Zdaniem Nicolasa Leviego, powrót Kim Dzong Una był oczekiwany przynajmniej przez media zagraniczne. "Niemożliwe jest, by przywódca Korei Północnej stracił władzę. Władza należy wyłącznie do rodziny Kimów i do Departamentu Organizacji Przywództwa, który jest zarządzany niektórymi członkami rodziny Kimów" - dodaje. 

Jak tłumaczy ekspert, do zamachu stanu mogłoby dojść, gdyby w systemie politycznym Korei Północnej istniały frakcje przeciwne Kim Dzong Unowi. Akurat takich frakcji nie ma - zaznacza Nicolas Levi. Jak mówi, jedyną frakcją, która istniała, była frakcja zastrzelonego w grudniu ubiegłego roku wujka Kim Dzong Una. 

Nicolas Levi wyjaśnia, że w przypadku utraty władzy przez Kim Dzong Una, zastąpi go inna osoba z rodziny Kimów. Na co wskazywał komunikat propagandowy. Kim Dzon Un nie pokazywał się publicznie od 3 września. Spekulowano, że został odsunięty od władzy. Jednak najbardziej prawdopodobne jest, że przywódca miał problemy ze zdrowiem. Mogą o tym świadczyć zdjęcia z inspekcji osiedla, na których Kim Dzong Un opiera się o laskę.