Administracja USA opublikowała w nocy z poniedziałku na wtorek listę 114 rosyjskich polityków i 96 oligarchów, którzy zdaniem Waszyngtonu skorzystali na powiązaniach z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Amerykańscy komentatorzy podkreślają, że upublicznienie tej listy, spisu "wewnętrznego kręgu władzy" w Rosji, nie było samodzielną inicjatywą Białego Domu, ale spełnieniem postanowień ustawy przyjętej przez Kongres latem ubiegłego roku.

Ustawa o przeciwdziałaniu sankcjami wrogom Ameryki (Countering America's Adversaries Through Sanctions Act), która została przyjęta przez Senat miażdżącą, odporną na weto przewagą głosów (stosunkiem 98 do dwóch), zmierzała do ukarania Rosji za ingerencję w amerykańskie wybory prezydenckie w roku 2016.

Prezydent Donald Trump po okresie wahania podpisał tę ustawę 2 sierpnia 2017 roku, jednak zwlekał z wprowadzeniem jej w życie.

Tak samo było z długo oczekiwanym ujawnieniem listy Putina - wskazują dziennikarze Associated Press.

Administracja Trumpa przez cały poniedziałek ignorowała pytania o opublikowanie tej czarnej listy i ujawniła ją dopiero 12 minut przed upływem - o północy - przewidzianego w ustawie ostatecznego terminu opublikowania tego dokumentu.

Dlatego opublikowanie listy Putina - w przeddzień wygłoszenia przez prezydenta orędzia o stanie państwa, które zdominuje media - nie jest czymś zaskakującym w USA.

Jednak zaskakujący dla wielu jest fakt, że opublikowaniu listy kremlowskiej kleptokracji nie towarzyszyło - jak przywiduje ustawa - objęcie sankcjami osób, które znajdują się na tej liście.

W rezultacie administracji Trumpa udało się niebywałe dokonanie: "rozzłościła zarówno rosyjskich przywódców w Moskwie, jak i największych krytyków Rosji w Waszyngtonie" - czytamy na łamach dziennika "The New York Times".

Przedstawiciele Departamentu Stanu argumentowali, że już "sama groźba sankcji” wystarcza i "nie jest konieczne wprowadzania sankcji wobec konkretnych osób czy firm". Ich wypowiedzi przytoczył nawet sprzyjający Trumpowi portal telewizji Fox News.

Taka argumentacja nie przekonała kongresmana Eliota Engela, najwyższego rangą przedstawiciela Partii Demokratycznej w komisji stosunków zagranicznych Izby Reprezentantów.

"Jak można odstraszyć atak, który był dokonany dwa lata temu, albo ten który ma miejsce obecnie? - komentował Engel - To kłóci się ze zdrowym rozsądkiem!".

Zdaniem Engela administracja prezydenta Trump, ujawniając listę Putina bez jednoczesnego ukarania sankcjami otoczenia rosyjskiego prezydenta po raz kolejny pozwoliła "Rosji uciec spod szubienicy".

Podobną opinię wyraził na Twitterze Gary Kasparow, mieszkający obecnie w Nowym Jorku były rosyjski arcymistrz szachowy i kandydat na prezydenta Rosji w roku 2008, a zarazem nieprzejednany krytyk Putina, jak i Trumpa.

"Nieprawdopodobne. Trump sprzeciwia się Kongresowi, aby osłaniać Putina, który mieszał się w wybory, aby pomóc Trumpowi. Takie są fakty" - napisał Kasparow.

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski (PAP)