Wiadomość potwierdził kierownik narodowej wyprawy na K2 Krzysztof Wielicki. "Brany jest pod uwagę lot rozpoznawczy, ale zależeć to będzie od warunków atmosferycznych. Byłoby super, gdyby piloci mogli wysadzić chłopaków powyżej bazy pod Nanga Parbat. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie jest to zawodowa ekipa ratownictwa górskiego. To są piloci wojskowi, latają z punktu A do B" - powiedział PAP Wielicki.

Odnośnie dalszych działań nie chciał się wypowiadać, bo - jak stwierdził - to wróżenie z fusów. "Niech chłopaki dolecą na miejsce, ocenią warunki i wtedy będę mądrzejszy. Nie wiem, czy zdecydują się od razu na wspinaczkę, czy trochę później. Nie wykluczam i takiej ewentualności, że pójdą nocą" - dodał.


Wielicki wspomniał, że słyszał o inicjatywie lokalnych tragarzy, którzy chcą się włączyć w akcję ratunkową. "Konkretnych informacji nie mam. Wiem tylko, że są takie osoby w Skardu, ale trzeba je przewieźć pod Nanga Parbat. Są też miejscowi, żyjący bliżej tej góry. Sprawa zrobiła się na tyle głośna, że coraz więcej osób deklaruje swą gotowość do niesienia pomocy polsko-francuskiej parze. Tomek jest tam bardzo znaną postacią" - podkreślił pierwszy zdobywca zimą Mount Everestu (8848 m) w 1980 roku wraz z Leszkiem Cichym.

Marcin Kaczkan, który w 2010 roku stanął na szczycie Nanga Parbat, a w 2014 na K2 dodał, że przelot helikopterów potrwa co najmniej trzy godziny. "Śmigłowce wróciły do Skardu na tankowanie. Odległość z naszej bazy do Nanga Parbat to prawie 200 km w linii prostej" - zaznaczył.

Helikopterem ze Skardu wrócił do kolegów Dariusz Załuski, który musiał udać się do dentysty. Problemy z okostną miał już podczas letniej wyprawy na K2. "Nie mogę sobie nic zarzucić, abym sprawę zaniedbał. W Warszawie byłem w najlepszych klinikach i byłem pewny, że zostałem wyleczony. A jednak nie do końca. W bazie korzystałem z kroplówki, dożylnie wprowadzanych leków, gdyż inne środki nie działały. Skończyło się na wyrwaniu zęba i... wracam do pracy" - powiedział PAP Załuski, jeden z najlepszych na świecie fotografów i filmowców w gronie himalaistów.

Mackiewicz po raz siódmy podjął próbę zdobycia zimą Nanga Parbat, a Revol po raz czwarty. Tym razem wyruszyli we dwójkę, podejmując próbę ataku w stylu alpejskim, bez żadnego wsparcia ze strony tragarzy oraz nie mając tlenu w butlach.

20 stycznia mieli podjąć próbę wspinaczki na wierzchołek, ale ostatecznie zeszli do obozu drugiego. 22 stycznia z nadesłanego przez Francuzkę SMS wynikało, że są w obozie trzecim, planują wyjście wyżej i atak szczytowy 25 stycznia. Tego dnia byli na wysokości około 8000 m. W południe chmury przesłoniły kopułę szczytową. W odwrocie utknęli na wysokości ok. 7400 m.

Z sobotnich wiadomości wynika, że Mackiewicz został sprowadzony przez Revol do namiotu na wysokość 7250 m i tam spędził noc. Natomiast ona zeszła do 6670 m.

Potężny, niezwykle skomplikowany masyw Nanga Parbat postrzegany jest jako olbrzymia, biegnąca łukiem grań, o długości prawie 26 km. "Naga Góra" (8126 m) była przedostatnim (obok K2) z niezdobytych zimą ośmiotysięczników. Pierwszego o tej porze roku wejścia na Nanga Parbat dokonali 26 lutego 2016 roku Włoch Simone Moro, Pakistańczyk Muhammad Ali oraz Hiszpan Alex Txikon.