statystyki

Piekielna Korea Południowa: Skandal kosztował prezydent stanowisko i dobił gospodarkę

autor: Mariusz Janik30.12.2016, 07:09; Aktualizacja: 30.12.2016, 11:34
Seul, Korea Południowa

Seul, Korea Południowaźródło: ShutterStock

Historia niczym z kiepskiego thrillera politycznego: przyjaciółka głowy państwa, przy okazji liderka wpływowej ewangelickiej sekty, sprzedawała biznesowi wpływy w Błękitnym Domu. Skandal kosztował prezydent stanowisko i dobił gospodarkę. Witajcie w Korei Południowej.

Ponad 250 tys. ludzi – taki tłum miał się zgromadzić w święta na seulskim placu Gwanghwamun. Ba, we wszystkich organizowanych w stolicy Korei Południowej demonstracjach miało wziąć udział nawet dwa razy tyle. W tym ścisku wybijało się kilkaset osób ubranych w stroje Świętego Mikołaja – stąd media okrzyknęły manifestację „protestem Świętych Mikołajów”. Pewnie dlatego, że to bardziej chwytliwa etykietka niż „dziewiąty tydzień protestów”. Tymczasem właśnie tak jest: mieszkańcy południowej części półwyspu od ponad dwóch miesięcy co weekend domagają się odebrania prezydent Park Geun-hye stanowiska.

„Aresztować Park natychmiast!” – skandował tłum, urozmaicając okrzyki kolędami. Tyle że takimi, których słowa pozmieniano w taki sposób, by kąśliwie uderzały w lokatorkę Błękitnego Domu – jak nazywa się tam siedzibę prezydentów.

Uczestnicy protestów nie są już tak rozgorączkowani, jak jeszcze kilka tygodni temu – ich zwycięstwo mają prawie pewne. Nie chcą jednak odpuścić. – To wyjątkowe Boże Narodzenie, gdyż daje mi możliwość pokazania moim dzieciom, o co chodzi w demokracji – przekonywał reporterów Yoon Ki-Seung, ojciec dwojga kilkuletnich dzieciaków, które prezentowały przed kamerą transparenty z hasłami wzywającymi do impeachmentu Park. – Mam nadzieję, że w nowym roku ten kraj będzie lepszym miejscem do życia – przekonywał Park Chans, 25-latek, który na co dzień pracuje w biurze jednej z seulskich firm. Dziś ta nadzieja to prawie pewność: na początku grudnia południowokoreański parlament zdecydował już o usunięciu prezydent ze stanowiska. Problem w tym, że decyzję tę musi jeszcze potwierdzić sąd konstytucyjny, który jednak zwleka z wydaniem werdyktu. Protestujący chcą się upewnić, że sędziowie podejmą właściwą decyzję.

Najpoważniejszy od dekad kryzys polityczny w Korei Południowej nie ma jednak charakteru rewolucyjnej konfrontacji. Prezydent Park, jak się wydaje, złożyła broń już po decyzji parlamentu. – Będę posłusznie czekać na decyzję sądu – oświadczyła z pokorą. Nie ma zresztą wielkiego pola manewru. Poza tłumami na ulicach, poza parlamentarną opozycją i rozpadającą się partią, Park Geun-hye ma jeszcze na karku prokuratorów, którzy w ostatnie święta publicznie rozważali wkroczenie do biur Błękitnego Domu. Dziś nie chodzi już bowiem o to, co zrobiła przyjaciółka głowy państwa – pytanie brzmi, w jakim stopniu pani prezydent zdawała sobie sprawę z jej poczynań i na ile przymykała na nie oko.


Pozostało 85% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie