statystyki

Paweł Dobrowolski: Po pierwsze rozliczalność władzy [WYWIAD]

autor: Sebastian Stodolak29.09.2018, 19:00; Aktualizacja: 29.09.2018, 19:13
"Opinia rzekomo niezależnego profesora z rzekomo niezależnego think tanku na komisji sejmowej w tej czy innej sprawie nie jest niezależna."

"Opinia rzekomo niezależnego profesora z rzekomo niezależnego think tanku na komisji sejmowej w tej czy innej sprawie nie jest niezależna."źródło: ShutterStock

W Polsce władza ukrywa swoje działania przed oceną obywateli. Wiemy o nich tylko to, co uda się wyciągnąć na światło dzienne dziennikarzom. Z Pawłem Dobrowolskim, głównym ekonomistą Polskiego Funduszu Rozwoju, w latach 2011–2013 prezesem Forum Obywatelskiego Rozwoju, think tanku prof. Leszka Balcerowicza, doradcą biznesowym wielu spółek rozmawia Sebastian Stodolak.

Kusi mnie, żeby na początku zapytać, ile może powiedzieć wolnościowiec zatrudniony w państwowej spółce strategicznej? Co zostanie z tej rozmowy po autoryzacji?

Wszystko. Instytucja autoryzacji to komunistyczny wynalazek nadający się do likwidacji. Jeśli ktoś coś powiedział, to powiedział. Trzeba było się zawczasu zastanawiać, co się mówi. (śmiech) Trzy dekady demokracji, a autoryzacja wciąż funkcjonuje. Dziwi mnie to.

A czy ty się dobrze zastanowiłeś, gdy – będąc jeszcze maturzystą – zadałeś publicznie pytanie Jeffreyowi Sachsowi, ile właściwie zarabia na „tym doradzaniu Polsce” przy procesie transformacji ustrojowej? Tak to było?

Poszliśmy z kolegami na otwarte spotkanie z profesorem Sachsem w siedzibie Solidarności i zajęliśmy miejsca w pierwszych rzędach, bo polskim zwyczajem cała widownia usadowiła się jak najdalej od gościa. I tak, faktycznie zapytałem go o zarobki. I o to, jak robić kapitalizm w państwie, w którym nie ma kapitału.

W 2018 r. oba te pytania wciąż są aktualne. Pierwsze – o zarobki Sachsa – dotyczy tak naprawdę jawności procesu legislacyjnego i finansowania tych, którzy nań wpływają...

Zgadza się. W Polsce z jakichś względów, może historyczno-kulturowych, takich pytań się unika. To, skąd mamy pieniądze, może wpływać na to, jakie mamy poglądy. Opinia rzekomo niezależnego profesora z rzekomo niezależnego think tanku na komisji sejmowej w tej czy innej sprawie nie jest niezależna. Każde zachowanie jest politycznie i społecznie uwarunkowane. Nie istnieje niezależny byt, jak profesor czy autorytet, który obiektywnie najlepiej wie, czym jest interes ogółu. Interes ten ustalamy w procesie politycznym, a dla jego określenia jest potrzebna możliwie pełna jawność życia publicznego. Jestem zwolennikiem wprowadzenia jawności finansowania wszystkich osób i organizacji wpływających na legislację. Ale można iść jeszcze dalej i zastanowić się, czy jawnością nie objąć zarobków wszystkich obywateli.

W Szwecji można sprawdzić PIT każdego obywatela. Można się oburzać, że to naruszenie prywatności, ale w XIX czy XX w., gdy większość ludzi żyła w małych miasteczkach, wiedzieli o sobie wszystko. Był to element kontroli społecznej. Niestety, dzisiaj problemem jest nie tylko to, kto dane opinie finansuje, ale i jawność samych opinii. Weźmy słynne ekspertyzy, na które powoływał się Bronisław Komorowski, podpisując ustawę o rozbiorze otwartych funduszy emerytalnych (OFE), a których dotąd nie ujawniono.


Pozostało jeszcze 87% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (2)

  • gość(2018-09-30 09:13) Zgłoś naruszenie 150

    Jawność i tylko jawność- wszędzie bez wyjątków.Bez tej możliwości nie ma co marzyć o ZDROWEJ DEMOKRACJI???????.

    Odpowiedz
  • Inspektor(2018-09-29 22:52) Zgłoś naruszenie 32

    Panie doradco ,ten Pana balcerowicz to powinien jak Ducze wisieć ku uciesze skrzywdzonych. Jego emerytura i majątek skonfiskowany.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie