Chłopiec z kolegą poszedł w poniedziałek nad staw obok pałacu w Rudzińcu i wszedł na lód, który się pod nim załamał. Według danych służb ratowniczych przebywał pod wodą ok. 90 minut. Śmigłowcem został przetransportowany do katowickiego szpitala.

"Trafił do nas w trakcie reanimacji, w głębokiej hipotermii. Został przewieziony na blok operacyjny kardiochirurgii, gdzie zastosowano krążenie pozaustrojowe, rozpoczęto procedurę ECMO. Ta aparatura zabezpiecza w tej chwili krążenie, pracę serca, jak również oddychanie i pracę płuc pacjenta. Dodatkowo podłączona jest sztuczna nerka" – powiedział ordynator oddziału kardiochirurgii Piotr Stanek.

"Stan pacjenta jest bardzo ciężki. (...) Pacjent jest w śpiączce farmakologicznej, ocena neurologiczna na chwilę obecną jest mało miarodajna, co nie zmienia naszego sposobu leczenia. Jest niewydolność wielonarządowa, rokowania są nieznane" – dodał.

Jak podkreślił kardiochirurg dr Dariusz Pypłacz, chłopiec był dotąd zdrowy, uprawiał sport. "To na pewno przemawia na jego korzyść, natomiast to, co się stało, jest mocno obciążające" – powiedział. "Przede wszystkim musimy go ustabilizować, on ma cechy niewydolności wielonarządowej, wynikającej prawdopodobnie z niedotlenienia, ponieważ przebywał bez krążenia jakiś czas, na pewno 90 minut pod wodą, więc nie oddychał. Głównym czynnikiem osłaniającym stała się niska temperatura. Pozostaje pytanie, czy on się najpierw wychłodził, a potem zatrzymała się akcja serca, czy było odwrotnie. To kluczowa sprawa dla przeżycia i dalszych możliwości leczenia" – dodał.

Jak poinformował młodszy asystent Grzegorz Zalewski, chłopiec przebywał w wodzie o temperaturze ok. 4 stopni Celsjusza. Kiedy trafił do szpitala, jego ciało było już ogrzane do temperatury 20-21 stopni, w ciągu kilku kolejnych godzin w szpitalu został ogrzany do prawidłowej temperatury. Kluczowe dla lekarzy jest teraz ustabilizowanie stanu pacjenta, dopiero potem możliwe będą decyzje co do dalszego przebiegu leczenia. „Możemy zapewnić, że zrobimy wszystko, co jesteśmy w stanie zrobić, żeby mu pomóc” – podkreślił Piotr Stanek.

Autor: Anna Gumułka (PAP)