statystyki

Międzymorze wyklęte: Polska, Rumunia i Węgry odcinają się od unijnych pieniędzy [OPINIA]

autor: Zbigniew Parafianowicz22.06.2018, 11:21
Rumunia, Węgry i Polska na własne życzenie dostarczają starej Europie argumentów pozwalających forsować tezę, że czas na odłączenie „dzikich pól” od reszty UE albo przynajmniej na odłączenie ich od unijnych pieniędzy

Rumunia, Węgry i Polska na własne życzenie dostarczają starej Europie argumentów pozwalających forsować tezę, że czas na odłączenie „dzikich pól” od reszty UE albo przynajmniej na odłączenie ich od unijnych pieniędzyźródło: Bloomberg

Mijający tydzień wzmocnił przeciwników Warszawy, Budapesztu i Bukaresztu. Węgrzy przyjęli ustawy przeciw migrantom i NGO. Rumunia wykonała kolejny krok na drodze do rozmontowania systemu antykorupcyjnego. Z kolei Polska w oślej ławce czeka na wtorkowe wysłuchanie na radzie ds. ogólnych w kwestii zmian w wymiarze sprawiedliwości

P rzypadek Laury Codruțy Kövesi, usuwanej z urzędu szefowej rumuńskiej Krajowej Dyrekcji Antykorupcyjnej (DNA), nie ma precedensu. Historia jej kariery to opowieść o potężnej władzy, która narodziła się w wyniku braku wyobraźni Partii Socjaldemokratycznej (PSD). Ugrupowanie, które po upadku Nicolae Ceaușescu w 1989 r. uwłaszczyło się na państwie – w 2002 r. uległo presji Zachodu i dało sobie narzuć ustawę o DNA. Kariera Kövesi to również opowieść o instytucji, która miała pozostać fasadą, tymczasem skutecznie wybiła się na niepodległość i zaczęła łamać kariery kolejnym premierom, posłom, ministrom, oligarchom i celebrytom.

Dziś szefowa DNA, a wcześniej najmłodsza w historii Rumunii prokurator generalna, walczy o przetrwanie. Rządzący postkomuniści uznali, że albo oni usuną Kövesi, albo Kövesi usunie ich. Ta wojna może ocali ich kariery. W dłuższej perspektywie będzie jednak kolejnym argumentem dla Zachodu, że z Europą Środkową jednak jest coś nie tak. Po zmianach w polskim wymiarze sprawiedliwości i rewolucji Viktora Orbána na Węgrzech kolejny kraj daje amunicję tym, którzy w UE przekonują, że przyszedł czas na odczepienie wagonów z „dziczą ze Wschodu”.

Prywatna operacja przeciw państwu

Kövesi próbowano się pozbyć na długo przed pojawieniem się popularnego dziś w rumuńskich elitach terminu „państwo równoległe”. To odpowiednik używanego w Polsce pojęcia „nadzwyczajna kasta” oznacza, że prawdziwe kierownictwo państwa jest w rękach szefowej DNA, a nie wybieranych i kontrolowanych przez naród polityków. W rzeczywistości ta dramatyczna narracja jest jedynie podstawą ideologiczną do rozprawy z Dyrekcją.

Początkowo likwidację Kövesi próbowano outsourcować. Materiały ją kompromitujące miały zostać zebrane w prywatnej operacji specjalnej wykonanej przez znaną izraelską wywiadownię. Wynajęła ją grupa osób z establishmentu, której interesom zagroziło DNA. Planowano przejęcie poczty elektronicznej szefowej DNA oraz poznanie treści jej rozmów telefonicznych ze współpracownikami i rodziną. Miano również podszyć się pod jej tożsamość w internecie, by w ten sposób stworzyć obciążające materiały. Jak podaje dziennik „Evenimentul Zilei”, prowadzonym w 2016 r. działaniom nadano kryptonim „Tornado”.

magazyn okładka 22 czerwca

magazyn okładka 22 czerwca

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Z dokumentów DIICOT, rumuńskiej służby specjalnej, powołanej niemal w tym samym czasie co DNA i zajmującej się najcięższymi przestępstwami, wynika, że w „Tornado” zaangażowani byli obywatele Izraela i zarazem byli pracownicy wywiadu tego państwa Ron Weiner i David Geclowicz (zostali aresztowani). Zleceniodawcą miał być Daniel Dragomir, były pracownik rumuńskiej Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego (SRI) – odpowiedniczki polskiego ABW – oskarżany również o pranie brudnych pieniędzy, powoływanie się na wpływy i ujawnienie poufnych informacji (śledztwo w toku). Jak podje „EZ” wykonawcą operacji wycenionej na 900 tys. funtów została słynna wywiadownia Black Cube. Ta w szczycie kryzysu oświadczyła, że jej pracownicy – w ramach legalnego projektu – zbierali dowody na korupcję w rządzie rumuńskim. To mniej więcej tak, jakby w Polsce negatywnie zweryfikowany oficer WSI wynajął za milion dolarów prywatną agencję wywiadowczą do przechwytywania e-maili, zbierania materiałów obciążających i wcielania się na portalach społecznościowych w rolę Mariusza Kamińskiego lub Antoniego Macierewicza.

Uczestnicy akcji Weiner i Geclowicz przyznali się do winy i w zamian za ugodową postawę zostali skazani przez rumuński sąd na dwa lata i osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu. „Tornado” okazało się kompromitacją. Zamiast DNA-leaks Kövesi została zaprzysiężona na drugą kadencję jako szefowa Dyrekcji. I ze zdwojoną siłą uderzyła w elity PSD. – Co dotyczy pani Kövesi, mogę powiedzieć otwarcie, że nie mam żadnych wątpliwości. Rezultaty prac DNA robią wrażenie. Jestem za nie bardzo wdzięczny – mówił wówczas wywodzący się z centroprawicy i skonfliktowany z PSD prezydent Klaus Iohannis.

Po decyzji głowy państwa na celownik ponownie trafiło przywództwo Partii Socjaldemokratycznej. Przede wszystkim jej szef Liviu Dragnea. Wcześniej został skazany na dwa lata w zawieszeniu za oszustwa wyborcze, tracąc tym samym prawo do zajmowania stanowisk publicznych. DNA oskarża go również o nadużycie władzy i żąda dla niego wyroku 7,5 lat więzienia. Jeśli sąd przychyli się do argumentów Dyrekcji, to rządzący z tylnego siedzenia Rumunią Dragnea trafi za kratki.

Suweren w obronie polityków


Pozostało jeszcze 37% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie