statystyki

Kłamstwo polityków i ich buta? Oto jak unijne państwo obala rząd

autor: Zbigniew Parafianowicz20.12.2015, 17:00
Rumunia, Bukareszt

Przypadek Rumunii jest znaczący dla całej Europy Środkowej. Po pierwsze, ludzie, którzy doprowadzili do ustąpienia Ponty, działali spontanicznie. Nie organizowali się wcześniej.źródło: ShutterStock

Rumuni wypracowali własny model pokojowej rewolucji. Najpierw zablokowali jedną z największych inwestycji górniczych na świecie. Później doprowadzili do wymiany skorumpowanych elit. Teraz chcą budować państwo na swoich zasadach.

Reklama


Reklama


Na Ukrainie protesty trwały niemal cztery miesiące. W Rumunii sześć dni. Na kijowskim Majdanie demontowano skorumpowany oligarchat kierowany przez rodzinę Wiktora Janukowycza. Na bukareszteńskim placu Uniwersyteckim dymisjonowano zblatowanego z lokalnym biznesem i kreującego się na światowca premiera Victora Pontę. W Kijowie do demonstrantów strzelano. W Bukareszcie ofiarami zepsucia państwa byli młodzi ludzie z modnego klubu Colectiv, który spłonął 30 października. Obie rewolucje mają jednak wspólny mianownik – systemem zachwiały grupy spoza głównego nurtu polityki, a pod sztandarami walki z korupcją stanęli ludzie, którzy organizowali się za pośrednictwem mediów społecznościowych. I w Kijowie, i w Bukareszcie byli to działacze miejscy, publicyści, dziennikarze, akademicy, przedstawiciele drobnego biznesu, którzy nie załapali się na postkomunistyczną prywatyzację państwa, bezrobotni, którzy wrócili z saksów w bogatszych państwach Zachodu i nie wiedzieli, jak odnaleźć się w ojczyźnie. I w ukraińskiej Rewolucji Godności, i rumuńskiej Rewolucji #Colectiv za zmianą stali zwykli ludzie. Statystyczny Szewczenko i Popescu, których przez lata nie dostrzegali zajęci gabinetowymi grami politycy.

Dla byłego ZSRR wydarzenia ukraińskie mogą stać się modelem wymiany elit. Do głosu dochodzi pokolenie urodzone po 1991 r., które nie wspomina komunizmu z sentymentem i nie wyznaje cementującej beznadzieję zasady „oby nie było wojny”. Z kolei dla byłych demoludów bezprecedensową lekcją jest Rumunia. Okazuje się, że państwo należące do Unii nie jest wolne od uprawiania polityki na ulicy. Mała mieszczańska stabilizacja podlana milionami euro funduszy europejskich nie gwarantuje dożywotniego spokoju. W gospodarce rumuńskiej nie wydarzyło się przecież nic, co mogłoby zapowiadać bunt. Latem obniżono VAT na żywność z 24 proc. do 9 proc., co nakręciło sprzedaż (od początku 2016 r. stawka podatku ma zmaleć na pozostałe towary i usługi z 24 do 20 proc.). Deficyt budżetowy jest mniejszy niż 2 proc., wzrost PKB w tym roku kształtuje się na poziomie 3,5 proc., a według prognoz Komisji Europejskiej w przyszłym przekroczy 4 proc. Bezrobocie nie przekracza 7 proc., co jak na ten region Europy jest wynikiem dobrym. Mimo to Rumuni wyszli na ulicę. I to nie pod przywództwem liderów partii opozycyjnych, jak miało to miejsce na Węgrzech w 2006 r. (wówczas protestowano pod sztandarami Fideszu, na czele którego stał obecny premier, a wówczas lider opozycji Viktor Orbán. Z kolei rewolta na Łotwie i obalenie rządu w lutym 2009 r. były efektem kryzysu gospodarczego i również wspierały je partie opozycyjne i głowa państwa).

Rewolucja #Colectiv to nowy typ zmiany. Jej podstawowym celem – jak pisze magazyn „Gândul” – jest desakralizacja władzy. Zakwestionowanie logiki działania polityki, jaką Rumuni znali po obaleniu Nicolae Ceau?escu w grudniu 1989 r.

Ocalić kraj

Jeszcze do niedawna wydawało się, że państwo jest skazane na trwanie w systemie, w którym główne skrzypce gra dawna nomenklatura zaprzyjaźniona z pokoleniem polityków, którzy choć nie byli uwikłani w system komunistyczny, to przejęli nawyki jego pogrobowców. W Bukareszcie jasne było, że młodzi – reprezentowani przez odsuniętego od władzy przez #Colectiv premiera Victora Pontę – zaakceptowali reguły gry zaproponowane przez uwłaszczonych na państwie postkomunistów. Ten, kto był w układzie, czerpał pełnymi garściami. Ci spoza – przeklinali ich. Ale zamiast się policzyć na ulicy, wybierali powolne dorabianie się w małej rumuńskiej stabilizacji lub emigrację zarobkową. Ten system mógł trwać latami. Pozornie wszystko działało. Sądy wydawały niezawisłe wyroki. Policja ścigała złodziei. Biznes zarabiał pieniądze. Politycy nosili coraz lepsze garnitury, a na unijnych salonach mówili coraz lepszą angielszczyzną. Bruksela przestała się czepiać, bo lokalne CBA działało coraz skuteczniej.

Nikt by nie zadawał pytań na ulicy, gdyby nie drobny szczegół. Ta rumuńska ciepła woda w kranie była ledwie letnia, a kupione na kredyt M3 miało paździerzowe ściany. Konserwowany od 1989 r. system był fasadowy.

Właśnie dlatego przypadek Rumunii jest znaczący dla całej Europy Środkowej. Po pierwsze, ludzie, którzy doprowadzili do ustąpienia Ponty, działali spontanicznie. Nie organizowali się wcześniej. Po drugie, nie mieli jednego lidera. Po trzecie, za ich protestami nie stały pieniądze. Rewolucja była tania, nie wspierały jej największe media w kraju, lud miał swoje własne kanały komunikacji. Wspólnym mianownikiem była furia skierowana w polityków.

Nikt nie mówił, jak uzdrowić państwo. Ludzie na Facebooku prowadzili między sobą dyskusje na temat zmian, które należy wprowadzić w straży pożarnej i pogotowiu ratunkowym, aby w przyszłości nie doszło do tragedii takiej jak ta w Colectivie. Jeszcze przed ustąpieniem Ponty zakładano, że te zmiany zostaną wprowadzone przez jego następców wyłonionych w drodze buntu. Równocześnie niemal na każdym kroku wspominano walkę o wieś Ro?ia Montană w 2013 r.

To małe miasto w Transylwanii stało się początkiem rewolucji #Colectiv. Zachętą. Wówczas Rumunom, którzy wyszli na ulice w Bukareszcie, Klużu, Jasach, Timiszoarze, ale też w Londynie, Berlinie i Brukseli – pod hasłem „Salva?i Ro?ia Montană” (Ocalcie Ro?ia Montană) – skutecznie udało się zablokować budowę jednej z największych na świecie kopalni złota i zarazem jednej z największych na świecie, potencjalnych katastrof ekologicznych (inwestycja zakładała między innymi przymusową relokację mieszkańców Ro?ia Montană).


Pozostało jeszcze 58% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama