Stołeczny sąd orzekł też przepadek dowodów rzeczowych w tej sprawie - między innymi torebki, laptopa i płyt CD. Wszystkie mają zostać zniszczone. Prokuratura chciała 6 miesięcy więzienia dla byłego senatora.

Film ujawniony w 2009 roku przez "Super Express" miał być dowodem, że zażywał narkotyki. Były senator twierdził, że były to sproszkowane lekarstwa, a kobieta, która go nagrywała, szantażowała go. Wyrok jest nieprawomocny.

Piesiewicz mówił Radiu ZET, że nie mógł zapaść inny wyrok. "Ten wyrok jest dla mnie ważny po koszmarze jaki przeżyłem. To była precyzyjnie zrealizowana prowokacja. Teraz muszę ochłonąć" – mówi Piesiewicz.

Dziś obrońca oskarżonego Krzysztof Stępiński przekonywał, że nie było podstaw do skazania byłego senatora, bo nigdy prokuratura nie udowodniła, że środek który zażył senator był kokainą. Podkreślił, że w aktach sprawy nie ma o tym ani słowa. A bez udowodnienia tego kluczowego faktu wyrok skazujący jest nie do pomyślenia. 

Ale prokurator Józef Gacek twierdzi, że sąd nie podważył zebranych dowodów a jedynie inaczej je zinterpretował, dlatego nie wyklucza apelacji. Z ostateczną decyzją wstrzyma się jednak do pisemnego uzasadnienia wyroku. W jego odczuciu dowody przedstawione podczas procesu nie podważyły obciążających ustaleń śledztwa. 

68-letni Piesiewicz był obrońcą w procesach politycznych w PRL, m.in. w procesie działaczy Solidarności i KPN. Zasłynął jako współautor scenariuszy filmowych do 17 filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Uzasadnienie wyroku było niejawne.