Centrowy "The Times" pisze na pierwszej stronie o rosnącym niezadowoleniu wewnątrz Partii Pracy. Część laburzystowskich posłów i aktywistów wzywa do rozliczenia z problemami trawiącymi to ugrupowanie, w tym ze skandalem dotyczącym rzekomego tolerowania antysemickich zachowań wewnątrz partii.

"Times" zaznaczył, że pomimo tego, że do wyborów doszło osiem lat po objęciu w kraju władzy przez konserwatystów, to laburzyści nie zdołali poczynić znacznych postępów, nie tylko nie przejmując żadnej z kontrolowanych przez torysów rad dzielnicy w Londynie, ale nawet tracąc jedną z nich na rzecz proeuropejskich Liberalnych Demokratów.

Barry Rawlings, lider Partii Pracy w dzielnicy Barnet na północy Londynu, ocenił w rozmowie z gazetą, że zbyt wielu żydowskich wyborców uznało, iż ugrupowanie "nie poradziło sobie z antysemityzmem na poziomie krajowym", co kosztowało ich utratę władzy na poziomie lokalnym. Jeden z kandydatów Adam Langleben wezwał wręcz szefa ugrupowania, Jeremy'ego Corbyna, aby odwiedził tę część Londynu i osobiście przeprosił za popełnione błędy.

Jeden z kluczowych ministrów w gabinecie cieni powiedział anonimowo "Timesowi", że "na tym etapie kadencji parlamentu, po rezygnacji minister spraw wewnętrznych (...) opozycja powinna radzić sobie znacznie lepiej". Jak zaznaczył, problemem jest niezdolność partii do wygrywania wśród wyborców w "prowincjonalnej Anglii", gdzie elektorat eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) powrócił w tych wyborach do rządzącej Partii Konserwatywnej.

W komentarzu redakcyjnym "Times" zaznaczył, że "dla żadnej partii wybory nie były świetne, ale wynik Partii Pracy był szczególnym zawodem". "Wobec rządu, którzy jest zaangażowany w politycznie skomplikowany i męczący proces wyjścia z Unii Europejskiej i który właśnie stracił minister spraw wewnętrznych w związku z tzw. skandalem Windrush, to nie jest wynik, którego spodziewałaby się dobrze rokująca opozycja" - czytamy. Jak podkreślono, partia musi zastanowić się nad zmianą swojego kursu, jeśli chce w przyszłości wygrywać.

Konserwatywny "Telegraph" zwrócił z kolei uwagę, że Partia Konserwatywna poradziła sobie szczególnie dobrze w rejonach kraju, które zagłosowały w 2016 roku za wyjściem z UE, co może być odbierane jako "zielone światło dla Brexitu".

Były lider ugrupowania lord Howard ocenił, że "wyniki pokazały, iż (premier Wielkiej Brytanii Theresa) May powinna teraz zrobić właściwą rzecz dla kraju - czysty Brexit, (...) z wyjściem z unii celnej i wspólnego rynku". W podobnym tonie wypowiedział się szef MSZ Boris Johnson, który zauważył, że "jasna wizja premier dotycząca wyjścia z unii celnej i wspólnego rynku była kluczowym elementem wyborczego sukcesu". Wskazał przy tym, że lider opozycji Corbyn nie jest wiarygodny w sprawie Brexitu.

Liberalno-lewicowy "Guardian" ocenił z kolei, że "ani Corbyn ani May nie przełamali wyborczego pata". Gazeta podkreśliła, że liderzy obu partii bronili swoich wyników, ale żadne z ugrupowań nie może cieszyć się znaczącym sukcesem.

Według wyników czwartkowych wyborów obie największe partie - Partia Konserwatywna i Partia Pracy - zachowały liczbę mandatów bardzo zbliżoną do tej, którą uzyskały w poprzednich wyborach w tych okręgach wyborczych w 2014 roku. Największe postępy poczynili proeuropejscy Liberalni Demokraci, pozostając jednak na dalekim trzecim miejscu.