Podczas wtorkowej konferencji prasowej po spotkaniu z gruzińskim ministrem spraw zagranicznych Micheilem Dżanelidze Waszczykowski był pytany o stanowisko Polski na rozpoczynający się we wtorek szczyt UE w Brukseli. Głównym tematem dwudniowego posiedzenia unijnych przywódców mają być konsekwencje brytyjskiego referendum ws. wyjścia z UE.

Szef polskiego MSZ zapowiedział, że polski rząd przedstawi na szczycie stanowisko, by "nie pospieszać Wielkiej Brytanii". "Uważamy, że ten bezprecedensowy wypadek, jaki nastąpił w tej chwili, decyzja Wielkiej Brytanii o występowaniu z UE, wymaga analizy, i to długotrwałej analizy, niezbyt pospiesznej. Nic nas nie przyspiesza w tej chwili, żeby takie decyzje Wielka Brytania podejmowała szybko i też, aby UE odpowiadała szybko" - mówił.

Szef polskiej dyplomacji zapowiadał też, że w związku z Brexitem Polska będzie domagać się wyjaśnień na forum UE - dotyczących zarówno "głównych motywów Wielkiej Brytanii w decyzji o wystąpieniu z UE", jak i analizy, dlaczego Europa pozwoliła na rozpoczęcie procesu opuszczania EU przez tak ważne państwo.

Dopytywany o oczekiwania wobec szczytu UE Waszczykowski przyznał, że liczy, że premier Wielkiej Brytanii David Cameron przedstawi na nim "wstępny scenariusz swojego dalszego postępowania", dotyczącego m.in. "realizacji wyników referendum" oraz tego, "kiedy będzie przedstawiał wniosek do Rady Europejskiej o wystąpienie z UE". Minister mówił też, że oczekuje od Camerona przedstawienia wstępnych analiz dotyczących przyczyn, jakie doprowadziły do takiego, a nie innego wyniku referendum.

Podkreślił, że polski rząd będzie dążył do tego, aby analiza błędów, które doprowadziły do Brexitu, prowadziła do zmian traktatowych i personalnych w UE. "Będziemy domagać się, aby analiza tych błędów europejskich prowadziła do procesu naprawy Europy, do nowego ułożenia relacji między instytucjami europejskimi, a nawet do nowego otwarcia i nowych ludzi, którzy powinni w niedalekiej przyszłości Europą i instytucjami europejskimi kierować" - mówił Waszczykowski.

"My stawiamy pytanie: czy to kierownictwo UE, czy to kierownictwo Komisji Europejskiej, które jeszcze kilka miesięcy temu nawoływało polityków, aby oderwali się od swoich elektoratów, aby nie słuchali swoich elektoratów i realizowali jakąś oderwaną od społeczeństw wizję Europy, czy ta klasa zarządzająca Unią ma prawo dalej funkcjonować i ma prawo naprawiać UE. Naszym zdaniem - nie, powinni przyjść do tego zadania nowi politycy, nowi komisarze, a przede wszystkim powinniśmy w tej chwili przekazać nowe uprawnienia Radzie Europejskiej, bo ta się składa z polityków, którzy posiadają legitymację demokratyczną (...) i to oni mają największą legitymację w tej chwili, aby odpowiadać za zmiany i za naprawę UE" - dodał szef MSZ.

O potrzebie zmian personalnych w instytucjach europejskich Waszczykowski mówił też w porannej wypowiedzi dla TVN24. Przekonywał, że obecne władze UE powinny oddać stanowiska nowym elitom europejskim, które - jak dodał - poprowadziłyby Europę do nowej jedności.

Szef MSZ był też pytany o wypowiedź prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE "jest wielką, straszliwą klęską tej polityki" i powinny być z tego wyciągnięte wnioski personalne w obecnym kierownictwie UE. Kaczyński stwierdził, że "tutaj szczególnie ponurą rolę odegrał Donald Tusk, który prowadził rokowania z Brytyjczykami i w gruncie rzeczy doprowadził do tego, że niczego nie otrzymali, czyli ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za Brexit i powinien zniknąć z europejskiej polityki, ale to dotyczy całej Komisji Europejskiej w jej obecnym składzie".

Na pytanie, czy jest to stanowisko rządu, czy partii, Waszczykowski odparł: "Na razie jest to stanowisko szefa partii, natomiast my uważamy, że Donald Tusk nie istniał. Od wielu miesięcy nie widać jego roli przywódczej, w zasadzie w ogóle nie zaistniał jako przywódca".

Przypomniał, że Donald Tusk dzwonił do premier Beaty Szydło w ubiegłym tygodniu. "Przedstawił ciekawą ocenę sytuacji, on stawiał na Brexit, tutaj się nie mylił. Tym bardziej, jeśli stawiał na Brexit i był przekonany, że dojdzie do takiej decyzji, to powinien reagować bardziej intensywnie niż to robił. Jednak przez wiele, wiele miesięcy widać, że jest drugo-, trzecioplanowym politykiem w Unii Europejskiej, a nie liderem, któremu dano tak potężny instrument, jak przewodnictwo Radzie Europejskiej" - mówił Waszczykowski.