"Mimo że od dwóch lat państwo polskie jest niszczone przez Prawo i Sprawiedliwość, opozycji nie udało się ani zatrzymać tych szkodliwych działań, ani zbudować realnej, dającej nadzieję alternatywy. Platforma Obywatelska nieudolnie próbuje zatrzymać złą zmianę. Bez szybkiej i radykalnej zmiany sposobu zarządzania i działania Platformy Obywatelskiej skazujemy Polskę na kolejne lata rządów PiS. Ja takiej chęci zmiany nie dostrzegam" - napisał Wojciechowicz.

Jego zdaniem "część obecnego kierownictwa nie potrafiła wyciągnąć właściwych wniosków z przegranych wyborów parlamentarnych, a przewodniczący skoncentrował się głównie na eliminowaniu wewnętrznych konkurentów i budowaniu grona bezkrytycznych własnych popleczników". "Pomimo wprowadzenia fasadowych zasad wewnętrznych wyborów, sukcesywnie ogranicza się wewnętrzną demokrację i dyskusję programową" - ocenił I zastępca prezydenta Warszawy w latach 2006-16.

"Wszelkie zapowiedzi o jednoczeniu opozycji w praktyce przeradzają się w formy zdominowania innych podmiotów politycznych, co nie ma nic wspólnego z partnerskim budowaniem wspólnego frontu opozycyjnego" - napisał Wojciechowicz. Przywołał "przykład Nowoczesnej, której notowania i byt - po wejściu w proces zjednoczeniowy - są mocno zagrożone".

"Schetyna głównym 'utrwalaczem' władzy PiS"

Wojciechowicz zaznaczył, że "budowanie zjednoczonej opozycji wymaga partnerstwa, kompromisu i wzajemnego zaufania, czego trudno oczekiwać od obecnego kierownictwa PO z przewodniczącym na czele". Według b. wiceprezydenta "na skutek braku umiejętności łączenia różnych środowisk Grzegorz Schetyna jawi się dzisiaj jako główny 'utrwalacz' władzy PiS".

"Odbudowanie pozycji i zaufania przez PO wymaga sprawnego działania i przedstawiania wyborcom konkretnych propozycji. Tymczasem przez ostatnie dwa lata byliśmy świadkami festiwalu potknięć i pomyłek, począwszy od niejasnego stanowiska w sprawie uchodźców, poprzez ustawę dającą ogromne prawa myśliwym, czy wstrzymanie się przy ustawie o IPN. Czarę goryczy przerwało wreszcie skandaliczne głosowanie w sprawie skierowania społecznego projektu ustawy dotyczącej praw kobiet pod obrady komisji" - napisał Wojciechowicz.

Zarzucił także, że wskutek działań władz partii, "zmuszono do odejścia lub wręcz wyrzucono" zasłużonych działaczy, jak Stefan Niesiołowski, Stanisław Huskowski, Jan Rulewski, Jacek Protasiewicz czy Jacek Kozłowski. "Niezrozumiała jest też dla mnie podszyta strachem i hipokryzją swoista zmowa milczenia wobec osób wyrzucanych, a także wobec narażonych na ataki partii rządzącej, czego przykładem może być prezydent Warszawy. Wszystko to razem pokazuje, że w Platformie istnieje też lepszy i gorszy sort" - oświadczył.

Jego zdaniem wskutek tych działań PO nie jest w stanie uzyskać takiego poparcia, jak w przegranych przez Platformę wyborach parlamentarnych w 2015 r.

Wojciechowicz uznał, że nie ma dla niego miejsca "w tak zarządzanej Platformie Obywatelskiej"; zadeklarował zarazem szacunek dla wielu przyjaciół, którzy w dalszym ciągu pozostają w szeregach Platformy.

Małgorzata Kidawa-Błońska: To dla mnie przykra wiadomość

- Dla mnie to przykra wiadomość, bo jest teraz dużo do zrobienia, zwłaszcza w przededniu wyborów samorządowych - powiedziała Polskiej Agencji Prasowej Małgorzata Kidawa-Błońska. - Sytuacja jest trudna i wszyscy, dla których Platforma miała i ma duże znaczenie, powinni współdziałać myśląc o całości sprawy, a nie o swoich osobistych sprawach - dodała.

Odnosząc się do zarzutu ograniczania wewnętrznej demokracji posłanka podkreśliła: - Mamy statut, a wybory na szefów struktur były najbardziej demokratyczne w historii. Niestety, jest tak, że jedni wygrywają drudzy przegrywają, ale zarzut, że nie jesteśmy partią demokratyczną, jest niesprawiedliwy.

Burmistrz, zastępca prezydenta Warszawy

55-letni Wojciechowicz był aktywny w warszawskim samorządzie od 1997 r., był m.in, burmistrzem dzielnicy Wesoła. W grudniu 2006 został powołany na pierwszego zastępcę prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jako wiceprezydent odpowiadał za inwestycje.

 Z tego stanowiska został odwołany 8 września 2016 r., o czym zdecydował zarząd krajowy PO, rozwiązując także stołeczne struktury partii. Gronkiewicz-Waltz uzasadniała odwołanie "słabym wynikiem" inwestycji; podkreślała, że odwołanie nie miało związku z kwestią reprywatyzacji.