"Nie ma ofiar śmiertelnych" - przekazało ministerstwo zdrowia obwodu rostowskiego, dodając, że obrażeń doznało 36 osób. Z pobliskich budynków ewakuowano ponad 650 osób. W mieście wprowadzono stan wyjątkowy.

Pożar objął ok. 10 tys. metrów kwadratowych osiedla, które, jak podaje radio Echo Moskwy, przez mieszkańców miasta jest nazywane slumsami.

Znajdujące się obok wielopiętrowe budynki mieszkalne nie zostały objęte ogniem, ale ich mieszkańcy już wynoszą z nich swoje rzeczy - relacjonują osoby obecne na miejscu zdarzenia. Słychać było wybuchy - dodają. W sąsiadujących budynkach odłączono gaz i prąd; 1,2 tys. osób pozostaje bez dostępu do energii elektrycznej.

W sprawie zdarzenia prokuratura wszczęła śledztwo. Pożar rozpoczął się w niezamieszkanym domu - oznajmił gubernator obwodu rostowskiego Wasilij Gołubiew. Najprawdopodobniej doszło do silnego wybuchu gazu. Według innej wersji pożar był spowodowany zwarciem. Ogień szybko rozprzestrzenił się na sąsiednie domy ze względu na silny wiatr.

Mieszkańcy osiedla uważają, że doszło do podpalenia - pisze miejscowy portal DonNews. Jak dodaje, lokatorom jakiś czas temu zaproponowano, aby opuścili swoje domy w zamian za pieniężną rekompensatę, dwukrotnie niższą od ich wartości rynkowej. Miałoby to "oczyścić" miejsce pod budowę - podkreśla portal. Na miejscu osiedla, jak podaje organizacja Otwarta Rosja, planowano zbudować hotel dla gości turnieju finałowego Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2018 roku (na pobliskim Placu Teatralnym ma być zbudowana strefa kibica). Miejscowi mieszkańcy protestowali przeciwko budowie kompleksu. Osobom, które nie zgodziły się na sprzedaż swoich domów, jak twierdzi organizacja, deweloper groził podpaleniem nieruchomości. Zdaniem policji wersja z podpaleniem "jest mało prawdopodobna" - podaje TASS.

Koordynatorka Otwartej Rosji w obwodzie rostowskim Anastasija Szewczenko wiąże pożar z ceną gruntów, na których położone jest osiedle. "Teren znajduje się blisko Donu, a wszystko, co jest blisko Donu - jest drogie" - podkreśla. Szewczenko zauważa, że nie byłby to pierwszy taki przypadek.

Miejscowym mieszkańcom już wcześniej zalecano, aby byli przygotowani do ewakuacji ze względu na płonące od prawie tygodnia lasy w okolicach miasta. Z ogniem, który objął 50 km kwadratowych lasów walczy ponad 1000 ratowników. Później ministerstwo ds. nadzwyczajnych poinformowało, że nie ma zagrożenia dla okolicznych mieszkańców.(PAP)

ndz/ mal/