Tydzień po ogłoszeniu, że szefowa Rady Koordynacyjnej, białoruskiego parlamentu emigracyjnego, zaginęła, wciąż nic nie wiadomo o jej losach. Pawieł Łatuszka, zastępca liderki opozycji Swiatłany Cichanouskiej, którego grupę polityczną reprezentowała Anżalika Mielnikawa, twierdzi, że odkąd 19 marca jej telefon został zlokalizowany na Białorusi, nikt jej w Polsce nie widział.
Anżalika Mielnikawa po raz ostatni miała się kontaktować ze współpracownikami zdalnie 25 marca. Kobieta zniknęła z dwojgiem dzieci. Jej były mąż Andrej Mielnikau 23 marca miał wyjechać z Polski na Białoruś przez granicę lądową, jednak poza słowami Łatuszki i na to nie ma dowodów.
Polskie MSWiA nie wie nic
Na podstawie rozmów z mieszkańcami Nieświeża Euroradio i „Zierkało” podały, że męża i córkę Mielnikawej widziano w ich rodzinnym mieście. „Nasza niwa” twierdzi, że kobieta wyleciała z Polski do Wielkiej Brytanii, nie podając źródeł informacji. W białoruskiej diasporze żywa jest obawa, że kobietę porwały służby Alaksandra Łukaszenki lub nakłoniły ją do wyjazdu w inny sposób. Takie sugestie przekazują lojalni wobec Łukaszenki propagandyści. Jeden z nich, Ihar Tur, skomentował na Telegramie wpis o jej zniknięciu dłuższym tekstem pt. „Kim są oficerowie wywiadu?”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.