Oponenci władz ustawili nowe barykady przed Radą Ministrów i Administracją Prezydenta. W rozmowie z Polskim Radiem, protestujący zapewniają, że łatwo nie ustąpią. „Będziemy stać do zwycięstwa. Ile trzeba, tyle będziemy. Żądamy nowych wyborów, zmiany władzy” - powiedział Mykoła z Lubomli. 

Budynki rządowe otoczone są też szczelnym kordonem milicji, a niektóre ulice zastawione autobusami oddziałów specjalnych Berkut. Manifestanci nakleili na nich kwiatki i antyrządowe hasła. Zbierający się koło funkcjonariuszy kijowianie starają się z nimi rozmawiać. Starają się im uświadomić, że popełniają przestępstwo bijąc pokojowych demonstrantów i że w przyszłości zostaną za to ukarani. 

Tymczasem Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wszczęła śledztwo „w związku z działaniami niektórych polityków mającymi na celu przejęcie władzy w kraju”. Jest to przestępstwo karane pozbawieniem wolności na okres od 5 do 10 lat.

W demonstracjach antyrządowych w Kijowie wzięło udział kilkaset tysięcy osób. Protestujący ustawili barykady na ulicach prowadzących do budynków rządowych. Główny wiec odbywał się na placu Niepodległości, gdzie od 21 listopada protestują zwolennicy integracji europejskiej i oponenci władz. Później demonstranci ruszyli przed budynki rządowe i w zorganizowany sposób ustawili kilka barykad. 

Lider Ojczyzny Julii Tymoszenko Arsenij Jaceniuk powiedział, że takie działania powinny zmusić władze do dialogu. Jeżeli nie będzie konkretnej odpowiedzi rządzących, opozycja będzie każdego dnia rozszerzać swoje pikiety o 1 budynek rządowy: ministerstwa, Służbę Podatkową i inne. 

Ukraińska opozycja tłumaczy, że do samych budynków, gdzie mieszczą się Rada Ministrów, MSW, Administracja Prezydenta i parlament, protestujący nie wchodzą, dlatego nie można mówić o ich blokadzie, a tym samym o naruszaniu prawa. Stąd nie może to być powodem do ogłoszenia stanu nadzwyczajnego. O jego wprowadzeniu w stolicy mówi się od tygodnia.
W czasie niedzielnych protestów doszło też do obalenia pomnika Lenina stojącego niemal w samym centrum Kijowa. Dokonali tego nacjonaliści ze Swobody. Rzecznik rządu uznał to za barbarzyństwo przekonując, że monument był na liście UNESCO. Tak naprawdę są na niej tylko 2 obiekty w ukraińskiej stolicy: sobór świętej Zofii i Ławra Peczerska.