Mateusz Piskorski i Konrad Rękas to liderzy podejrzewanej o związki z Rosją partii "Zmiana".

We wtorek na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung" i "Gazety Wyborczej" pojawiły się artykuły sugerujące powiązania Kownackiego m.in. z Piskorskim, który przebywa w areszcie z powodu zarzutów o szpiegostwo na rzecz Rosji, oraz proputinowskimi organizacjami.

"Sytuacja tak absurdalna i tak niedorzeczna, że trudno w ogóle ją komentować. Byłem jako obserwator na wyborach w Rosji w roku 2012, o czym informowałem marszałka Sejmu i o czym informowałem także całe społeczeństwo na konferencji prasowej, która odbyła się po (wyborach - PAP). Więc nie ma w tym żadnej tajemnicy" - mówił w TVP Info Kownacki.

Wiceszef MON powiedział, że organizacje, które wysłały go jako obserwatora na wybory w Rosji "były legalnie działającymi organizacjami, m.in. Europejski Sojusz Ruchów Narodowych, w którym zastąpiłem prof. (Ryszarda) Bendera, również Europejskie Centrum Analiz Gospodarczych".

"Tak że trudno w ogóle budować wokół tego jakąkolwiek sensację. A pana Rękasa i pana Piskorskiego nie znałem ani wcześniej, ani później. Widziałem ich na tym wyjeździe. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek później z nimi rozmawiał w jakikolwiek sposób" - zaznaczył.

Zdaniem Kownackiego, to, że ta sprawa wychodzi akurat teraz, "to jest oczywiste, że jest związane z tym wszystkim, co robimy w MON". "Ma to w pierwszej kolejności uderzyć w pana ministra Antoniego Macierewicza, bo tam szereg absurdalnych zarzutów względem niego się formuje, a także we mnie, ponieważ odpowiadam za procesy modernizacyjne" - stwierdził wiceminister obrony narodowej.

W jego opinii, artykuł pojawił się w niemieckiej gazecie po to, aby "podbić jakość tej informacji" i żeby polskie media mogły się na nią powołać. "Po pierwsze, łatwiej bronić się przed procesem, bo zawsze powołują się na prasę zagraniczną. Po drugie, niestety w części polskiego społeczeństwa taka jest oto mentalność, że jeżeli pisze polska prasa, to jest to mniej ważne, niż (jeśli) napisze prasa niemiecka, francuska czy amerykańska" - powiedział.

We wtorek wyjaśnień od premier Szydło w sprawie rzekomych powiązań pracowników MON z rosyjskimi służbami żądali też politycy PO. Zapowiedzieli, że wystąpią z wnioskiem o informacje premier "na temat dziwnych powiązań Antoniego Macierewicza i osób związanych z Antonim Macierewiczem".

Kownacki w oświadczeniu przesłanym PAP przez Oddział Mediów Centrum Operacyjnego MON napisał, że nie utrzymywał, nie utrzymuje i utrzymywać nie zamierza "kontaktów z organizacjami prorosyjskimi oraz partią Zmiana lub panem Mateuszem Piskorskim". "Nie wyjeżdżałem też do Rosji na zaproszenie Europejskiego Centrum Analiz Gospodarczych. Nie znam także Pana Konrada Rękasa" - zapewnił. Kownacki zaznaczył, że żąda sprostowania nieprawdziwych informacji i rozważa kroki prawne mające chronić jego dobre imię.

W piśmie podkreślił też, że w wyborach w Rosji w 2012 r. uczestniczył jako obserwator zaproszony przez Sojusz Europejskich Ruchów Narodowych, "organizację afiliowaną i finansowaną przez Parlament Europejski". Dodał, że podczas tego wyjazdu spotkał Piskorskiego, "ale nie obserwowaliśmy razem wyborów". "Ani wcześniej, ani później nie utrzymywałem kontaktów z p. Mateuszem Piskorskim. Tym samym nie mógł on w żaden sposób pośredniczyć przy nawiązywaniu przeze mnie jakichkolwiek znajomości" - zaznaczył.

Według Kownackiego, nie jest przypadkiem, że niemiecka prasa bezpodstawnie atakuje go w chwili podpisania kluczowego dla polskich sił zbrojnych porozumienia z USA w sprawie pozyskania systemu Patriot, "co może niewątpliwie naruszać interesy niemieckich firm przemysłu zbrojeniowego". "Fakt podpisania memorandum został też zauważony w mediach rosyjskich jako istotny dla zwiększenia potencjału obronnego Rzeczpospolitej Polskiej i zagrożenie interesom Federacji Rosyjskiej" - zaznaczył Kownacki w oświadczeniu.