsce pochówku. Teren, na którym się znajdowały, sześć lat temu przekazany został ministerstwu obrony Abchazji. Jak poinformowało Echo Kaukazu (publikująca w języku rosyjskim sekcja Radia Wolna Europa), a także gruziński portal Civil.ge, 3 stycznia buldożer zrównał z ziemią fundamenty świątyni, ogrodzenie, a także położone obok groby. Pozostałości budowli „zostały rozrzucone w odległości ponad 100 metrów” – donoszą media. To samo stało się ze szczątkami ludzi pochowanych w pobliżu kościoła. Profanacja wzbudziła protesty mieszkańców wsi, którzy doprowadzili do przerwania robót. W oficjalnym oświadczeniu barbarzyński akt potępiły Ministerstwo Spraw Zagranicznych Gruzji oraz prezydent tego kraju Giorgi Margwelaszwili. Wyraził on „ogromne zaniepokojenie zniszczeniem obiektu dziedzictwa kultury przez siły okupacyjne Federacji Rosyjskiej”. „To rozmyślny akt wandalizmu, który stanowi pogwałcenie norm prawa międzynarodowego i ustaleń Konwencji Haskiej z 1954 roku” – napisał. Margelaszwili zwrócił się do społeczności międzynarodowej, w tym do UNESCO o adekwatną reakcję „w obliczu nielegalnych działań przeprowadzonych przez Federację Rosyjską na terytorium Gruzji”.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie